piątek, 28 lutego 2014

Wywiad z Martą Grzebuła

nieidentyczna
1. Skąd taki pseudonim artystyczny?

MG- Kilka lat temu zakładając konto na portalu z poezją amatorów, należało podać Nick. Wtedy, syn, Marcin mi go podpowiedział, mówiąc: „ Mamciu, masz włosy jak jarzębina, daj więc taki Nick". I tak zostało. Z czasem zainteresowałam się jego znaczeniem zerkając na horoskop celtycki i okazało się, że niemal idealnie oddaje on moją osobowość. Mimo, że jestem celtyckim jesionem, i co dziwne też identyfikuję się ze znaczną częścią owej charakterystyki osobowości. Ale bliższa mi jest jarzębina.

2. Za co najbardziej Pani ceni poezję Mickiewicza, Słowackiego oraz Asnyka? Ma Pani jakiś swój ulubiony wiersz?

MG - Trudno jednym zdaniem odpowiedzieć na to pytanie. Ponieważ musiałabym najpierw powiedzieć ogólnie, za co tak cenię poezję. A cenię ją za jej wyjątkowość, głębię, wręcz powiedziałabym unikatowość, jaka płynie ze słów.
Asnyk i Jego wiersz "Tęsknoty" był jednym z pierwszych, które mnie oczarowały. "Rozłączenie" J. Słowackiego było niczym olśnienie, a "Dwa słowa" Adama Mickiewicza stały się pięknem wyznania. Ale nie tylko ci Poeci, wiersz "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" W. Szymborskiej wywołał u mnie silne wzruszenie. Po prostu poezja dla mnie to szept a czasem krzyk z głębi duszy. Tym jest dla mnie poezja.

3. Proszę dokończyć zdanie: "Dobry pisarz to...."


MG - Odpowiem przewrotnie: " dobry człowiek to...?" no właśnie. Stawiam znak równości. Tyle w nas dobra, w każdym człowieku, ile i jak potrafimy to dobro z siebie przekazać. Ale nie tylko poprzez słowo, lecz przede wszystkim czyn.

monweg

1. Gdyby znalazła się Pani na bezludnej wyspie, to jaką książkę chciałaby Pani mieć ze sobą i dlaczego właśnie tę?

MG - Z pewnością poradnik survivalu {uśmiecham się} a tak naprawdę? W tym wypadku tylko "Przypadki Robinsona Crusoe" Daniela Defoe.
 A dlaczego akurat tę - choćby tylko pierwszą część? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Może udałoby mi się dzięki niej przetrwać a przy tym móc udać, że jestem w świecie fikcji literackiej.

2. Jeżeli Niebo istnieje, to co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju?


MG - Piękne pytanie. Ale pozwolę sobie odpowiedzieć na nie swoim wierszem. Ponieważ i ja dość dawno temu nad tym się zastanawiałam.

A GDYBYM

Niezależnie od wyznania każdy może zadać te pytania.
Dokąd idziemy po śmierci? Co jest tam, gdzie mieszkają anioły.

A gdybym dziś oczy zamknąć miała.
To, co bym Ci, Panie, powiedziała.
Jak mogłabym wytłumaczyć swe życie?
I czyny, te na dnie serca wciąż skryte.

A gdybym w światłość już miała wstąpić,
to czy umiałabym w Twą dobroć nie zwątpić?
Czy też skrywane gdzieś w duszy, emocje,
dałyby siłę, bym nie bała się mocnej?

Boję się, Panie, Twej mocy.
 Strach mi odbiera nadzieję,
że jestem na tyle niegodna,
by stanąć blisko gdzieś Ciebie.

A gdyby śmierć mnie objęła
swoim kościstym ramieniem,
to co bym mogła powiedzieć
ostatnim słowa tchnieniem?

Nie wiem…

A może poszukam w sercu,
 gdzie zawsze się tli nadzieja,
gdzie wiara razem z miłością
 wypełnia nasze pragnienia?

Gdzie dusza jest darem Boga
i trzyma myśl ciągle przy Nim,
że jest On na tyle wielki,
by mógł wybaczyć mi winy.

Wrocław 7.10.2009 r. Z cyklu „Listy niewysłane”

krytykbook
1. Pisarz - zawód czy powołanie?

MG - Dla jednych zawód. Dla mnie - powołanie.

2. Co panią popycha do pisania książek?

MG - To, jakby wewnętrzny "przymus". Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Czasami śmieję się mówiąc, że "wena depcze mi po...palcach". Innym razem nazywam to wewnętrzne pragnienie "duszkiem podszeptuszkiem" Bywa, że i noc jej, weny, nie powstrzymuje. Muszę wstać i pisać. Kubek kawy, zimna woda, niemal na głowę i siadam, i piszę. Bo inaczej być nie może.

3. Co pani myśli o czytaniu dzieciom?

MG - Odpowiem tak- Trzy razy TAK. Moim synom czytałam od kołyski, lub wymyślałam na poczekaniu " bajeczki wymyśluneczki" jak po latach nazwał to najmłodszy syn Mariusz. Spisałam je i być może kiedyś nie tylko wydam, ale mam nadzieję czytać wnukom.

Niekończące się Marzenia
1. Akcja w Pani ostatniej książce rozgrywa się również w Karpaczu, które miejsce w tym jakże pięknym miejscy lubi Pani najbardziej ?

MG - Jeśli odpowiem, zgodnie z prawdą, że nigdy nie byłam w Karpaczu, uwierzy mi Pani? Ale tak, to prawda. Przejeżdżałam, ale nie byłam. Byłam tam jedynie oczami wyobraźni. Nie byłam w Londynie, w Krakowie { O przepraszam, byłam raz, jak miałam około 10 lat}. I niewiele pamiętam, nie licząc oczywiście smoka {uśmiecham się}. Ale on wówczas nie ziajał ogniem. Wszystkie moje "podróże" odbywam dzięki wyobraźni, oraz nie ukrywam, posiłkuję się wiedzą płynącą z książek, czy Internetu.

2. Czym jest dla Pani miłość ?

MG. - Wszystkim. Oddechem. Uśmiechem. Wiarą. Nadzieją. Moimi synami, mężem, zwierzaczkami... Po prostu wszystkim i każdym.

3. Dla osoby, która jeszcze nigdy nie była we Wrocławiu gdzie by Pani poradziła wybrać w pierwszej kolejności ?

MG - Rynek, Ostrów Tumski i przy okazji zapraszam do siebie. Po małej kawce razem wybierzemy się zwiedzać Wrocław.

martucha180
1. Od tylu lat Pani pisze, że zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?

