"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

poniedziałek, 20 lipca 2015

Wywiad z Milą Rudnik

Ewelina Wiśniewska
1. "Miłość przychodzi z deszczem " piękny tytuł. Skąd pomysł na taki kreatywny tytuł dla książki i dlaczego miłość przychodzi z deszczem?


Lubię świat po deszczu. Powietrze jest inne, czystsze, świeższe. Ma taki specyficzny zapach. Sam deszcz w wiosenny albo letni dzień wzbudza we mnie takie dziwne do opisania uczucie, jakby tęsknoty za czymś nieznanym, nieuchwytnym, coś co pojawia się i znika wraz z kroplami deszczu spływającymi po szybie. Nie wiem czy miłość przychodzi z deszczem. Nie pamiętam jaka pogoda była w dniu, gdy powstał tytuł i pomysł na powieść. Nie pamiętam co działo się w chwili, w której ten tytuł pojawił się w mojej głowie. Po prostu… przyszedł do mnie, dość nieoczekiwanie i pomyślałam sobie: - To jest to. W jakiś sposób te słowa pasowały do stworzonych przeze mnie postaci.

izabela81
1. ''W życiu są wybory, których nigdy nie powinno się dokonywać, i decyzje, których nie powinno się podejmować''. Gdzie według Pani przebiega niewidzialna granica pomiędzy dobrem, a złem? Dobrą, a złą decyzją? 

 
Nie wierzę w jednoznaczną definicję dobra i zła. W moim odczuciu to pojęcia abstrakcyjne. Ten sam czyn w ocenie różnych osób podlegać może innej kwalifikacji. Świat nie jest czarno – biały i ludzie też tacy nie są. Trudno wskazać kogoś palcem i nazwać go – złym. Albo dobrym. Dobrzy ludzie popełniają złe uczynki, a zły człowiek może dokonać czegoś dobrego. Gdzie przebiega granica? W punkcie, gdzie krzywdzimy drugiego człowieka, kończy się dobro, a zaczyna zło.
Dobra a zła decyzja? Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkie konsekwencje swoich czynów. Czy to przez zaniedbanie, głupotę, bezmyślność, czy po prostu dlatego, że w danej chwili nie widzimy innego rozwiązania, podejmujemy decyzje, które dotyczą nie tylko nas, ale i innych osób. Ważne, by postępować w zgodzie ze sobą i licząc się z drugim człowiekiem.

2. Podobno w przyszłości chciałaby Pani podróżować. Jaka podróż się Pani marzy?

 
W grudniu 2013 roku zafundowałam sobie prezent na 35 urodziny. Naukę pływania. Złapałam takiego bakcyla, że w tej chwili jestem na basenie kilka razy w tygodniu. Pływam intensywnie, głównie kraulem, uczę się delfina. I tak sobie po cichutku marzę, że pewnego dnia nauczę się nurkować, a wtedy pojadę w jakieś piękne miejsce, gdzie jest czysta woda, piękne widoki i większość czasu spędzę w wodzie. Nie wiem kiedy, nie wiem dokąd, ale jest to punkt na mojej liście rzeczy do zrealizowania.

3. Czy dla Pani miłość przyszła z deszczem? A może w innych okolicznościach przyrody?

Jestem 36-letnią, niemal 37-letnią singielką a miłość wystraszyła się mojego charakterku i omija mnie szerokim łukiem. Mam tylko nadzieję, że gdy w końcu zapuka do moich drzwi, nie zapytam: - Gdzie byłaś pięćdziesiąt lat temu?:-)

Elusia
1. Czy ten jakże romantyczny tytuł ma odniesienie do Pani osobistego życia? Jak wyglądał u Pani okres twórczy podczas pisania tej książki?


Zaczęłam pisać przez przypadek. Miałam dość trudny okres w życiu. Pożar domu. Nie życzę nikomu tego przeżycia. Wydawało mi się, że zniosłam to całkiem dobrze. Nawet byłam z siebie dumna jak świetnie się trzymam. Prawda była taka, że zamknęłam się w sobie i funkcjonowałam jak robot. Potrzebowałam czegoś, co pozwoliłoby mi wyrwać się z tego marazmu. Siostra namówiła mnie wówczas do pisania. Wiedziała, że jako nastolatka, dwudziestolatka, coś tam sobie gryzmoliłam do szuflady… Popukałam się w czoło, uważając to za stratę czasu. Kilka tygodni później siedziałam przed monitorem i patrzyłam na pustą stronę. I zaczęłam pisać. Początkowo bez przekonania, zdanie po zdaniu, i nagle poczułam się jak przed laty, gdy powstawały jakieś małe opowiastki do poduszki. A teraz kończę drugą powieść i mam nadzieję, że wydawca jej nie odrzuci.

Natalia Kapela
1. Znalazłam takie stwierdzenie czytając informacje o Pani, co to znaczy i jak to jest być posiadaczką połowy psa proszę mi opowiedzieć?


Po śmierci naszego psa – był bardzo chory i trzeba było podjąć decyzję o uśpieniu, powiedziałyśmy sobie: - Żadnych zwierząt w domu. Kilka miesięcy potem pojawił się drugi kot z fundacji, bo mój kot po stracie przyjaciela był w żałobie, a po niespełna roku, na stronie internetowej miejscowego schroniska siostra zobaczyła psa łudząco podobnego do naszego. Dzień później mieszkał z nami. Pies jest wprawdzie dwa razy większy i dwa razy dłuższy od poprzedniego, podobieństwo raczej znikome, ale w ten oto sposób pojawił się w domu i darzy bałwochwalczym uwielbieniem pańcię, która go zabrała ze schroniska, czyli moją siostrę. I od tego czasu śmieję się, że siostra ma lepszą połowę psa, bo tą od kochania, a ja tą od karmienia, wyprowadzania i sprzątania kup :)

2. To Pani debiutancka powieść, jest Pani przykładem na to, że warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia, jakie jeszcze ma Pani marzenia, skoro to już się spełniło?

O rany, aż nie wiem od czego zacząć. Na pewno chciałabym wygrać w totolotka. I to od razu kumulację. Pewnie byłoby mi łatwiej zrealizować to marzenie, gdybym choć raz wysłała kupon… Na razie jestem na etapie, że co pojawia się kumulacja, myślę sobie: - O! Trzeba zagrać! – I na tym koniec.
Co jeszcze? W końcu nauczę się tego delfina. Utopię się, ale się nauczę. W najbliższy poniedziałek, 20 lipca mam egzamin praktyczny na prawo jazdy i marzę o tym, żeby zdać, ale patrząc realistycznie, nerwy mnie zjedzą i na pewno coś nakombinuję. Chciałabym pisać i wydawać kolejne powieści. Cieszyć się małymi rzeczami. Radzić sobie z trudnymi. I może spotkać kogoś tylko dla siebie…

3. Jak by Pani jednym zdaniem zachęciła mnie do przeczytania swojej książki?

 
I klops. Kiepski ze mnie marketingowiec. Na razie jestem na etapie oswajania się z tym, że książka ukazała się drukiem i nie bardzo wiem co mam mówić, gdy mnie ktoś o nią pyta. Czuję się jakbym miałam szesnaście lat i szła na pierwszą randkę w życiu. Jedyne co mi przychodzi do głowy to standardowa formułka; - Zapraszam państwa serdecznie do przeczytania mojej powieści „Miłość przychodzi z deszczem”. Tak, wiem, kiepsko, ale może przyjmijmy dla dobra ogółu, że moja inwencja twórcza wyczerpuje się podczas pisania nowej powieści i na nic więcej jej już nie starcza?

