wtorek, 9 października 2018

Wywiad z Niną Majewską-Brown

Agnieszka Mycoffeetime
Jakie jest Pani popisowe kulinarne danie? Każda z nas je ma 😊

Jest ich kilka. Dzieciaki kochają mnie za zupę pomidorową z własnoręcznie przetartych pomidorów, w której nie ma kropli wody, znajomi za policzki wołowe w cydrze, mąż za brownie, starszy syn za zupę z czarnej fasoli, a młodszy za steki. Niestety, kulinaria to jedyna płaszczyzna na której lubię pogwiazdorzyć, gonię za nowymi smakami i aromatami i niestety lubię jeść.:( 

Specjalnie dla Pani fragment Męża na niby:

1. Rozpuścić na parze (czyli mniejszy garnek wkładamy do większego z wrzącą wodą wlaną na dno – jednak tak, by spód tego mniejszego nie dotykał wody) 2 tabliczki gorzkiej czekolady z kostką masła.
2. Przestudzić masę
3. Dodać: 100 g mąki pszennej, 300 g białego cukru, 6 całych jaj,
4. Dobrze wymieszać, najlepiej mikserem.
5. Przełożyć masę do foremki o średnicy około 25 cm wysmarowanej uprzednio masłem (boki i dno) i piec w temperaturze około 200 stopni przez mniej więcej 40 minut (mile widziany termoobieg).
6. Posypać cukrem pudrem, polać polewą czekoladową albo podawać tak, jak ja lubię najbardziej, czyli sauté.

Gosia
Z której strony biurka lepiej się Pani odnajduje? Jako autorka, czy może jednak wolała Pani wersję Wydawcy?

Obie strony są równie interesujące. Pracowałam w trzech wydawnictwach, moim ostatnim promocyjnym dzieckiem była bestsellerowa seria o wampirach Stephanie Mayer, ale zawsze gdzieś podskórnie marzyłam o napisaniu własnej książki. Praca w wydawnictwach i znajomość rynku od podszewki w moim przypadku przekładają się na ogromną pokorę i świadomość tego, z jak znakomitymi piórami przychodzi mi się mierzyć i jak trudno zaistnieć. Znam ograniczenia branży ale jednocześnie jej możliwości i dlatego nie ulegam złudzeniu, że jestem kimś wyjątkowym i należy mi się szczególna atencja. Robię swoje niespecjalnie oglądając się na innych, nie uczestniczę w jakichkolwiek pisarskich rozgrywkach, grupach wsparcia i poparcia. Pisząc mierzę się tylko i wyłącznie z sobą, a największym komplementem bycia po drugiej stronie biurka jest uznanie czytelników. TA strona jest dla mnie trudniejsza pod jednym, jedynym względem – musiałam założyć FB, zaistnieć na Instagramie i od czasu do czasu pokazać mój prywatny kawałek świata. Jestem raczej skryta i niechętnie dzielę się moją przestrzenią z innymi. Łatwiej mi napisać rozdział książki niż wrzucić wiadomość na FB.

Dzwonią znajomi, że może by wpadli za godzinkę? Panika, przecież nic nie mam do jedzenia... Co na szybko w takich sytuacjach Pani podaje? :)

Jestem beznadziejnym przypadkiem. Dom prowadzę tak, jakby zaraz miała wybuchnąć wojna, albo jakieś inne nieszczęście. Namiętnie suszę, zaprawiam i pekluję co się da, doprowadzając rodzinę do obłędu, bo stale potrzebuję nowej przestrzeni na słoje i słoiki. Niezapowiedziana wizyta w takim przypadku nie jest niczym strasznym 😊 Sięgam po zapasy i już. Najczęściej w takich „napadowych” sytuacjach podaję domowy makaron z jakimś aromatycznym sosem, risotto, na deser bezy z bitą śmietaną i owocami. Przyjaciele, na szczęście nie znając wszystkich tajników domostwa, uważają, że jestem perfekcyjną panią domu i mistrzynią wychodzenia z niespodziewanych sytuacji. Szczerze, lubię podnosić rękawicę i udowadniać sobie samej, że dam radę. I co najważniejsze uwielbiam gotować, ale nie znoszę stać przy garach, dlatego moje gotowanie jest ekspresowe, a kuchnia otwarta, tak by zawsze uczestniczyć w towarzyskich spotkaniach.

red_sonia
Jako studentka filologii polskiej na pewno z językiem polskim nie miała Pani problemów, a jak z innymi przedmiotami? Który był tym najbardziej znienawidzonym?