MG - I tym razem odpowiem wierszem. To akrostych. Proszę "przyjrzeć" się mu uważnie. I będzie on odpowiedzią na Pani pytanie.

Bądź przy mnie zawsze...

Weno co jesteś mi przyjaciółką
Echem z mej duszy i myśli
Nie mniej mi za złe gdy czasem płaczę
Otul mnie wówczas i wyśnij...

 Wyśnij wraz ze mną moje marzenia
 Emocji moich bądź lustrem
 Nie pozwól zbłądzić mi w mych pragnieniach
 A potem stań się słów bóstwem
   
Wiele zawdzięczam ci przyjaciółko
Erraty słów i mych czynów
Nierzadko musisz stawiać im veto
Ypsilon bytu, ulotność rymów..

    
jestem dla siebie antycząsteczką
anty pragnieniem trwania
to ty ma weno sensu nadajesz
mego rannego wstawania...


2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

MG - Słowo jest i było od zawsze związane z obrazem. Gdy mówię: „ trawa" widzę ją. Dam przykład.

Widzę dwie siedzące na niej dziewczyny. Uśmiechają się. Spoglądają po chwili w słońce, ale widać, że czekają na kogoś. Zdradza to poruszenie ich ciał. Jedna z dziewczyn, ta o jasnych włosach, Dominika, by czymś się zająć, gładzi dłonią wilgotną trawę. Ta układa się pod jej ręką. Oddaje na swój sposób dotyk. Pachnie, pobłyskuje. Kilka kropel rosy osadzonych na źdźbłach są, jak małe diamenciki. Dziewczyna przygląda się im z uwagą. Dostrzega to piękno. Ale nagle słyszy głos:
- Idą...słyszysz? Idą. Czy powiedzą nam dziś to, co obiecali? -Alina podnosi się. Jej ciemne długie włosy opadają łagodną falą na plecy. Zakrywają kremową sukienkę, podobną do tej, w którą ubrana jest jej siostra, Dominika.
-A co, chcesz? Naprawdę wierzysz, że właśnie dziś usłyszysz -kocham? - odpowiada  i nadal nie przerywając głaskania trawy uśmiecha się. Bo przecież ona też wierzy.
A trawa pachnie...tak cudnie pachnie.
Jak on, Kamil, który właśnie, po minucie, ją przytulił. Usłyszała to, na co czekała...
A trawa wciąż pachniała. Nawet wtedy, gdy obje na niej leżeli...Zwłaszcza wtedy.

I tym jest dla mnie słowo. Obrazem. I kolejnym, kolejnym, jak puzzle.
Napisałam to mini-opowiadanko, spontanicznie, bez większych przemyśleń. Bo w mojej głowie "rodziły" się obrazy. I tak powstało.

3. Pisze Pani od 13-go roku życia. Jestem ciekawa, jak to było w czasach szkolnych – jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki, potencjał na pisarkę, poetkę?


MG -  Będzie w to chyba trudno uwierzyć, ale w latach 1967-1975 gdy chodziłam do szkoły, jako dyslektyczka miałam "przechlapane". Nie było znane to „zjawisko" i nauczyciele nie byli tolerancyjni. Tak, więc miałam tylko czwórki, i to po ciężkiej pracy nad tekstem. Ale wygadana byłam zawsze i tym nadrabiałam w ocenach. Z czasem było już tylko lepiej. Zwłaszcza, jak przepisałam, z pełnym zrozumieniem, jedną z serii Tygrysów mojego taty. Niby to tylko 168 stron, ale maczkiem napisanych. Książeczki te nie były większe od opakowania płyt CD, ale było to wyzwanie i dobra szkoła dla mnie i mojej "przypadłości"
{ Uśmiecham się na to wspomnienie}
  
paulinka49-89-1989
1. Osobiście po ciężkim dniu lub w słabszych chwilach chwytam po Pani twórczość, bardzo mnie to odpręża i uspokaja. Czy u Pani jest tak samo, że w ciężkich chwilach sięga Pani po książki swojego autorstwa?

MG -Oj, nie. Tak dużo i długo pracuję nad tekstem, że znam je niemal na pamięć. Zazwyczaj słucham Marka Bilińskiego, instrumentalistę z lat osiemdziesiątych i Jego "Fontannę radości" nazywano Go Polskim Jean-Michel Jarre.   Bynajmniej w moich kręgach znajomych. Ale bywa, że czytam poezję innych. I nie podam tu nazwisk, ponieważ wszystko zależy od głębokości danych emocji, jakie drążą moją psyche. Raz potrzebuję czegoś lżejszego, z humorem a raz odwrotnie. Gdy zbyt bujam w obłokach.

2. Skąd czerpie Pani pomysły do stworzenia kolejnych cudownych książek?

MG - Chyba nie będę oryginalna, jeśli odpowiem, że: z życia...Także mojego. A może zwłaszcza mojego. Jestem dość dobrym, wnikliwym obserwatorem. Jeden obraz, jedno słowo bywa, że uruchamia we mnie niemal lawinę słów. Wtedy powstaje powieść, innym razem, wiersz.

3. Co jest Pani priorytetem życiowym?

MG - Tylko i wyłącznie- DAR ŻYCIA. I nie, jako pielęgniarka tak stwierdzam, ale jako ktoś, kto wie, co to znaczy stracić kogoś najdroższego...i samej „otrzeć się” o śmierć.

Księgarka
1. Czy zdarza się Pani, że natchnienie przychodzi w najmniej odpowiednim momencie? Jeśli tak to, co Pani wówczas robi?

MG- Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się spisywać notatkę na papierze toaletowym. I to nie żart. A to już graniczy z obsesją { uśmiecham się}, ale taka jest prawda. Karteczki, jak małe wróbelki, czasem szare, bo to skrawki gazet, są do dziś dnia w moim posiadaniu. To na nich mam wiersze. Lub ich "zalążki". Podobnie jest z prozą.

2. Czy pisanie pomaga czy przeszkadza w codziennym życiu?

MG- Oj, tak, tak, tak- POMAGA tylko i wyłącznie. To mój swoisty zawór bezpieczeństwa, dla psyche. Bo życie przecież to nie róża, a jeśli nawet to mam ten "zaszczyt" stąpać po kolcach. Dopiero od siedmiu lat, mogę powiedzieć- „ jestem szczęśliwa” - nie zapeszać. Kiedyś mąż żartobliwie stwierdził { a propos  róż} 
" Ależ kochanie od dawna hoduje się  róże bez kolców. Ułożę tylko takie na twojej drodze".
I jak powiedział tak uczynił. Henryk był dla mojego życia "kołem ratunkowym" jak ja dla Niego. Kiedyś -śp. Mama- lata temu powiedziała:
 " Martusiu wasza miłość to na fabułę książki się nadaje", więc kto wie, kto wie, czy kiedyś się tak nie stanie...