Kinga K.
1. Ta książka jest Pani debiutem i jednocześnie, jak wynika z opisu, spełnieniem Pani marzenia o pisaniu:-). W związku z tym chciałam zapytać co Panią najbardziej zaskoczyło ( najmilej lub, nie daj Boże;-), nieprzyjemnie ) jeśli chodzi o czysto praktyczne aspekty współpracy z wydawnictwem przy wydawaniu debiutanckiej książki:-)?

 
Nie mogę powiedzieć, żeby coś mnie zaskoczyło w tym temacie… Wydawnictwo Prószyński i S-ka cieszy się doskonałą renomą, pracują w nim wspaniali ludzie, znający się na swojej pracy i mogę się tylko cieszyć, że obdarzyli mnie zaufaniem i dali szansę mojej powieści. Ogromną niespodzianką była dla mnie natomiast okładka, która jest naprawdę przepiękna.

2. Skąd pomysł na taki taki temat, który wydaje się być, przynajmniej z opisu, ciężki gatunkowo ( co nie jest zarzutem:-)! )?

 
Temat jak tytuł pojawił się w głowie i rozwinął. Najpierw pojawiły się postacie, potem poszczególne wątki… Nie starałam się napisać nic ciężkiego gatunkowo. Książka miała być odskocznią od problemów, stała się dla mnie czymś więcej. Nie myślałam wówczas o odbiorcy, o tym, kto będzie moim czytelnikiem. Nie myślałam, że ktokolwiek będzie moim czytelnikiem… Ale stało się inaczej i bardzo się z tego cieszę.

3. Skoro kocha Pani filmy to puśćmy wodze wyobraźni;-): kogo widziałaby Pani najchętniej w ekranizacji swojej debiutanckiej powieści;-)))?

 
A jak bardzo puszczamy wodze tej wyobraźni? Bo w roli Ani widziałabym młodą Audrey HepburnJ W „Śniadaniu u Tiffany’ego była przecudna… W podwójnej roli Marka i Marcina Jake’a Gyllenhaal’a. Widziałam go w filmie „Miłość i inne używki” i choć nie kojarzyłam go wcześniej z ról romantycznych, w tym filmie bardzo mi się podobał. Jakiś czas później zaskoczył mnie swoją kreacją w „Wolnym strzelcu”… Niewiarygodne, że to była dokładnie ta sama osoba.

martucha180
1. W opisie o Pani przeczytałam: „Wreszcie nauczyła się pływać. W końcu zaczęła biegać”. Co spowodowało tak drastyczne zmiany aktywności fizycznej w Pani życiu i dlaczego teraz?

 
Wiek. Metabolizm. Rozmiar 42 i napis na sklepie z odzieżą: DUŻE ROZMIARY DLA PUSZYSTYCH. OD 40+. Wiecie, że w pierwszej chwili myślałam, że to kategoria wiekowa? A  nie wagowa?:-) do tego nagle zauważyłam, że wcale się nie objadam, a jakoś więcej się mnie zrobiło. Jakoś dłużej na to drugie piętro się wchodzi. Poszłam na fitness i odkryłam, że panie 50+ podnoszą nogę wyżej ode mnie…. I dotarło do mnie, że jestem leniem, w dodatku zagrożonym cukrzycą typu II, bo po 40-stce lubi się pokazywać w naszej rodzinie, a mi do 40-stki jakoś bliżej niż dalej. Wkurzyłam się na siebie, zjadłam chałwę, co wcale nie pomogło, zapisałam się na basen, bo doszłam do wniosku, że jak już teraz nie daję rady z 45-minutami ćwiczeń typu ABS, to co zrobię za 20 lat? I do tego zaczęłam biegać, ale o tym opowiem trochę później, bo pytanie się pojawiło i muszę dokładnie na nie odpowiedzieć, bo z tym wiąże się pewna historia.

2. Kiedy już zacznie Pani podróżować, to dokąd najpierw? Które miejsca i kraje będą tymi pierwszymi na liście must have do zwiedzenia?

 
Na to pytanie odpowiedziałam wyżej. Nie mam gotowej listy :)

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra, a Pani zawód ekonomistki jest przeciwieństwem humanistyki. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Nie mam umysłu ścisłego. Jestem typową humanistką, a matematyka to droga przez mękę, ale można się jej nauczyć. Wybór zawodowy podyktowany był przez racjonalizm. Pisanie – to potrzeba duszy.

Magdalena Sz L
1. Ciekawa jestem skąd pomysł na taką historię, czy jest całkiem fikcyjna czy oparta na własnych doświadczeniach czy obserwacji otoczenia? co było impulsem do powstania tej historii , czasem jest to wydarzenie czasem przedmiot od którego cała historia nabiera kształtów, jak było w przypadku "Miłości przychodzącej z deszczem"?


Sama historia jest całkowicie wyssana z palca, a raczej – z głowy. Natomiast bardzo zależało mi na wiarygodności postaci, emocji, starałam się za wszelką cenę „wejść w skórę” moich bohaterów. Jak wspomniałam wyżej, miałam wtedy dość trudny moment w życiu i chyba łatwiej mi było czuć coś za kogoś niż za siebie samą.

Dagmara
1. To ja chciałam zapytać o Pani typowo kobiece słabości. Czyli, co robi/lubi pisząca ekonomistka ,,po godzinach"- perfumy, wizyty u fryzjera, a może spontaniczne rajdy po sklepach odzieżowych? Czyli po prostu pytam o tzw. ,,małe przyjemności".

 
Małe przyjemności… Chałwa. Ale od czasu jak jadłam taką prawdziwą, domowej roboty, to tej sklepowej nie ruszę, a robić mi się nie chce, więc chwilowo jestem na „odwyku”. Fryzjera i kosmetyczkę traktuję raczej w kategorii dbania o siebie… Na co dzień nie robię makijażu, więc chociaż hennę „machnę”, żebym taka wyblakła nie chodziła. Do tego regulacja brwi, bo sama się za to nie zabieram. Bez okularów nie widzę co robię i zawsze sobie w tych brwiach coś „wydziabię”, w okularach zahaczam o oprawki i też sobie wtedy coś „wydziabię”:)  Zupełnie po kobiecemu wiszę na telefonie plotkując z przyjaciółką. Rajd po sklepach tylko z siostrą, ale tylko wówczas, gdy zajdzie taka konieczność, czyli nie mamy się w co ubrać :) Lubię książki i kino. Kocham bieganie i pływanie. To są moje przyjemności.

Mateusz
1. Zauważyłem notkę, że zaczęła Pani biegać. Sam jestem zapalonym biegaczem i trenuję już od 4 lat. Na jakie dystanse i od kiedy Pani biega?