Zdecydowanie starocerkiewnosłowiański z tymi wszystkimi krzaczkami, konstrukcjami, etc. W dodatku trudno było przełożyć jego znajomość na praktykę. Oczywiście to sięganie do źródeł i tak dalej, ale wolałabym w tym strumyku nie brodzić. W rzeczywistości był to jedyny, mały i krótkotrwały minusik studiowania filologii polskiej i klasycznej oraz dziennikarstwa. Studia to był najlepszy czas, jeden z najlepszych czasów, bo przecież po nim pojawiły się kolejne fajne etapy życia, co nie znaczy, że zawsze jest bajkowo. 

martucha180
Czym dla Pani jest SŁOWO?

Uwielbiam bawić się słowami. Można nimi zabić, dać nadzieję, oddać marzenia, sprawić, że uwierzymy w siebie i rozkochać w innych. Słowa są dla mnie dla mnie najważniejsze w relacji i budują w niej wszystko. Dlatego tak bardzo lubię konstruować dialogi, tworzyć postaci z których każda mówi innym językiem, śmieszy mnie prymitywne językowe disco polo i wydumana nowomowa, szczególnie tak zwanych nowobogackich, którym udało się pazurami uczepić „wyższej sfery”. 

Sabina
Co sądzi Pani o fast foodach, "modzie" na diety bezglutenowe i bez laktozy?

Wszystko jest dla ludzi, tylko nie wszyscy ludzie „są” do wszystkiego. Śmieszy mnie uleganie modom przechodzenia na radykalne diety i przeżywanie dramatu jojo po ich zakończeniu. Dla mnie to jak po czterdziestu latach lania benzyny do baku samochodu przerzucenie się na ropę. Trudno spodziewać się, że w takim układzie daleko zajedziemy. Oczywiście powolne wykluczanie tego czy owego, ze szczególnym uwzględnieniem rzeczy, które nam szkodzą (po wcześniejszej konsultacji z lekarzem) jest jak najbardziej wskazane. Ale szaleństwo i moda testowania dziwnych diet jest nie dla mnie. Jeśli chcę schudnąć jem po prostu mniej. Niestety z biegiem lat, zwłaszcza przy problemach z tarczycą, czy w hormonalnym szaleństwie, pewnie ta metoda jest coraz mniej skuteczna, ale dla mnie jedyna. A jeśli chodzi o fast foody, to sięgam po nie sporadycznie, tylko i wyłącznie gdy jestem w drodze: można w nich znaleźć oczywiście sałatki, ale nie ukrywam, że czasami uwielbiam zatracić się w bułce z majonezem i kurczakiem, czy tym czymś co kurczaka udaje.

Bożena Osowiecka
Nie znam jeszcze książki "Mąż na niby", ale czytałam piękny jej opis: "Opowieść o tkwiącej w nas sile i determinacji, dzięki którym można podnieść się nawet wtedy, gdy tracisz grunt pod nogami". Co Panią ratuje, gdy wszystko wokół się wali: bliscy, wiara, zasady, a może coś zupełnie innego, co i dla nas mogłoby się stać światełkiem w tunelu?

W chwili dramatu, mimo bliskości przyjaciół i rodziny, zawsze finalnie jesteśmy sami i tylko od nas zależy, czy się pozbieramy po fandze od życia między oczy. W takich chwilach biorę głęboki oddech, przymykam oczy, zaciskam szczękę i działam zadaniowo, małymi kroczkami realizuję punkt po punkcie to co w danej sytuacji powinno się zrobić. Potem, gdy już rzeczy do szpitala są zawiezione, gdy ostatni żałobnicy się żegnają, gdy wali się zawodowy świat ryczę w poduszkę i rozdrapuję rany. I trwa to tak długo, dopóki nie zobaczę iskierki w ciemnym tunelu w kierunku której powinnam pójść. Problem tylko polega na tym, by umieć taką iskierkę wskrzesić. I tu niezbędni są przyjaciele.

Ewa C.
Gdzie się Pani najlepiej odpoczywa i zbiera myśli?