Varia czyta
1. Jakie są Pani ulubione miejsca w naszym kraju? Góry, morze, a może wręcz przeciwnie, to miasto mobilizuje Panią do działania?

MG - Od dziecka kochałam i kocham morze. To w Jastrzębiej Górze spędziłam wszystkie wakacje, niemal od urodzenia. I tylko morze jest tym, za czym tęsknię, co pragnę widzieć ze swojego okna. Póki co, moje wychodzi na stare czynszowe kamienice. Ale i to jest dla mnie impulsem. Bo przecież za tymi oknami jest człowiek...I jego historia życia, którą mogę opisać. Zmienić. Dać mu szczęście. Piękną miłość i spełnić marzenia. Tak właśnie było z mini-powieścią KOBIETA Z OKNA.

Moje książki
1. Pani zbiór liczy sobie setki wierszy. To piękna, choć niestety obecnie mniej popularna forma. Jak przekonałaby Pani współczesnego czytelnika do przełamania uprzedzeń i czytania poezji?

MG - Uprzedzonego? Chyba nie da się przekonać. Ale niezdecydowanego już przekonałam. I to nie tylko swoim tomikiem poezji, ale również Małgorzaty Malangiewicz. Mało tego, wszystkie tomiki, jakie posiadam, wędrują pośród moich znajomych.

2. Swoje książki wydaje Pani w opcji self-publishingu. Czy poleciłaby Pani taką formę osobie pragnącej wydać swój debiut?

MG - Osobiście? Tak. Gdybym wcześniej, w 2010 roku wiedziała o takiej możliwości, pewnie bym z niej skorzystała. Ale debiutantowi powiedziałabym równocześnie: " Ślij wszędzie, do każdego wydawcy. Szukaj swojej szansy"
Ale self-publishing to - moim zdaniem- przyszłość. Tylko należałby by ją "dopracować". Bo rzeczywiście, puszczone w Świat sprzedaży, teksty bez, lub ze słabą korektą, bez zachowania podstawowych zasad warsztatu i mnie, { nie tylko jako dyslektyczkę} ale i "selfa"  przerażają. Ten problem znam z autopsji. Niestety. Ja jego również nie uniknęłam.

3. I jeszcze pytanie-prośba. Czy zechciałaby Pani opowiedzieć nam o najmilej wspominanym spotkaniu z osobą, która miała okazję poznać Pani twórczość? :-)

MG - Chętnie. Był rok 2011 w księgarniach, w bibliotekach ukazała się moja mini -powieść EPIZOD NA DWA SERCA.  Po jakimś czasie na portalu Naszej Klasy odnajduje mnie pani...I pisze tak wzruszającego maila, że się z ryczałam, jak bóbr ,i miałam ochotę ucałować Jej zdjęcie. Podziękowała mi za tę książkę, za to, co w niej zawarłam...A co to jest? Wybaczcie Kochani. Nie podpowiem. Jak zechcecie to sami postaracie się dowiedzieć.
Inna sytuacja.
Mam dyżur, dość ciężki. Na korytarzu stoi grupka ludzi, to odwiedzający. Nagle prawie podbiega do mnie starszy pan. Ma około siedemdziesięciu lat. Całuje mnie w rękę. A ja wówczas myślę, że to może jakiś mój pacjent. Usiłuję sobie go przypomnieć. Na próżno. A on podnosi głowę i mówi:
" Mam pani książki - ZAPOMNĘ IMIĘ TWOJE i DZIEŃ, KTÓRY NIE MIAŁ JUTRA - i chcę pani za nie podziękować...”
Po czym następuje dość długa, uzasadniająca, wypowiedź . A ja czuję, jak do oczu napływają mi łzy. I proszę mi wierzyć...Nigdy już potem, aż do dziś, niedane mi było przeżyć aż TAKICH emocji. Ale dość często zdarzają się również miłe memu sercu, tego typu sytuacje, choćby jak zdanie Pani Pauliny K. zawarte w pytaniu do mnie...

"Osobiście po ciężkim dniu lub w słabszych chwilach chwytam po Pani twórczość, bardzo mnie to odpręża i uspokaja"
Czyż mogłabym marzyć o czymś więcej?
Chyba nie...

Sylwka S.
1. Ukończyła Pani Studium Medyczne, wydaje się ono takie inne niż pisanie. Dlaczego akurat takie studium Pani wybrała?

MG – Złożyło się dość dziwnie, ale chyba typowo i to lata, lata temu...Od piątego roku życia, "leczyłam" lalki, miśki, jak moja mama ludzi - i to stanowi odpowiedź na Pani pytanie.

2. Pani wiersze mają owocowe nazwy, czemu akurat takie? Czy z czymś to się wiąże? Czy woli Pani zdrową żywność czy również daje się Pani skusić np. na fast food?

MG - To chyba przypadek... z tym owocami w wierszach, ale jeśli, to jest ich niewiele. Prawda, że ładnie pachną, te moje wiersze...?  { Uśmiecham się, to oczywiście żart} A na poważnie... Lubię wszystko, co zdrowo...Niezdrowe. Ale niestety, dręcz mnie złe choróbsko, o nazwie Hashimoto plus silna alergia i jak przykładna pielęgniarka { i osoba cierpiąca na różne dolegliwości związane z chorobą}  wcinam zdrową żywność. Ale czasem daję się skusić, no coś wysoce niezdrowego, ale szalenie smacznego...Np. na frytki i kurczaka z rożna, plus góóóra sałatek. Taki bukiecik, prosto z wielkiego kosza - ogrodniczki. Mąż czasem, nazywa mnie " króliczek" Sałata to moje bóstwo :-}

3. W jakim miejscu lub w jakiej osobie ma Pani największą wenę do tworzenia swoich dzieł. Proszę trochę uzasadnić.

MG-
Każde miejsce jest dobre. Ale uwielbiam swój pokój. Otoczona pamiątkami rodzinnymi, echem wspomnień bliskich, zwłaszcza Mamy, mam klimat, który lubię, cenię, i w którym dobrze i efektywnie pracuje. Czasem mąż bywa „podpowiadaczem”. Tak było w przypadku powieści ZAPOMNĘ IMIĘ TWOJE. A syn Michał dał, poprzez swoje zdjęcie, pomysł na SZACHOWNICĘ ŚMIERCI. Bo gdy mi pokazał tę fotkę wiedziałam, że jest nośnikiem czegoś wyjątkowo mrocznego, powiedziałabym wręcz diabolicznego. I tak powstała wspomniana powieść.