 
O rany… Z tym bieganiem to był kłopot od samego początku. Wiosna 2014 roku, jakoś przełom kwietnia i maja. Pierwszy bieg. Pół kilometra. Koniec. Kolejne biegi nie były lepsze. Zero kondycji. Momentami miałam wrażenie, że oddycham, ale to powietrze nie ma tlenu. Potem pojawiły się ból kości piszczelowych, a przynajmniej tak myślałam, bo nie wiedziałam, że mam tam mięśnie, które przez długi czas nieużywane, zbuntowały się. No to ćwiczenia na wzmocnienie nóg, stóp, wszystkiego co było mi potrzebne do biegania. Ale wtedy byłam już na tym etapie, że zaparłam się :) Wracałam po kilku kilometrach tak zjechana, że zastanawiałam się, gdzie są te ch…..e endorfiny, o których wszyscy tyle mówią! Teraz biegam średnio trzy razy w tygodniu po 8 kilometrów i znów zamierzam zwiększyć dystans. Ale nie ukrywam, że pierwszy dla mnie jest basen i pływanie, bieganie – to sport drugiej kategorii, choć nie potrafię już nie biegać :)


2. Czy zawsze Pani działalność była chwalona czy znalazły się osoby, które nie akceptowały Pani zamiłowania? :)

 
Nigdy nikomu nie mówiłam, że czasami lubię coś tam sobie popisać, więc nikt nie miał okazji mnie skrytykować. Wiedziała tylko siostra, a ona mnie zachęca i motywuje a ja staram się odwzajemniać tym samym. Mimo dziesięciu lat różnicy (ona jest ta młodsza) – świetnie się rozumiemy, ufamy sobie i wspieramy się.

katarzyna.chomej
1. Czy autorka ma przy sobie osobę która wspierała ją przy pisaniu książki i mogłaby jej podziękować?

 
Tak, mojej ukochanej siostrze, która jak zawsze wcisnęła paluchy nie tam, gdzie trzeba i dzięki niej książka ujrzała światło dzienne. Bo ja pisałam dla siebie, a ona wysłała tekst do wydawcy, zanim w ogóle zaczęłam się zastanawiać nad jej zakończeniem. I mojej mamie, która po przeczytaniu książki zapytała: - Nie mogłaś im zgasić światła? Musiałaś opisać ten cały seks?

2. Czy Pani Mila chciałaby przeżyć taką historie jaką sama napisała i z którym z bohaterów by się utożsamiła?

 
Och nie, zdecydowanie nie chciałabym przeżyć na własnej skórze tego co moi bohaterowie. Uwikłałam ich w trudne decyzje, w skrajne emocje, pewnie skopaliby mi tyłek za to, co im zrobiłam. Podczas pisania starałam się utożsamiać z każdym z moich bohaterów, wczuwać się w emocje, by móc wiarygodnie je opisać.

3. No i ostatnie pytanie, które bardzo mnie ciekawi ile czasu pisała Pani książkę i czy wiele stresu i nerwów towarzyszyło Pani przy tym? Wiadomo, poświęcony własny czas, debiut itp.

Książkę pisałam z przerwami. Czasami nawet kilkutygodniowymi. Nie potrafię powiedzieć ile czasu mi to zajęło. Na pewno przynajmniej pół roku…. Nerwów nie było przy pisaniu, bo wtedy nie myślałam o niej w kategoriach debiutu. Teraz myślę przy pisaniu nowej i faktycznie, mały stres jest, ale działa raczej motywująco niż zniechęcająco. Nie jestem z natury pesymistką. Raczej racjonalną optymistką. Wiem, że będą osoby, którym moje książki się nie spodobają i godzę się z tym. Cieszę się, że są osoby, których książka się podobała i to daje mi dużo radości. I mam nadzieję, że tego będę się trzymać.

Leger
1. Czy kiedy Pani pisze, odcina się Pani od świata zewnętrznego? Czy może balansuje Pani na krawędzi dwóch światów?

 
Wyłączam się całkowicie na świat zewnętrzny. W jakiś sposób wyciszam się, nie słyszę tego co dzieje się wokół, nie licząc kota, który przychodzi po posiłek. Tego nie da się nie słyszeć. Kto ma kota, wie o czym mówię :)

2. Czy bohaterowie, których Pani stworzyła, występują tylko na kartach powieści? A może są to książkowe odpowiedniki Pani znajomych czy może kogoś popularnego?

 
Żaden z moich bohaterów nie posiada odpowiednika w realnym świecie. Dając im rysopis, w jakiś sposób widziałam ich w głowie, ale nie były to rysy żadnej znanej mi osoby. Mam wrażenie, że przeniesienie kogoś realnego na karty powieści, w jakiś sposób wpłynęłoby na ich osobowość. Myślę, że mogłabym przenieść pewne cechy i staliby się kimś innym. Nie chciałabym tego. 


3. Skąd czerpie pani inspiracje? Mam przeczucie, że inspiruje Panią deszcz :) Czy zobaczywszy jakąś scenę podczas spaceru jest Pani w stanie zmienić bieg historii w książce? A może nie potrzebuje Pani inspiracji?

 
To moja pierwsza powieść i nie potrafię odpowiedzieć, czy scena realna wpłynęłaby na bieg powieści. Nie wykluczam tego. Wszystko zależy od tego, cóż by to byłaby za scena :) Inspiracja? Hm… Nie potrafię jej wskazać. Podoba mi się to co robię, lubię pisać, może to jest źródło inspiracji?

Andzia1502
1. Ja zawsze zastanawiałam się jak udało się wydać książkę , wiem że nie jest łatwo bo sama mam koleżankę która bardzo fajnie pisze ale wszystko "do szuflady". Jak to było w Pani przypadku?

 
Zanim zaczęłam się zastanawiać co z tym począć, bo jeszcze nie miałam gotowego zakończenia powieści, a właściwie miałam, ale dwa, i nie mogłam się zdecydować co z tym począć, znaczna część mojej powieści wylądowała w wydawnictwie, za sprawą wścibskich paluszków mojej młodszej siostry, której to co napisałam tak się spodobało, że zadziałała po swojemu. Nie wiem czy sama zdecydowałabym się na wysłanie, ale cieszę się, że miałam dość szczęścia, by mnie wydano. Mam nadzieję, że to szczęście mnie nie opuści.

2. Skąd pomysł na świetną okładkę aczkolwiek niewiele mającą wspólnego z tytułem? 

 
Podziękowania dla wydawcy, Prószyński i S-ka. To oni stworzyli okładkę. Kiedy dostałam na e-maila „gotowca”, mogłam tylko westchnąć z zachwytu. To niesamowite wrażenie, gdy patrzy się na po raz pierwszy na okładkę książki opatrzonej własnym nazwiskiem, wiedząc co jest w środku. Że to moja powieść.

Anna Dudkowiak
1. Czy ma Pani ulubionego filmowego reżysera?

 
Hm… właściwie nie. Lubię filmy Hitchcocka, Lyncha, Tarantino. Z polskich reżyserów cenię filmy Pasikowskiego, głównie „Pokłosie” i „Jack Strong”. Ale nie wskazałabym jednego konkretnego reżysera.