Banalnie, ale w domowych pieleszach. Uwielbiam spokój poranka, gdy wszyscy jeszcze śpią i ciszę wieczoru gdy już wszyscy śpią. Wtedy mam luksusowy czas z książką z notesem i ołówkiem w tle. 

Jola Jola
Jakie ciekawe miejsce poleciłaby Pani odwiedzającym Poznań, takie z wyjątkowym klimatem? 

Kocham Stare Miasto i często przysiadam w okolicznych knajpach, by przyjrzeć się ludziom i nasycić aromatem miasta. Lubię spokój i zakątki Ostrowa Tumskiego i knajpki w Starym Browarze. Fascynują mnie wykopaliska na Placu Kolegiackim, gdzie od czasu do czasu osobiście mogę pogrzebać w ziemi, ale też cisza, chłód i architektura starych kościołów takich jak Fara. Nie chodzi o duchowe uniesienia, raczej o przeniesienie się w czasie.

Joanna Ilasz
"Mąż na niby" to powieść z dość mocno problematycznym wątkiem, który może spotkać każdego i każdą z nas. Skąd zrodził się pomysł na podjęcie takiego trudnego tematu? 

Pomysłu nie specjalnie musiałam szukać. Wystarczyło się rozejrzeć by dostrzec jak wiele z nas jest okłamywanych, bądź okłamuje partnera. W moich powieściach zawsze staram się poruszać aktualne społecznie tematy, które dotyczą wielu ludzi. Może dzięki temu kobiety tak dobrze odnajdują się w opisywanych przeze mnie historiach. Pisanie dla mnie jest niesamowitą przygodą dzięki której lepiej poznaję siebie. Bardzo mocno wizualizuję sobie bohaterów i ich światy niejako staję przed murami, które przed nimi buduję. To niezwykły samorozwój i konieczność udzielenia samej sobie odpowiedzi na trudne pytania. Sięgam po ciężki emocjonalnie kaliber, niejako z ciekawości jak sama w takiej, czy innej sytuacji bym sobie poradziła. Co oczywiście nie oznacza, że bohaterowie zachowują się czy odczuwają jak ja, ale uważam, że jesteśmy w stanie tylko wtedy poznać samych siebie, gdy znajdziemy się w ekstremalnej sytuacji.

Czy ciężko jest pisać o sprawach, z którymi sami możemy się zderzyć na co dzień lub ktoś z naszych najbliższych?

Bardzo. By być uczciwym przed samym sobą trzeba niejako wejść w skórę bohaterów, często nie podzielając ich poglądów i spojrzenia na świat, a jednocześnie być wiarygodnym w opowiadanej historii. Nierzadko dramaty bohaterów wymagają udzielania samemu sobie odpowiedzi na trudne pytania i odnalezienia się w najbardziej dramatycznych sytuacjach. Po tragedii jaką opisałam w Wakacjach zafundowałam sobie „małą” psychoterapię, by na nowo odnaleźć światełko w tunelu.

Danuta Żytomirska
Czy od zawsze marzyła Pani o pisaniu? Co było powodem że zaczęła pani pisać?

Po cichu tak, ale nigdy nie sądziłam, że się to wydarzy. Jeszcze w podstawówce wymyślałam dziwne historyjki, potem jak każda szanująca się nastolatka pisałam wiersze, część z nich nawet pojawiła się w młodzieżowych czasopismach, a potem konsekwentnie stałam, nie mając odwagi chwycić za pióro, po tej czytelniczej stronie. Do napisania pierwszej powieści Wakacji namówił mnie mąż, a potem jakoś samo się potoczyło. Teraz, po raz pierwszy w życiu robię coś co kocham i co niejako stało się moim zawodem. Zaczęłam należeć do wąskiego grona osób, których praca jest pasją i w której się prawdziwie realizują.     

Agnieszka Piszczatowska
Czy pisząc książkę otacza się Pani jakimś przedmiotem,talizman może,coś co musi być,stać obok,jakiś rytuał oraz jakie to najczęściej miejsce? Czy ma Pani motto życiowe,zdanie które często przytacza?