Martyna Kuligowska
1. Co jest największą siłą poezji? Co czyni ją wyjątkowym środkiem przekazu?

MG - Bez wątpienia -szczerość jest jej siłą. Bo uważam, że w niej, w poezji, nie można "puścić wodzy fantazji", każde kolejne słowo musi wypływać z głębi- duszy- serca- umysłu. Po prostu z nas, naszego doświadczenia, zdolności postrzegania, ale przede wszystkim postrzegania...siebie. Wiersze jak mówią - są zwierciadłem duszy.

2. W jaki sposób Pani pisze - siadając w ulubionym fotelu z notesem, bazgrząc na serwetkach pod wpływem chwili, a może jeszcze inaczej?

MG- I fotel, i serwetka, od kilku lat telefon komórkowy, a nawet przed snem..."opowiadam" sobie różne historie, po czym sięgam pod łóżko { tam mam notatnik} i to, co uznam za dobre, natychmiast zapisuję.

3. Jakie to uczucie wydać swój pierwszy tomik poezji? :)

MG - Niedopisania. Całowałam go, głaskałam, płakałam. A nawet położyłam na poduszce przed snem i co rusz zerkałam...

Monika Klaudia
1. Jaka jest pani "recepta" na sukces?
MG - Jeszcze go nie odniosłam :-} Jak tak się stanie, odpowiem...Ale na serio...Po prostu- w życiu na wszystko trzeba CIĘŻKO pracować, ale do tego potrzebny jest łut szczęścia. Ja na razie ciężko pracuje...

2. Jakie jest Pani motto, którym kieruje się Pani w życiu?

MG - Żyć tak by nikt przeze mnie nie płakał - to jedno z kilku. Inne: " Nigdy nic na siłę. Wszystko ma swoje miejsce i czas" A jeszcze inne: " Nie goń miłości, bo nikt nie lubi być ścigany. Poczekaj, ona sama zapuka do twoich drzwi.”
I ostatnie..." Wiara, że można. Nadzieja, że coś się uda.  I miłość -Że mimo wszystko, może zaistnieć".

3. Ponoć muzyka daje nam natchnienie, jednocześnie wycisza czy też rozśmiesza. Podczas pisania słuchała Pani muzyki? Która piosenka lub piosenki pomogły w pisaniu?

MG - Nie, gdy piszę panuje absolutna cisza. Ponieważ zbyt często czytam, dany tekst na głos. Ale piosenki ... Tylko Urszuli ...Kocham Ją, te niesamowite, pełne mądrości testy i wyjątkową muzykę oraz Jej głos.

kwiatusia
1. Czy po wydaniu kilku tomików poezji oraz powieści Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia poetką/pisarką?
MG - Minusów, póki co, nie ma.. :-} Plusy są. To reakcja czytelników, Ich słowa, maile, czy rozmowy podczas spotkań. Myślę, że jestem dopiero na etapie, jak ja to nazywam: " Zachłystuję się radością, że to, co i jak piszę trafia do czytelnika”. Ale moje życie zmieniło się na takie fajne, kochaniutkie, już ponad siedem lat temu...I nic nie chcę więcej. Być kochaną, kochać i mieć świetne dzieciaki, pasierbice a do tego cieszyć się w miarę zdrowiem....Cóż chcieć więcej...? Chyba nic. A jeśli nadejdzie-kiedyś taki czas, że pozna moją twórczość więcej, więcej czytelników, to tym bardziej będę się cieszyć z takiej ZMIANY. Bo o takiej marzę. Tak po cichutku. Przecież nie piszę dla siebie...

2. Czy ma Pani ulubione, szczególne miejsce, w którym lubi Pani tworzyć?

MG - Tak. Mój pokój, mój komputer, laptop i kącik, gdzie tuż nad głową wisi zdjęcie mojej śp. Mamy, gdzie wisi zegar, ręcznie, od podstaw robiony, przez męża, a po lewej stronie jeden z moich obrazów, z cyklu " Oczami dziecka". To mój "świat, mój czas, mój obraz i pamięć." To metaforyczne stwierdzenia w odniesieniu do poprzedniego zdania.

3. Czy przed przystąpieniem do pisania powieści ma Pani już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstają dopiero z chwilą tworzenia powieści?

MG - I tak i nie. Stos notatek. Pod sam "dekielek" ułożone pomysły...i nagle zwrot o 180 stopni. "Wena, lub jak ja to nazywam " duszek podszeptuszek" zmienia wszystko...I wówczas zaczyna się "intuicyjne pisanie".
To wtedy zdarza się, że przez pięć godzin nie odejdę o klawiatury...Nie nadążam za "podszeptami". I gdy już opadnę z sił...Zazwyczaj idę spać z pełną głową obrazów. I mam różne sny. Czasem horrory, wszystko zależy od fabuły. Mija dzień lub dwa, łapię dystans. I wtedy do "gry wchodzę" ja, Marta. I działam w myśl notatek, itp.
Ale bywa, że moi bohaterowie "wyłamują się" z pod mojej kontroli. Tak było w przypadku SZACHOWNICY ŚMIERCI .Tam Anioł śmierci "kreował" się sam.  Pisało mi się niezwykle lekko tę książkę. Dopiero pod koniec musiałam zrobić kilka notatek. Ale jest jeszcze jedna rzecz. Mam wyjątkowo dobrą pamięć. Nie mylę imion bohaterów. Pamiętam ich wygląd, ubrania, tego nie muszę zapisywać. Kiedyś zapytano mnie - na spotkaniu z czytelnikami- jak mi się to udaje; zapamiętać tak wiele. Odpowiedziałam wówczas: " Że nie ma w tym nic wielkiego. Przecież pamięta się swoich przyjaciół". Mało tego, to ja „daję im –życie”. Więc jak mogę cokolwiek zapomnieć? Zwłaszcza, że bywa i tak, że „zsyłam” na nich cierpienie, wtedy przechodzę wraz z nimi przez to wszystko…
A takich emocji również się nie zapomina.  Przyznaję, dość emocjonalnie podchodzę do pisarstwa. Do tworzenia historii ludzi. Ponieważ często odnoszę wrażenie, że nie jest to akurat fikcją. Że może ktoś to przeżył...Bo przecież ja nie mogę mieć pewności, że tak się komuś nie potoczyło życie, lub nie toczy…

KaroL.ina
1. Jaki tytuł miało Pani pierwsze dzieło - opowiadanie, wiersz, a może powieść?