2. Jakie jest Pani najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?

Oranżada w foliowej torebce. Jak miałam jakieś cztery, może pięć lat, wujek zabierał mnie ze sobą do Gniezna na „żużel”. Był fanem wyścigów motocyklowych. Jechaliśmy żółtą Syrenką. Siadywałam obok niego na ławce. Dostawałam moją oranżadę. Odrywał róg woreczka, do środka wkładał słomkę i wydaje mi się, że do dziś pamiętam ten smak. Nie potrafię go opisać, ale wspomnienie jest tak realne, że czuję napływającą ślinę. Z wyścigów oczywiście nie pamiętam kompletnie nic. Ja jeździłam tylko na oranżadę :)

3. Gdyby można było cofnąć czas to co w swoim życiu by Pani zmieniła? 

 
Nic. W moim życiu wydarzyło się sporo różnych rzeczy, zarówno dobrych jak i złych, przykrych jak i radosnych. Ale patrząc na nie z perspektywy czasu uważam, że wszystko było po „coś”. Każda rzecz w naszym życiu, każda osoba, którą spotkamy, może być czymś, kimś istotnym, może być zmianą w naszym życiu, nadać mu kierunek, kształt. Pytanie tylko co z tym zrobimy, ile z tego wyniesiemy dla siebie. Uczymy się, kształtujemy, zdobywamy doświadczenia.

black.lady
1. Co Panią zmotywowało do napisania tak cudownej książki?

 
Podobne pytanie zostało już zadane. Trudna sytuacja osobista plus potrzeba odreagowania. Tutaj dodam może jeszcze, że dzięki pisaniu udało mi się wziąć w garść i wrócić do normy emocjonalnej. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Powiedzenie oklepane i często nadużywane, ale jest w tym sporo prawdy.

2. Czy Pani jak napisze książkę czuje się spełniona?

 
Natychmiast odczułam potrzebę napisania kolejnej. Sam fakt wydania zadziałał na mnie motywująco. A teraz jeszcze te pochlebne recenzje… Ale kiedy napisałam ostatnie zdanie pojawiło się we mnie takie uczucie satysfakcji. Pomyślałam sobie: - Zrobiłam to. Napisałam książkę.

3. Skąd pomysł na tytuł? Czy ma on jakieś ukryte znaczenie? 

 
Na pierwszą część pytanie odpowiedziałam wyżej. Ukryte znaczenie to może za dużo powiedziane. Emocje przychodzą, odchodzą, zmieniają się, stygną, gdy nikt o nie nie dba. W tym znaczeniu faktycznie są jak deszcz, który przynosi orzeźwienie, ale za chwile pojawia się słońce i chodnik znów jest suchy. Jedyne co nam zostaje to kwitnąca zieleń, która bez deszczu zniknęłaby bez śladu. Tak samo z miłością. Pojawia się i albo uschnie albo zakwitnie.

Aleksandra Szymczyk
1. Gdzie chciałaby Pani odbyć swoją pierwszą podróż?

 
Odpowiedziałam na to pytanie, choć mało szczegółowo, ale naprawdę nie mam jeszcze przygotowanej listy. 


2. Jak wabią się Pani czworonożni pupile? 


 Pies oficjalnie ma na imię Dragon, ale my nazywany go Grabciem albo Grabusiem, a jak mnie zirytuje to nazywam go Garbusiem. Reaguje na wszystko. Nawet na Krokodylka jak nazywa go siostra. Zębiska faktycznie jak u krokodyla. Mój prywatny kot ma na imię Karo. To podrzutek. Ledwo udało mi się go wykarmić taki był malutki. I nie wiedziałam czy to chłopiec czy dziewczynka, więc otrzymał takie imię, żeby pasowało. Tak przy okazji, to chłopiec. Drugi kot (właściwie wspólny) to dziewczynka. Ma na imię Inka. Trafiła do nas przez fundację. To taki mały wypłosz. Jest u nas ponad 2 lata, a nadal przemyka po kątach jak ją coś w tyłek ugryzie :) w domu oczywiście rządzą koty. Dwuosobowa mafia rozstawiająca psa po kątach, kradnąca mu zabawki i nagminnie go eksmitująca z jego legowiska. 

3. Skąd czerpie Pani pomysły na swoje powieści?

 
Liczba mnoga to trochę za dużo powiedziane. Piszę dopiero drugą. Na razie przychodzą same. Pojawiają się w głowie i spływają na klawiaturę. Co będzie dalej, zobaczymy. Może zacznę szukać pomysłów gdzie indziej. Na razie noszę je w sobie.

Dominika K.
1. Gdyby miała Pani napisać poradnik dla ludzi żyjących we współczesnych czasach, jakie rady i wskazówki by Pani w nim umieściła?

 
Gdzieś kiedyś trafiłam na cytat Wiliama Szekspira, nie wiem na ile wiernie przetłumaczony, ani z jakiego utworu pochodził. Zapamiętałam tylko słowa. „Kochaj wszystkich, ufaj nielicznym, nie krzywdź nikogo”. Myślę, że te słowa powinny mieć zastosowanie zawsze i wszędzie, bez względu na epokę i czas, w jakim przyszło nam żyć. Może życie byłoby wówczas prostsze…

2. Który kraj jest dla Pani najbardziej inspirujący, niezwykły?

 
Jestem wielbicielką fantasy, więc chętnie wskazałabym świat Tolkiena, Franka Herberta czy Georga Martina. Ale nie o to chodzi w pytaniu, więc wracam do realności… Nowa Zelandia. O, może właśnie ten kraj trafi na moja listę, kiedy ją w końcu stworzę. Do tej pory mogłam tylko podziwiać ją poprzez fotografie, ale wywołują we mnie takie uczucie jakby na świecie nie istniało nikt i nic, tylko te przepiękne widoki, nie skażone żadną cywilizacją.

3. Czy uważa Pani, że wszystko na świecie zmienia się i przemija? Czy jest coś, co dla Pani zawsze jest takie same, niezmienne? 

 
Wszystko się zmienia i wszyscy. Nie zawsze są to zmiany na lepsze. Jedyną stałą w moim życiu są mama i siostra. Tworzymy taką Rzeczpospolitą Babską i gdziekolwiek będziemy, cokolwiek zrobimy, zawsze możemy na siebie liczyć. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mogłabym odwrócić się od którejś z nich. Gdyby któraś z nas musiała zakopać jakieś zwłoki, reszta poleciałaby po łopaty :) Wiem, przykład drastyczny, ale obserwując relacje w różnych rodzinach, cieszę się mając świadomość, że my naprawdę jesteśmy ze sobą blisko. Każda z nas jest zupełnie inna, prowadzi własne życie, choć mieszkamy pod jednym dachem, i nie ingerujemy wzajemnie we własne sprawy, nie licząc wysłania mojej książki przez siostrę. Ale muszę przyznać jej na plus, że mi o tym powiedziała, że wysłała, ale nie uwierzyłam :)

monalisap
1. Jakie są Pani ulubione filmy- gatunki i tytuły?

 
Lubię fantasy, horror, dobry thriller, kryminał, dramat. Nie uciekam też od komedii, w tym romantycznych, choć muszę mieć wtedy odpowiedni do tego klimatu nastrój. To oglądam dla relaksu. Ale przede wszystkim lubię filmy, które coś we mnie zostawiają, o których myślę, gdy się skończą, a w trakcie pojawia się szereg emocji, intensywnych emocji…


2. Czy pomysł na Pani książkę "Miłość przychodzi z deszczem" ulegał przeobrażeniom, czy był jakiś wątek który w efekcie nie pojawił się w wydanej powieści?