Po ostatniej kropce powieści, a między pierwszym zdaniem nowej, wpadam w szał sprzątania i tak sprzątniętego domu. Świadomość, że „zaplecze domowe” jest ogarnięte daje mi poczucie błogości i uwalnia dobrą energię. Pisząc, ku rozpaczy zaprzyjaźnionego ortopedy, siedzę zazwyczaj na ulubionej kanapie w salonie, popijam zmrożoną wodę gazowaną z cytryną, obok mnie toczy się rodzinne życie, którego gwar specjalnie mi nie przeszkadza. Otaczam się pierdylionem karteczek na których usiłuję złapać myśli i powiedzonka, a koty same pchają się pod klawiaturę laptopa. Oczywiście między jednym a drugim akapitem gnam po dzieci do szkoły, gotuję obiad i wieszam pranie. Moje miejsce pracy zdecydowanie nie jest samotnią wokół której chodzi się na palcach.

Natalia Kapela
Jaka wg Pani powinna być książka żeby powiedzieć o niej, że jest dobra?

Dla mnie dobra książka to taka, której autor sprawia, że czytając ją czujemy zapachy, słyszymy szum drzew, utożsamiamy się z bohaterem i przenikamy do jego świata. Przy której w wibracje wpadają nasze uczucia, sprawiając, że się śmiejemy, płaczemy czy zatrzymujemy nad tu i teraz. Obok treści najważniejszy dla mnie jest język, którym autor opowiada historię i to właśnie język jest tym kryterium, które sprawia, że wiele książek odrzucam. 

Maite B  - NAGRODA
Czy w dzisiejszych czasach uważa Pani że lepiej jest "mieć" czy "być"?

Zdecydowanie być, problem tylko polega na tym, że do tego być dorasta się latami. Zawsze powtarzam, że tyle ile wyssiemy z życie, tyle nasze, bo przecież tylko wspomnień nikt nam nie ukradnie. Dlatego cieszę się każdym drobiazgiem, promieniem słońca i uśmiechem nieznajomego/nieznajomej. Mam świadomość, że to brzmi banalnie, ale nauczyłam się poszukiwać szczęścia w sobie. Mieć jest bardzo toksyczne, czasochłonne, forsochłonne, a finalnie i tak się okazuje, że można by mieć jeszcze więcej i trudno osiągnąć zadowolenie. Nieustanne gonienie za “metką” musi być wyczerpujące. Szczęście i poczucie spełnienia są do wypracowania przez nas samych i pewnie dlatego są tak proste, a zarazem tak trudne do osiągnięcia. 

Gdyby miała Pani wybrać/wskazać 3 książki, które każdy powinien przeczytać, nawet ktoś kto nie czyta-jakie by to były i dlaczego?

Pytanie którego najbardziej nie lubię, bo zwyczajnie nie potrafię na nie odpowiedzieć. Na każdym etapie życia miałam swoją ukochaną książkę, która z czasem się dewaluowała na rzecz kolejnej. W podstawówce namiętnie czytałam Winnetou i zawsze o nim pisałam na sprawdzianach, a nawet egzaminie do liceum. Dziś gdy usiłowałam po niego sięgnąć, by przekazać pałeczkę synom, okazuje się, że jest nie do przeczytania.

Pewnie wypadałoby „rzucić” Ulissesem Joyca, czy Poza światem Prousta, które oczywiście swego czasu czytałam, ale zdecydowanie wolę wracać do Opowiadań Maupassanta, Alexandre’a Dumas, Gombrowicza, Umberto Eco. Babcia mawiała, że jak człowiek się starzeje to sięga po biografie, więc chyba już jestem na tym etapie. Ale księga która najbardziej utkwiła mi w pamięci i zajęcia z jej analizy na Uniwersytecie to Biblia, tyle, że czytana i analizowana jako dzieło literackie, a nie duchowy, religijny przewodnik. Można z niej wyczytać zgoła zadziwiające treści i odkryć, że nie zawsze Bóg jest taki jak widzą go katecheci. Choć kontrowersyjne, to równie interesujące. 


W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję  Pani Ninie Majewskiej-Brown za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi zwycięskiego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila.

Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco,
Cyrysia

6 komentarzy:

  1. Mniam, zupa z przetartych pomidorów :) wywiad jak zawsze super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jeszcze przede mną, ciekawy wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny i ciekawy wywiad, gratuluję !

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny wywiad - dziękuję za wyczerpującą odpowiedź i przepis! Z pewnością go wypróbuję:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...