MG – Tytułu wiersza nie pamiętam, ale powieść, w sumie mini powieść tak. Pierwszą bezsprzecznie była historia zatytułowana „Pomarańczowe ogrody” { Po latach wydalam tę powieść, oczywiście znacznie dopracowaną, dopisaną, ale główny wątek pozostał}. Drugą była „Moja pierwsza wojna, moja pierwsza miłość”. Mój tatko, pracujący wówczas w gazecie „Wieczór Wrocławia” puścił ją w obieg. Spodobała się, 
i emitowana była w odcinakach. Ale te notatki przepadły bezpowrotnie podczas kolejnych przeprowadzek.
Ale pamiętam początek tej książki oraz główny wątek.

2. Gdyby mogła Pani zamknąć jakieś dwa wspomnienia w butelce i podarować je komuś, co by to było?

MG – Dzień, w którym uwierzyłam, że będę zdrowa. I dzień, w którym trzymałam pierworodnego syna w rękach. Trzecim zaś dzień, gdy otrzymałam od wydawcy mój debiutancki tomik poezji. To były dla mnie pierwsze i niezapomniane oraz szczęśliwe chwile. I tylko takimi chcę się dzielić.

3. Gdyby A. Asnyk, A. Mickiewicz i J. Słowacki jeszcze żyli i chcieliby zadedykować Pani jeden ze swoich wierszy (każdy autor z osobna), jakie utwory poetyckie wybrałaby Pani i dlaczego?


MG - Odpowiadając już -na podobne do tego pytanie - pozwolę sobie go powtórzyć i nieco rozwinąć.
Asnyk i Jego wiersz "Tęsknoty" był jednym z pierwszych, które mnie oczarowały. "Rozłączenie" J. Słowackiego było niczym olśnienie, a "Dwa słowa" Adama Mickiewicza stały się pięknem wyznania. – tak odpowiedziałam wcześniej. I podtrzymuję te słowa. A teraz rozwijając myśl…
Dlaczego akurat te? By to zrozumieć należałoby je tu przytoczyć. Trudno jest, bowiem zamknąć w dwóch, czy nawet trzech zdaniach to, co czułam. Mało tego, te wiersze w każdym z nas mogą budzić inne emocje. Czasem, by być dosadną w sformułowaniu, i w pełni zrozumianą mówię, iż wiersze czytam sercem. Ale jak to rozumieć? Interpretację zostawiam Wam Drodzy Czytelnicy. Pojmiecie oczywistość tych słów, gdy sami przeczytacie te wiersze, ale tak, jak ja je czytam. Sercem.

Nata lia
1. Czy od dziecka chciała być Pani pisarką czy raczej była to pasja ?

MG - Jako mała dziewczyna marzyłam by leczyć, jak moja mama. Ale równocześnie chciałam być i pracować jak tato, w książkach, czy filmie, lub być redaktorem. Przeprowadzałam wywiady z miśkami, lalkami, które najpierw oczywiście leczyłam.  Precyzyjnie nie potrafię odpowiedzieć na te pytanie, ponieważ to pragnienie, pisania, szło równolegle z pragnieniem bycia pielęgniarką.

2. Skąd bierze Pani pomysły na pisanie ? Są to zdarzenia z życia czy wymyślone historie ?

MG- Podpatruję, spisuję, obserwuję i wyciągam wnioski, także i z własnego życia, emocji, błędów czy nabywanej z latami tak zwanej „mądrości życiowej”. Ale wciąż się uczę i szukam słów by oddać to, co stało się i moim udziałem. Na kanwie czegoś mi bliskiego, rozbudowuję, dodaję i tworzę tło pełne fikcji, ale nie ma w moich powieściach, wierszach- fikcji emocji. Bo to a wykonalne. Emocje zawsze będą autentyczne.

3. Jakby Pani życie miało potoczyć się inaczej zrezygnowała by Pani z pisania ?

MG- „Zrezygnować z pisania?” A jak to zrobić? To niewykonalne. To część mnie.

Patka
1.Jak wspomina Pani początki swojej kariery pisarskiej? Nie od dziś wiadomo, że na polskim rynku wydawniczym bardzo ciężko się wybić. Jak wyglądał początek Pani drogi do zastania pisarką?

MG- Myślę, że wciąż jestem na początku tej drogi { Uśmiecham się}. Jak dojdę do takiego punktu, że uznam, że to kres, to będę stać jedną nogą, nad …
Ale na poważnie.
To wyboista droga. Ale ja i tak dostrzegam w niej same plusy. Cieszę się, gdy ktoś do mnie z Czytelników napisze, czasem „zaczepi” na ulicy to takie miłe, że omal nie mam ochoty go wówczas ucałować. Ale jedno jest pewne: to, co osiągnęłam zawdzięczam w bardzo dużym stopniu sobie. Samozaparciu, uporowi, ale przede wszystkim wiarze, we mnie, moich bliskich.

2. Jakie ma pani rady dla debiutujących autorów? Co w pisarstwie jest Pani zdaniem szczególnie ważne?

MG- Ważna jest wiara, ale połączona z pokorą. Dystans do tego, co i jak piszemy. Ufać sobie, ale nie stawiać się na piedestale „własnego geniuszu”. To pułapka, w którą często się wpada. Ja, do dziś dnia i wciąż od lat poprawiam warsztat, czytam poradniki.  Ale musi być w debiutancie to „coś”, co jest i we mnie, coś, co daje Powera do tego by pisać, a tego żadne kursy nie udoskonalą, ani nie nauczą. Jeśli tego brak, { niektórzy nazywają to talentem} nic z tego. Moim zdaniem trzeba po prostu pracować nad sobą. I dużo czytać - ZE ZROZUMIENIEM.

3. Jak wyglądają Pani przyszłe plany wydawnicze? Czy miała Pani kiedyś pomysł na powieść zupełnie inną od proponowanych na rynku wydawniczym, odważną, zaskakującą i taką, której zwyczajnie nie miała Pani odwagi zrealizować?

MG- Mam taką powieść i nikt póki co nie chce jej wydać. Ale znajdę i na to sposób. A co do najbliższych planów, to już wkrótce pojawi się powieść OSZUKANA, która ma ciekawą, dość skomplikowaną historię powstania. Na początku pisałam ją na czyjeś zlecenie. Gdy zleceniodawca, którego to miała być biografia, przemyślał konsekwencje, jakie teoretycznie mogłyby się pojawić- zrezygnował. I wówczas powieść zaczęła żyć „własnym życiem”. Nieskrepowana mogłam dać porwać się wyobraźni…I dałam…Powieść ta już w niczym nie przypomina pierwowzoru. Było mi szalenie ciężko i przykro kasować i wyrzucać, drzeć, ponad 200 stron manuskryptu, ale cóż takie jest życie. Jednego dnia podejmujemy jakąś decyzję, drugiego zmieniamy zdanie w obawie przed konsekwencjami. Ja, co prawda tak nie postępuję, ale to nie miała być moja biografia. Na szczęście po kilku miesiącach pracy udało mi się uratować powieść. Dałam szansę jej i sobie…

karolina27 
1. Sztuka pisania skłania bardziej do pytań czy odpowiedzi?