 
Dwie rzeczy uległy zmianie podczas pisania. Po pierwsze wprowadziłam retrospekcje uznając, że zachowując chronologię zdarzeń, nie stworzę nic wystarczająco ciekawego, by kogoś zainteresować. Tym „Ktosiem” miała być siostra, bo wówczas ona miała być jedynym czytelnikiem. Tak sobie myślałam… I zakończenie. Miałam dwa pomysły na zakończenie. Pierwsza wersja była taka jaką jest w książce. Ania układa sobie życie z Marcinem, a Marek pozostaje jej miłością. Tajemnica, przynajmniej dla niej, pozostanie niewyjaśniona. Druga wersja – Marcin miał powiedzieć prawdę. Ania musiałaby się z tym zmierzyć. I tu zaczęłam się zastanawiać. Czy ja, jako Ania, byłabym w stanie wybaczyć? I nie, nie wyobrażam sobie bym potrafiła wybaczyć ogrom takiego bólu i wrócić do punktu wyjścia. Ta druga wersja była podyktowana chęcią dania bajkowego zakończenia, ale w życiu takich nie ma. Są historie, które nie mogą zakończyć się happy endem, gdzie wszyscy są szczęśliwi. Są historie, które nie mogą się skończyć łatwo i przyjemnie. To jedna z nich. Myślę, że osoby, które przeczytały książkę, przyznają mi rację. A ja, wybierając pierwotną wersję zakończenia, dałam moim bohaterom szansę na odnalezienie szczęścia w życiu, zbudowania czegoś od nowa.

Oliwia Dzierżyńska
1. Zazwyczaj ludzie w życiu kierują się różnymi motywami, emocjami i impulsami. Dlaczego napisała Pani właśnie taką książkę, o takim tytule? Jakie uczucie było motywem jej napisania?

 
Już odpowiedziałam na podobne pytania. 


2. Wszyscy wiemy, że życie bywa gorzkie i niesprawiedliwe, że wciąż musimy komuś lub sobie coś udowadniać. Co chciałaby Pani przekazać/udowodnić czytelnikowi, poprzez ową książkę? 

 
Nie czuję potrzeby udowadniania czegokolwiek. To już jest za mną. Sądzę, że jestem bardziej pogodzona ze sobą, zadowolona z tego jaka jestem i kim jestem niż jako dwudziesto paroletnia dziewczyna. Jestem zadowolona ze swojego życia. Nie używam słowa szczęśliwa, bo nikt nie żyje w stanie permanentnej euforii, ale podoba mi  się każdy dzień, bez względu na to co przyniesie. Cieszę się małymi rzeczami, radzę sobie z dużymi, a przynajmniej tak sądzę :) Pisząc „Miłość przychodzi z deszczem” myślałam o tym, że życie się tak po prostu nie kończy. Ono trwa. Cokolwiek się wydarzy, nadal budzimy się następnego dnia, który musimy przeżyć. Od nas zależy jak to zrobimy. To co spotkało moich bohaterów nie oznacza końca, lecz zmianę.

Kinga Salamon
1. Dlaczego wybrała Pani bieganie i pływanie, a nie inne dyscypliny sportowe? Pytam ponieważ ostatnio postawiłam na treningi spinning, a to dlatego, że uwielbiam jazdę na rowerze. Ciekawi mnie Pani motywacja :) 

 
I to jest temat rzeka :) zaczątek mojej aktywności fizycznej przedstawiłam wyżej. Co do pływania… Zaczęłam odczuwać dolegliwości kręgosłupa. Skutki siedzenia przy komputerze. Niby starałam się siedzieć prosto, ale za chwilę przyłapywałam się na tym, że znów robię „żółwika”. Najlepsze jest pływanie. Ale jak tu pływać jak człowiek boi się wody? Ale myślę sobie, że nic to, jak powiadał pan Wołodyjowski swojej Baśce, zapytam o lekcje pływania. No i zapytałam. Nie wiem jak to się stało, ale wychodząc, miałam w kalendarzu zapisaną pierwszą lekcję nauki. Tyle razy ile się podtopiłam, opiłam wodą, przepłukałam zatoki to nie zliczę. Teraz nie mogę żyć bez pływania. Jestem na basenie kilka razy w tygodniu, i cały czas zwiększam dystans, uczę się delfina. Mój przyjaciel powiedział kiedyś z uznaniem: - Pływasz jak prawdziwy facet. Jedyne co mogłam zrobić to podziękować, ale moja mina była podobno bezcenna. Wyglądałam jakbym połknęła w locie przynajmniej jaskółkę, a nie komara. Co do biegania… Jestem na spacerze z psem. Ciągnę go za sobą na smyczy, bo leń śmierdzący, najchętniej by tylko spał. Po przeciwnej stronie ulicy biegnie mężczyzna. Krótkie spodenki, koszulka typu bokserka, czapka z daszkiem. Widać jak lekko się wybija, jak pracują mięśnie. Nie jestem nieśmiała, więc bezczelnie się gapię :) Przechodzi na przejściu, biegnie dalej, teraz w moją stronę. Mija mnie… Siwe włosy, pomarszczona twarz, plamy na rękach i nogach. Miał pewnie z siedemdziesiąt lat. Następnego dnia kupiłam buty i poszłam biegać.
Pływanie wybrałam z powodów racjonalnych, bieganie pod wpływem chwili. Ale zaparłam się i teraz nie potrafię już nie pływać i nie biegać. Lubię rower, ale się za niego nie biorę, bo żeby robić to wszystko na co mam ochotę, faktycznie musiałabym w końcu wygrać w tego totolotka.

2. Zapytam zaczepnie i zadziornie: A czy według Pani miłość może przyjść z gradem albo śniegiem czy tylko z deszczem? 

 
Odpowiem zaczepnie i zadziornie: - Może mnie nawet walnąć meteoryt, byle było warto :) Miłość może nas dopaść wszędzie, nawet w markecie przy mrożonkach. Jak mawiała moja matematyczka robiąc kolejną kartkówkę: - Nie znacie dnia ani godziny, a potem tylko płacz i zgrzytanie zębów. Chociaż co do miłości, to drugą część jej powiedzonka można by właściwie ominąć…

3. O czym Pani nigdy nie napisze w książce?

 
Hm… Nie wiem :) Chyba o sobie nie napiszę. Tak, zdecydowanie nie napiszę autobiografii :)

Emila Kejna
1. Czy wierzy Pani w miłość od pierwszego wejrzenia?

 
Wierzę w fascynację od pierwszego wejrzenia, ale nie w miłość od pierwszego wejrzenia. Co nie znaczy, że kiedyś nie napiszę czegoś o miłości od pierwszego wejrzenia :) Dla mnie miłość nie jest jednym odrębnym uczuciem, ale szeregiem powiązanych ze sobą, jak np. zaangażowanie, namiętność, przyjaźń, tęsknota, pragnienie przebywania z druga osobą, poczucie bezpieczeństwa… To wszystko przychodzi z czasem. Ale kto wie? Może się mylę i pewnego dnia ktoś wyprowadzi mnie z błędu :)

2. Co skłoniło Panią żeby zadebiutować na polskim rynku?

 
A na jakim innym miałabym debiutować?:-) Cieszę się, że mi się udało, ale debiut jeszcze o niczym nie przesądza. Wszystko zależy od przyjęcia mojej powieści przez czytelników :)

3. Nie wierzyła Pani, że marzenia mogą się spełniać a jednak można, jakie jest Pani największe marzenie, które chciałaby Pani zrealizować ?

 
Podobne pytanie już padło. Odpowiedziałam :)

Wojtek Q
1. Jaka jest Mila Rudnik?

 
Najtrudniej opisać siebie. Myślę o sobie jako o realnej optymistce. Jestem niezależna, uparta, pewnie trochę egocentryczna, chodzę własnymi drogami. Nie umiem nic nie robić i po prostu odpoczywać. Mam poczucie humoru, choć nie przez wszystkich rozumiane :) Nigdy się nie poddaję, jeśli mi na czymś zależy, ale wiem kiedy trzeba odpuścić, żeby nie rozwalić głowy o przysłowiowy mur. Nie wiem co jeszcze mogłabym o sobie powiedzieć…

2. Gdyby Pani życie zamieniło się w książkę, jaki byłby jej tytuł i gatunek?


Pewnie książka obyczajowa, ale obfitująca w nieoczekiwane zwroty akcji. Tytuł? Hm… „Nigdy nie mów nigdy?”

3. Jaki jest Pani przepis na ciasto ANTYRUTYNOWE, aby żaden dzień nie okazał się zakalcem?

 
Proszę wrzucić sobie na głowę psa i dwa koty. Do tego dodać sześcioletniego bratanka, z którym gram w piłkę (choć nie umiem, ale on też nie, wiec jesteśmy kwita), chodzę też z nim na basen i uczę literek przy zdecydowanym braku współpracy z jego strony. Do tego praca, pisanie, basen, bieganie, czytanie, szydełkowanie, zakupy, gotowanie, filmy, mama, która zawsze ma jakiś problem, siostra, która koniecznie musi opowiedzieć mi cały swój dzień, przyjaciółka, która musi wylać swoje żale, a telefon do mnie jest tańszy niż wizyta u psychoanalityka… Do tego teraz robię prawo jazdy i jeszcze jakiś czas je porobię, chyba że szczęście mi dopisze, a od roku uczę się niemieckiego, chociaż w lipcu mam przerwę, bo nauczycielka wyjechała na urlop.  Nie ma szans na rutynę :)

Dagmara Janik
1. Jaki gatunek literatury czyta Pani na co dzień?

 
Czytam właściwie wszystko, w zależności od nastroju. Lubię Joudith Picolt i Jo Nesbo. Kocham Larssona i Kinga. Sięgam po Dostojewskiego i Deavera. Czytam powieści Nory Roberts i Jane Austin. Czasami czytam kilka książek jednocześnie i wciąż brakuje mi czasu, by przeczytać wszystko co bym chciała. Od kiedy pamiętam zaczytuję się w Joannie Chmielewskiej i Agathe Christie. 


2. Co było Pani inspiracją pisząc tę książkę?

 
Już odpowiedziałam na podobne pytanie.

3. Czy ma Pani jeszcze jakieś inne hobby poza czytaniem i pisaniem książek?


Tak. Lubię szydełkować. Co jest dość dziwne, bo nie znoszę serwetek i obrusów. To zbieracze kurzu. Nie mam w domu ani jednej, ale za to kocham je wykonywać, więc uszczęśliwiam nimi kogoś, kto lubi takie rzeczy. Ostatnio robiłam, ale w wolnym czasie, obrus 2,20 x 1,60. Zajęło  mi to chyba z pół roku :) O pływaniu i bieganiu już nie będę wspominać. Lubię gotować i wymyślać dania. Lubię gry typu RPG, ale są zbyt czasochłonne, wiec staram się ograniczać. Kocham scrabble, często grałam w internetowe, przy porannej kawie, ale ostatnio się zniechęciłam. Nie mam szczęścia do graczy. Ale to temat rzeka. Nie będę tu narzekać. Powiem tylko tyle, że niektórym osobom można tylko pogratulować „dobrych manier”. Interesuję się też tym co dzieje się w kraju i na świecie… Chętnie czytam Politykę, Newsweeka i Wysokie Obcasy, choć raczej nie nazwałabym tego hobby :)

Lustro Rzeczywistosci
1. Autorka bloga mówi o Pani książce, jak o wzorze idealnego debiutu. Dlaczego dopiero teraz odważyła się Pani pokazać światu swoją twórczość? Nie wierzę, że talent był tak długo uśpiony ;)

 
Dzięki wielkie za dobre słowo :) Pisałam sobie a muzom jako nastolatka, dwudziestolatka, potem skoncentrowałam się na innych rzeczach. Praca, nauka, zarzuciłam pisanie. O okolicznościach, w których znów zaczęłam pisać i które sprawiły, że moja książka ujrzała światło dzienne, już mówiłam, więc nie będę się powtarzać. Nie pisałam przynajmniej dziesięć lat. Nie wiedziałam, że potrafię… Może ten czas był mi potrzebny by dojrzeć? 


2. Przepiękna okładka, szanowane wydawnictwo i dobre opinie o debiucie pozwalają mi sądzić, że znalazła Pani przepis na sukces. Może go Pani zdradzić?

 
Niestety nie. I nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że go nie znam. Miałam dużo szczęścia, którego wszystkim życzę. Mam nadzieję, że to szczęście nadal będzie mi dopisywać. Ale tak sobie cichutko myślę, że na sukces składa się praca i odpowiednia doza szczęścia. Znam osoby, które naprawdę ciężko pracują, i nie mówię o pisaniu, a zawsze coś je omija. Więc sama praca to chyba czasami trochę za mało…

3. O czym Pani myśli widząc tę niezliczoną liczbę pytań? To Panią zaskakuje, cieszy, czy raczej przeraża? :)


Zaskakuje. Zdecydowanie zaskakuje, ale bardzo pozytywnie. Kiedy Cyrysia zwróciła się do mnie z zapytaniem o wywiad i przedstawiła jego formę, mówiąc o 20-30 pytaniach pomyślałam sobie: - Skąd by miało się wziąć tyle pytań? Książka dopiero się ukazała, na zaistnienie na rynku potrzeba czasu… A tu proszę, jaka niespodzianka :) Już trzeci dzień na nie odpowiadam :) Ale do poniedziałku się wyrobię… Nie zawalam terminów :)

Monika Płatek
1.  Jako freelancer z zamiłowania w jakiej dziedzinie się Pani specjalizuje?

 
Księgowość, interesuję się giełdą. Pracuję głównie na zlecenia. Sama ustalam sobie godziny pracy, byle termin był zachowany i praca należycie wykonana. Nie wróciłabym już na etat.

2. Jak jest Pani ukochana książka i która z bohaterek jest Pani alter ego?

 
Ulubiona książka, właściwie dwie, do których chętnie wracam to „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa oraz „Diuna” Herberta. Nie mam natomiast ulubionej bohaterki. 


3. Gdyby mogła Pani cofnąć czas to, którego życiowego wyboru by Pani nie dokonała i której decyzji nigdy nie podjęła, a może nic by Pani nie zmieniała i zostawiła wszystko takim, jakie jest?
 
Już odpowiedziałam na podobne pytanie :)
Pozdrawiam
 

ps. poza konkursem pragnę zauważyć , że Mila to piękne imię. Zdrobnienie od Melanii? Może na cześć Melanii Borejko, a może Melanie Hamilton Wilkes?

Dziękuję bardzo, ale obawiam się, że Mila jest po prostu Milą i niczym więcej :)

Magdalena Sobieszczyk
1. Co zainspirowało Panią do wyboru takiej tematyki, czy w rzeczywistości miała pani okazję spotkać się z zamianą rodzeństwa w trudnych sytuacjach?