MG – Myślę, że do jednego i do drugiego. Z dwóch powodów. Nie ma odpowiedzi bez pytań a każde pytanie wymaga odpowiedzi.

2. Jakie słowa, Pani zdaniem, najlepiej charakteryzują Martę Grzebułę?


MG- Przymiotniki bez stopniowania { uśmiecham się } a będą to: ustępliwa, spokojna, bezkonfliktowa, ciepła, otwarta i szczera { aż do bólu}

kotun3
1. Jak Pani Marto godzi Pani obowiązki zawodowe z pisaniem. Pani praca wymaga wielkiego poświęcenia. Czy w którejś z powieści nawiązała Pani do niej?


MG - Tak to prawda, mój zawód wymaga ode mnie pełnego zaangażowania. Ale przez trzydzieści lat pracy, miałam czas by nauczyć się godzić z nią obowiązki domowe. A czy nawiązuję w moich powieściach do zawodu? Tak. Nie w każdej, ale jednak. W "Epizodzie na dwa serca" czy "Dotykając nieba" lub też " To, co mogło się zdarzyć" czytamy o pielęgniarkach. Ale ten wątek jest marginalny i dotyczy, co oczywiste głównego bohatera, lub ogólnego tła zdarzeń. Lecz w każdej powieści czynię odniesienie do tego, co ja nazywam - darem życia.

2. Czy ma Pani w planach stworzyć bohaterkę - pielęgniarkę?

MG - Myślałam o tym...Ale nie dojrzałam jeszcze do tego. Bo by to uczynić musiałabym zdystansować się od tych emocji, których nośnikiem jest ten zawód. Popatrzeć na to z innej perspektywy, to w obecnej sytuacji trudne. Ponieważ wciąż ocieram się o śmierć i obawiam się, iż książka byłaby by jej pełna. A tego chcę uniknąć. Pragnę w moich powieściach po chwilowych dramatach, smutkach przekazać, nadzieję, że można, miłość, że mimo wszystko zaistnieje i wiarę, że wszystko jest możliwe. Pragnę pozytywów. Myślę, że wystarczająco dużo w naszym życiu stykamy się z patowymi sytuacjami, masą kłopotów, dlatego w swoich książkach odchodzę od tego, co boli, co jest swoistym wyrokiem. Chcę mieć nadzieję, i chcę ją "dawać"

3. W jakim stopniu pomaga Pani mąż ?

MG- Wystarczy, że jest obok mnie, z miłością, oddaniem i akceptacją. Od lat powtarzam, że nie sztuką jest kochać ludzi za ich zalety, sztuką kochać w nich, ich wady. A mój mąż kocha mnie taką, jaka jestem. I działa to w dwie strony.

4. Dlaczego Pani synowie są tak daleko?

MG- Odpowiem przewrotnie: A dlaczego ludzie wjeżdżają za granicę? odpowiedź wydaje się być oczywista.

Monika Chyczewska
1. Co Pani dostała w prezencie od św. Mikołaja?


MG- Mam chyba u niego "chody", co roku spełnia moje marzenia. W tym podarował mi tablet i parę fajnych drobiazgów.

elaluczkow
1. Czy miała Pani chwile w trakcie swojej pracy zawodowej, kiedy miała Pani dosyć pisania, pojawiała się chęć rzucenia wszystkiego w niebyt i zajęcia się czymś innym? Jeśli nie, to jak Pani by wtedy postąpiła - poddałaby się, zrezygnowała z tego i próbowała sił w czymś innym czy walczyła i próbowała odnaleźć dawną radość płynącą z pisania?

MG - Trudne pytanie. Raz, że nie miałam takich chwil, a dwa że nad tym się nie zastanawiałam.  Jedno jest pewne, chyba jak każdy autor i ja mam „ wzloty i upadki”, ale jestem więcej niż przekonana, że pisanie, jak i bycie pielęgniarką, wykonywanie tego zawodu, jest sensem mojego życia. Już dziś boję się, co będzie jak pójdę na emeryturę, ponieważ „odejdzie” mi praca zawodowa. A wtedy powstanie luka w moim życiu, moich emocjach, duszy i nie wiem, jak i czym wówczas ją wypełnię.
Czy zacznę więcej czytać? A może podróżować? Nie wiem.
Ale na szczęście pisać – jak zdrowie nie zawiedzie - będę mogła aż do śmierci. Oby tylko zdrowie na to mi pozwoliło. Niestety pisanie, ciągłe siedzenie przed komputerem, czy nawet kartkami papieru wiąże się z nadwyrężaniem wzroku, a ja już i tak muszę posiłkować się mocnymi okularami. I tego boję się najbardziej.

Marta Świć
1. Większość osób piszących i artystów to osoby nierozumiane przez swoje rodziny. Twórcy często czują się osamotnieni, gdyż ich hobby jest nietypowe, nieopłacalne- pisanie i czytanie książek też należy do tych profesji. Niestety:( Pani tymczasem ma wsparcie męża i synów. Na profilu FB nie raz podkreśla pani istotną rolę rodziny w kontynuacji tej pasji. Jaka jest recepta na taką aprobatę? Co można zrobić by nie słuchać: "obiad nieugotowany a ty piszesz", " "znowu cię gdzieś wołają, a ile na tym zarobisz"? Przecież wiadomo, że za rzadko, które spotkanie płacą) Będę wdzięczna za odpowiedź.

MG - Tak, też i do mnie dochodzą tego typu informacje, że co niektórzy autorzy „borykają „ się z niezrozumieniem bliskich. Ale sądzę, że to –mimo wszystko należy do rzadkości - co mnie osobiście cieszy.
Moi bliscy wspierają mnie, mąż nad wyraz jest tolerancyjny, choć ostatnio „pożalił mi się”, że jak tylko wracam z pracy, z dyżuru od razu zasiadam przed komputerem, aby pisać.
 „Nie masz czasu, aby ze mną, choć chwilkę porozmawiać?” Usłyszałam pierwszy raz od lat, właśnie wczoraj, aż przystanęłam zdziwiona. I w ułamku sekundy zawstydziłam się, bo mąż miał rację.
I tak cały dzień przegadaliśmy.  Uśmiecham się na to wspomnienie, ponieważ podczas tej rozmowy podsunął mi temat do nowej powieści. W końcu, bowiem i tak wszystko sprowadza się do mojego zamiłowania, do pisania. Ale postanowiłam od tego dnia, nie otwierać laptopa po powrocie z dyżuru. Ten czas –dwie, trzy godziny- przegadam z mężem. Bo a nóż znów będzie miał mądre i ciekawe spostrzeżenia na temat życia, ludzi, ogólnie, pomysłu na książkę. Ale bywa też i tak, że to właśnie z Nim omawiam „pierwsze impulsy” moich pomysłów. Mam w Henryku nie tylko wiernego słuchacza, „podpowiadacza”, ale i krytyka.
Recepty? Nie znam, nie mam. Ponieważ wszystko zależy od indywidualnych cech małżonków, bliskich, od tak wielu czynników, że trudno jednoznacznie na tę część pytania odpowiedzieć. 

karolinaszarlotka
1. Co lubi Pani robić w wolnych chwilach, poza pisaniem i czytaniem książek najbardziej?

MG – Wbrew pozorom to trudne pytanie, ponieważ takich chwil mam niewiele. Ale jeśli już się zdarzają odpowiem szczerze- po prostu- śpię. Ponieważ cierpię na chroniczny tego deficyt. Zazwyczaj śpię od 4 do 5 godzin na dobę.

2. Jaka była pierwsza książka w życiu, którą Pani samodzielnie przeczytała?

MG – Przyznaję, nie pamiętam. Śp. Mama opowiadała mi, że pierwszy - jak miałam około czterech lat - był podręcznikiem do pielęgniarstwa. Mama wtedy dokształcała się i te książki ciągle leżały na wierzchu. A ja w nie zaglądałam. Początkowo koncentrując się na ilustracjach, potem - jak mama mówiła - „czytałam na głos”.
 Pamiętajmy, mamy rok 1964. Rodzice nie mieli ani za dużo pieniędzy, ani możliwości { tak jak później miało to miejsce} kupować książek. A te, które były trzymali w szklanej gablocie. Za wysoko, jak dla mnie, małej dziewczynki. W moim domu bardzo szanowano książki {zresztą nie tylko} trzeba wciąż pamiętać, że to były inne czasy. Nie takie jak dziś, gdzie ogrom towarów zalewa półki sklepowe i księgarskie. Pamiętam, że miałam jedną, jedyną bajkę, był to zbiór wierszy Jana Brzechwy „ Sto bajek”, którą wieczorami wyjmowano z gabloty i z namaszczeniem rozpoczynało się „wieczorne czytanie Martusi”. Potem mama czytała mi Jasia i Małgosię. Do dziś pamiętam spore jej fragmenty:

„Bardzo dziwna ta przygoda wydarzyła się raz w lesie, gdzie zaginał Jaś z Małgosią…
Przeogromny wielki bór ukrył drogi, ścieżki z mylił a zza rośli wyszedł cień i nad dziećmi się pochylił. Powolutku zamknął oczka i leciutko umknął z ziemi bezszelestnie poszybował w głąb tajemnych leśnych cieni…”

Jakub Kowalski
1. Jak się zaczęła Pani przygoda z pisaniem a potem z wydawaniem kolejnych książek? Jak w ogóle powstały pierwszy pomysł, pierwsze, zdania, rozdziały? Ktoś zachęcił, zaniósł za Panią do wydawnictwa, A może sama chciała pani sprawdzić jak ludzie to przyjmą?


MG – Częściowo odpowiedziałam na te pytanie, udzielając odpowiedzi, nie tylko podczas tego wywiadu, ale i przy okazji innych.  Zaczęło się od „Pana Tadeusza”, a po ponad 30 latach, gdy moje szuflady { i to dosłownie} pękały w szwach, mąż wraz z synami - na moje urodziny  - ufundował mi mój własny tomik poezji. Synowie - do dziś dnia nie wiem, który z trzech- opracowali go pod względem korekty, i ogólnie szczegółów cały plik Word, i wysłali do wydawcy. Ale nie uczynili niczego, o czym bym ja nie marzyłam od lat. Oni to wiedzieli i spełnili je. Mąż, gdy nadeszła paczka od wydawcy, wręczając mi ją powiedział, –jako prezent urodzinowy - { zacytował słowa śp. Mamy}

 „ Martusiu czas marzenia nazwać celem”.
I tak ruszyło.

2. Jak widzi się Pani za parę lat? Cały czas piszącą o miłości i innych emocjach od serca, jako kobietę, która zostawiła wszystko za sobą, łącznie z pisaniem i zaczęła nowe życie na nowo, jako kogoś, kto zrobił sobie przerwę od pisania, lecz nie ukrywa, że wróci gdy tylko odpocznie, jak kiedyś postąpił Andrzej Ziemniański, jako kogoś, rozchwytywanego i rozczytywanego, nie tylko w całej Polsce ale i w Europie a może i na świecie, a może zupełnie inaczej, jako kogoś specjalizującego się tylko w powieściach albo tylko w wierszach, a może rozwój w kierunku pisania tekstów piosenek, tak jak kiedyś za dawnych lat postąpiła Agnieszka Osiecka, a może jeszcze zupełnie inaczej?

MG – Bardzo ciekawe, choć niesamowicie złożone pytanie. Taka, więc musi być odpowiedź.
Jak się widzę? Jako pogodną, spełnioną staruszkę, której nie dopadła zbyt mocno skleroza. Jako kobietę, która to, o czym marzyła zrealizowała, ponieważ nie tylko ona w to wierzyła, ale i jej bliscy wierzyli w nią. Jako kogoś, kto ma nadzieję, że to co, i jak pisze dało komuś radość, dało nadzieję i poprawiło tak po prostu humor.  A czy będę „rozchwytywana w całej Polsce, czy nawet Europie? Nie zastanawiałam się nad tym. Jedynie, bardzo pragnę, aby moje książki stały się przekazem czegoś pozytywnego, nie tylko pod względem „lekkości fabuły” zabawności, bo póki co, nie w takich klimatach piszę, { co nie oznacza, że nie spróbuje}, ale by były nośnikiem tego, co uważam za tak cenne; Wiary, nadziei i miłości. I będę wdzięczna za nie dopatrywanie się tu patosu. Każdy z nas w głębi duszy o tym myśli, tym się kieruje. Ale bywa, że tracimy nie tylko miłość, nadzieję, ale i wiarę{ nie szukajmy też tu odniesienia do Boga, do religii}, bo życie nikogo nie rozpieszcza. Z autopsji wiem, że nigdy nie wolno tracić wiary. Ja jej nie straciłam, i pomogło mi to wytrwać w najcięższym, wręcz dramatycznym okresie mojego życia. I o tym marzę. A czy sprzedaż moich książek przełoży się na rozgłos? Nie zawsze tak bywa. Choć to niewiarygodne.  Znam autorów, którzy postrzegają się w kategoriach „ znany”, a gdy ja w moim środowisku wymieniam jego nazwisko od razu słyszę pytanie:
„ A kto to jest?”.
I działa to w dwie strony.
A czy postąpię, jak Pani Agnieszka Osiecka?
Mam za sobą przygodę, jako autorka tekstu do piosenki Wilczyca”. To moje dwa wiersze, połączono je, i uzyskano dobry efekt. Muzykę skomponował Tomasz Darech. Ale nie sądzę, by to miało być za jakiś czas, moją drogą życia. Jeśli jednak komuś przypadnie do gustu i uzna, że któryś z moich wierszy może stać się tekstem piosenki…proszę
bardzo. Niech go „bierze”. Jedno jest pewne, dopóki zdrowie, wzrok, mi będzie dopisywał dopóty będę pisać książki. Powieści, w których lubię - i chyba tak nadal będę robić- mieszam gatunki.