 
Nie, nie miałam do czynienia z takim przypadkiem. Nie miałam nawet bliźniaków w klasie, ale jak wpadłam na pomysł takiego wątku, zaczęłam sporo czytać na ten temat.  Tak drastyczna sytuacja nie miała miejsca, przynajmniej ja się z nią nie spotkałam, ale w Internecie krąży sporo zabawnych historii opowiadanych przez rodziców bliźniaków, jaki potem przez nich samych. Ja popłynęłam w trochę innym kierunku, co można przeczytać na stronach powieści. 


2. Co zmotywowało Panią do biegania i jak przełamuje Pani czasem wewnętrznego lenia aby biegać regularnie?

 
O motywacji mówiłam już wcześniej. Niepowodzenia mnie nie zniechęcają. To, że coś przychodzi z trudem, nie znaczy, że należy sobie odpuścić. Wręcz przeciwnie, trzeba włożyć w to więcej pracy by był efekt. Kłopot z mięśniami? Trzeba je wzmocnić. Kiepska wydolność oddechowa? Trzeba więcej pływać. Mam słabe stopy? Odpowiednie ćwiczenia. Efekt w końcu się pojawi :) Teraz jeszcze próbuję się odpowiednio odżywiać, co jest znacznie większym wyzwaniem. Nie mam wewnętrznego lenia. Przynajmniej do tej pory się nie ujawnił. Staram się tylko co kilka dni robić dzień wolny na regenerację. Pływanie i bieg do tego stopnia wkomponowały się w rytm dnia, że nie myślę już nawet w kategoriach czy mi się chce, czy mi się  nie chce. Po prostu to robię.

Joanna Mikulec
1. Podobno zawsze chciała Pani pisać, ale nie myślała, że jej się to uda. W takim razie jak powstała Pani książka? Czy miała Pani jakiś przełom w swoim życiu, który spowodował, że udało się Pani napisać powieść? 

 
Już odpowiedziałam na to pytanie.

2. Kocha Pani czytać książki i zdecydowanie Panią popieram, gdyż jest to moja ulubiona czynność w chwili wolnego czasu. Czytam książki pożyczone z biblioteki i od znajomych, ale głównie to sama tworzę sobie własną domową biblioteczkę, z której korzystam. A jak to z Panią jest? Kupuje Pani książki czy wypożycza? A może pół na pół?

 
Staram się kupować. Widok książki na półce sprawia mi przyjemność, nawet jeśli wiem, że przeczytam ją za pół roku. Ale jest tutaj. Jest moja. I nie muszę nigdzie iść. Po prostu pewnego dnia wyciągnę rękę i po nią sięgnę. Czytam też dużo ebooków. Jest mi wygodniej ze względu na wzrok. Powiększam sobie czcionkę, zwiększam odstęp. Próbowałam też audiobooków, ale jakoś mi nie podchodzą. Mam wrażenie, że wszystko toczy się zbyt wolno, a ja tracę masę czasu na odsłuchanie czegoś, co przeczytałabym w dwie godziny. Próbowałam biegać przy audiobooku, ale to też nie była dobra opcja. Jakoś dziwnie mi było. Biegam przy muzyce AC/DC albo The Offspring, więc przy „Zanim zasnę” Watson nie mogłam złapać dobrego rytmu.

3. Może teraz oderwijmy się trochę od świata książek i pisarstwa. Czy mogłaby mi Pani zdradzić jakie jest Pani najpiękniejsze, najlepsze wspomnienie z dzieciństwa, do którego lubi Pani wracać oraz to najgorsze, o którym chce Pani zapomnieć? 

 
O najmilszym już wspomniałam, choć tak naprawdę mam ich więcej. Do szóstego roku życia wychowywali mnie dziadkowie, więc mam mnóstwo wspomnień z dzieciństwa związanych z pobytem na wsi, z psami, kotami, świnką i to wcale nie morską, tylko taką zwyczajną, którą oswoiłam i która chodziła za mną jak pies. Potem tylko był kłopot co z nią zrobić, gdy urosła, bo na wsi świnki na ogół się zjada. Kasia dożyła emerytury :) Najgorsze… Hm… Tego też jest sporo. Wiecznie pijany, agresywny ojciec i mama, która za wszelką cenę starała się zapewnić nam dom. Takich rzeczy się nie zapomina. Z dorosłego życia mam dwa takie momenty, których nie życzę nikomu… Pożar domu, gdy dzwonisz po straż i siłą zmuszasz się do mówienia, bo masz tak ściśniętą krtań. I śmierć mojej babci w ubiegłym roku, gdy siedzieliśmy w szpitalu i czekaliśmy na jej śmierć. To chyba było najtrudniejsze pod względem emocjonalnym przeżycie, gdy siedzisz przy łóżku kogoś, kogo kochasz, i czekasz na jego śmierć, bo już wiesz, że tylko ta opcja została. Jest tak potworne zmęczenie fizyczne, emocjonalne, że zaczynasz czekać aż to się wreszcie skończy. Babcia była na morfinie, słuchałam chrapliwego oddechu, liczyłam przerwy między nimi, nie wiedząc, czy to już jest ten ostatni, czy będzie jeszcze następny… 

MagdaM
1. Ciekawi mnie jak to się stało że została Pani ekonomistą?

 
Racjonalny wybór, większe możliwości znalezienia pracy. Nie wiedziałam co właściwie chcę robić w życiu. To była dobra opcja. Nie żałuję. 


2. Czy mając umysł ścisły miała Pani większe problemy z napisaniem książki?

 
Nie mam ścisłego umysłu. Jestem raczej humanistką. Pisanie nie sprawiało mi problemu, choć miałam momenty, że utknęłam i nie mogłam ruszyć z miejsca :) Na szczęście uruchamiała się wówczas ta racjonalna część i podpowiadała co mogło wydarzyć się dalej :)


3. Z jakiego przedmiotu w szkole uzyskiwała Pani najlepsze oceny ?

 
Z języka polskiego i z historii. To były moje ulubione przedmioty. Z matematyki zawsze miałam tróję :) 


Gab riela
1. Tytuł Pani książki jest naprawdę ciekawy, dlatego chciałabym wiedzieć, jak interpretuje Pani tą nazwę bądź stwierdzenie: "Miłość przychodzi z deszczem"?

 
Podobne pytanie już się pojawiło. Odpowiedziałam na nie wyżej.

2. Czy ma Pani jakieś rady dla młodych pisarzy, dzięki którym mogliby poszerzyć swe horyzonty?

 
O rany, nie. Mi samej przydałyby się rady. Jestem młodym pisarzem i ostatnią osobą, która chciałaby komuś doradzać. 

3. Z jakiego typu krytyką spotkała się Pani odnośnie swojej książki? Przejmowała się Pani negatywnymi opiniami innych, a może je zbywała?

 
Liczę się z tym, że książka nie wszystkim się spodoba. To naturalne. Jak dotąd nie spotkało mnie nic negatywnego. Opinie są pozytywne, co oczywiście bardzo mnie cieszy. Krytykę z pewnością przyjmę „na klatę”, bo cóż innego mi pozostanie. Konstruktywnej z pewnością nie będę zbywać. Innego rodzaju – na pewno. Nie mam nastu lat, by wierzyć, że w życiu spotykają nas tylko dobre rzeczy, co nie znaczy, że nie będzie mi przykro. Pewnie będzie…

aaagusiek
1. Dlaczego zdecydowała się Pani napisać książkę właśnie o mężczyznach? Czy dlatego, żeby przełamać schemat literatury kobiecej, że bohaterką powinna być kobieta, czy miała Pani jakieś inne pobudki? 