3. Jaka jest Marta Grzebuła prywatnie, gdy odetnie się od niej mnóstwo napisanych i wydanych książek, gdy nie patrzy się na jej wiersze, i oderwie się ją od tych aktualnie piszących obojętnie czy wierszy czy powieści?

MG – Mówią o mnie tak:
„ Spokojna, aż do bólu, Uczynna aż do przesady. Ufna, podobnie”
I dalej w tym guście.
Ale jak ja się postrzegam?
 Zobrazuje to zdanie męża:
 „ Martuś wciąż jesteś dziecinna. Nie myl z infantylnością. Lecz dorośnij i przestać tak bezgranicznie ufać ludziom…Ceń się, bo masz za co. A ty wciąż jesteś, jak mała dziewczynka, która rozkłada ręce i biegnie na oślep do drugiego człowieka tylko, dlatego że ten się do niej uśmiechnął. Zrób tak, aby to on przybiegł do ciebie”

I wiecie Kochani, co jest w tych słowach dziwnego?
 Że latami powtarzała mi to śp. mama. I choć nie wymienili się spostrzeżeniami, zięć i teściowa, oboje tak mówili.
Teraz, nadal powtarza to Henryk. Więc chyba taka właśnie jestem, jak zabierze się tę całą otoczkę ode mnie.
Jestem małą naiwną, zbyt ufną dziewczynką, która wierzy, że uśmiechem, okazanym sercem, życzliwością coś zmieni i zyska przyjaźń, sympatię drugiego człowieka.
Paradoks, wiem, że to nie tak działa, ale nie umiem inaczej. Jak starych drzew się nie przesadza, tak ludzi nie zmienia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałabym w tym miejscu podziękować za tak liczne pytania, za Waszą aktywność a właścicielce bloga Cyrysi, Pani Krystynie należą się szczególne podziękowania. To Ona zbliżyła mnie do Was, a {mam nadzieję} że Was do mnie.

 ***
Ja również serdecznie dziękuję Pani Marcie za poświęcony czas i fascynujący wywiad. Ponadto dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. Cieszę się, że mogę zawsze na was liczyć ♥

Zgodnie z obietnicą każdy z uczestników zabawy otrzyma od autorki niespodziankę. Czekajcie na maila :)

Tymczasem na podium znaleźli się:

I miejsce: Moje książki
II miejsce: Sylwka S.
III miejsce: Jakub Kowalski
wyróżnienie: Marta Świć


Gratuluje serdecznie!

 ♥♥♥

Mam dla Was jeszcze WAŻNĄ informację! Każdy, kto jest zainteresowany twórczością Marty Grzebuły (proza, poezja) może otrzymać którąkolwiek książkę w wersji elektronicznej w zamian za recenzje. Gorąco zapraszam do skorzystania z tej niepowtarzalnej okazji. Jest w czym wybierać :) Gwarantuje, nie będziecie zawiedzeni. Chętni pisać na maila: skopuj

Pozdrawiam!!!

Cyrysia

24 komentarze:

  1. Bardzo obszerny wywiad wyszedł! Widać, że pani Marta lubi SŁOWA :) Zwycięzcom gratuluję! A e-maila do swej imienniczki na pewno napiszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, żeby odpowiadać wierszem to trzeba być naprawdę utalentowana osobą :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny ciekawy i baardzo obszerny wywiad :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Wywiad jest fantastyczny a autorka to przesympatyczna kobieta. Muszę bliżej poznać jej twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super wywiad. Autorka ostatnio coraz bardziej popularna w blogosferze. Chyba się na coś skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moi Kochani, raz jeszcze dziękuje Wszystkim biorącym udział w wywiadzie, to dzięki Waszym pytaniom mogłam się "otworzyć" Sami wiecie, że bywa to czasem trudne a jeszcze trudniejsze jest, gdy odpowiadamy - w sumie- nie znanym nam osobom. Ale to Wy i spontaniczność z jaką zadawaliście mi pytania pozwoliła i mnie na spontaniczność odpowiedzi. Raz jeszcze Wam dziękuję i Cyrysi- Krystynie za to, że dane mi było w ten sposób Was poznać, i Ją poznać. Pozdrawiam, jak to mówię: "serce do serca" .Zapraszam do korespondowania. czekam na wasze maile. Marta Grzebuła- Jarzębina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam za literówki, za "byczki" :-}

      Usuń
  7. Odpowiedź na trzecie pytanie po prostu mnie kupiła <33
    ♥blog-klik♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy i wierszowany wywiad, bardzo fajny:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle jest co czytać:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wywiad. Pani Marcie bardzo dziękuję za wierszowaną odpowiedź na moje pytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowity wywiad i naprawdę niebanalna osoba.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny wywiad :)
    Bardzo fajnie przeprowadzony
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie INNA
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Pani Marcie. Trafiłaś z tym wywiadem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo mi się spodobał wiersz, którym Twoja rozmówczyni odpowiedziała na jedno z pierwszych pytań.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeeeeeeeju ile ciekawostek, ile tu się dzieje. Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ależ ciekawe i niebanalne odpowiedzi autorki. Jestem pod wrażeniem. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Niesamowity wywiad! Chyba jeden z lepszych ! :)
    Gratulacje dla zwycięzców :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo dobry wywiad. Ciekawy i wciągający! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Miło się czytało wywiad. Pani Marta Grzebuła jest niesamowitą osobą! W jej wypowiedziach jest to coś. W dodatku odpowiedzieć wierszem! To najlepszy wywiad jaki czytałam !! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To chyba najlepszy i najdłuższy wywiad jaki na tym blogu przeczytałam. Podobają mi się wyczerpujące odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...