 
Nie da się ukryć, że w mojej powieści kluczowymi postaciami są mężczyźni, ale nie jest to powieść o mężczyznach, lecz o ludziach i wyborach, których dokonują. O tym, że decyzja nie kończy się tu i teraz, ale jej konsekwencje mogą trwać latami, dotykając nie tylko nas samych, ale i inne osoby. W jednej z recenzji przeczytałam, że Marcin był egoistą. To prawda. Jego egoizm i miłość brata skrzywdziły wiele osób, w tym kobiety, które ich kochały. Zniszczyły również ich samych, bowiem żaden z nich nie udźwignął ciężaru konsekwencji. To jak koło, które raz puszczone w ruch, nie może się zatrzymać, miażdżąc wszystko czego się dotknie. Każdy z moich bohaterów, również żeńskich, próbuje żyć dalej, ale niedokończone sprawy sprawiają, że mimo upływu lat, wciąż znajdują się w tym samym miejscu. Kiedy jedno z nich decyduje się przerwać ten zaklęty krąg, przychodzi wreszcie upragniona zmiana i szansa na nowy start, choć i ta decyzja okupiona jest cierpieniem. Uczynienie mężczyzny głównym bohaterem nie było z mojej strony celowym zabiegiem.

2. Co według Pani miłość ma wspólnego z deszczem?

Odpowiedziałam już na podobne pytanie.

3. Jak to się stało, że trafiła Pani do wydawnictwa Prószyński? 

 
Na to pytanie również udzieliłam już odpowiedzi.

Edyta Chmura
1. „Najtrudniejszy pierwszy krok, za nim innych zrobisz sto” – ma się ochotę zaśpiewać, czytając notatkę o Pani. Dominują w niej może i powolne, ale sukcesywne zmiany w życiu, z których z pewnością jest Pani bardzo dumna. Wielu ludzi, pragnących zmian, woli narzekać i siedzieć na kanapie. Co było Pani głównym motywatorem do zrobienia tego „pierwszego kroku”? Co sprawiło, że przestała się Pani obawiać zmian i podążać drogą samozadowolenia?

 
Lubię zmiany. Nie uważam ich za złe, pod warunkiem, że dokonujemy ich z głową. Czasami nasze życie przestaje nam się podobać. Coś nam doskwiera, tylko mamy problem ze sprecyzowaniem tego czegoś. Warto zatrzymać się, przyjrzeć się sobie, spojrzeć za siebie, wyobrazić sobie siebie za kilka lat dokładnie w tym samym miejscu… Ja to zrobiłam i nie podobało mi się to, co zobaczyłam. Zmiana nie musi być drastyczna. Rzecz nie w tym, żeby od razu golić głowę, robić tatuaż na jej czubku, rzucać pracę, wymieniać żonę czy męża na nowszy model, czy fundować sobie wakacje, na które nas nie stać, tylko po to, żeby poczuć odrobinę emocji, kiedy przyjdzie wyciąg z banku z ujemnym saldem. Czasami wystarczy zrobić coś dla siebie i nie musi to być jakaś ogromna rzecz, bo często jest tak, że ta jedna drobna zmiana daje nam siłę, by dokonywać kolejnych. Gorzej, jak zmiana nas dopada znienacka, nawet nie puka do drzwi tylko włazi oknem, staje przed nami i mruga złośliwie okiem. I myśl człowieku co tu począć.
Co mnie zmotywowało do zmian? Ciągłe zmęczenie. Byłam zmęczona pracą, tym, że każdy dzień wygląda dokładnie tak samo. Nie mogłam znaleźć nic dla siebie. Każda aktywność kończyła się wymówką, że przecież ja muszę odpocząć. Dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Jeśli tak ma wyglądać moje życie przez kolejne 20, 30 lat, to ja tak nie chcę. Zaczęłam szukać rozwiązania problemu. Nie oznacza to wcale, że teraz pracuję mniej, czasami mam wrażenie, że wciąż jestem w pracy, ale teraz robię to co lubię i nie czuję jarzma na karku.

2. Podobno pisanie uzależnia. Czy Pani już poddała się w pełni tej pasji i ma pomysł na kolejną powieść :)?

 
Tak, pracuję nad kolejną książką. Chciałam ją skończyć do końca czerwca, ale trochę zaczęła mi się rozbudowywać w stosunku do pierwotnego pomysłu i jak dobrze pójdzie to skończę ją pewnie pod koniec lipca.

3. W książkach prawda miesza się z fikcją i to od autora zależy, co osiągnie przewagę. Nawet jeśli nie opisuje się własnych doświadczeń, wzorem bohatera nie jest ktoś nam znany, to i tak w pewnym stopniu przelewa się na papier swoje przemyślenia, poglądy, obserwacje. Jak dużo siebie przekazuje Pani czytelnikom w swojej powieści?

 
Nie potrafię jeszcze odpowiedzieć na to pytanie. W tej chwili wydaje mi się, że nie przekazuję siebie wcale, ale niewątpliwie skłamałabym, gdybym tak powiedziała. Z pewnością moja podświadomość gdzieś mnie tam wcisnęła, ale z pewnością zauważę to dopiero z perspektywy czasu. Może za rok? Albo jeszcze później? Trudno powiedzieć. Jedna rzecz jest tam na pewno. Mówiłam wcześniej o dwóch wersjach zakończenia, w której jedna zakładała, że prawda wychodzi na jaw, a Ania wszytko wybacza. Odrzuciłam ten zamysł, gdyż osobiście nie wyobrażam sobie tego. Wszystko we mnie aż się zbuntowało na myśl, że ja, jako Ania, miałabym dokonać aktu wybaczenia a potem żyć długo i szczęśliwie. Nie, uznałam, nie mogłabym. Zbyt wiele się wydarzyło, by po prostu zacząć tam, gdzie to się skończyło.
Jeśli jeszcze gdzieś tam jestem, na razie tego nie widzę…


***

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie. Nie spodziewałam się takiego zainteresowania, co mnie bardzo miło zaskoczyło. Starałam się odpowiedzieć  na wszystkie zadane mi pytania. Mam nadzieję, że się nie zanudzicie :)
I choć chętnie w ramach podziękowania za sprawienie mi takiej przyjemności, obdarowałabym wszystkich, niestety, książki są tylko dwie i się nie rozmnożą. Z doświadczenia wiem, że same z siebie to tylko naczynia w zlewie się rozmnażają.
Najciekawsze pytania zadali WojtekQ i Kinga Salomon, za co bardzo im dziękuję.
Życzę Wam wszystkim wszystkiego dobrego, a co by to miało być to sami wiecie najlepiej :)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 

Dziękuję serdecznie Mili Rudnik za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.  

Gratuluje zwycięzcom i pozdrawiam!!!

cyrysia 


ps. dziś wieczorem zapraszam na fan page mojego bloga - klik, będzie można wygrać ''Miłość przychodzi z deszczem''.

26 komentarzy:

  1. Oby autorka napisała jak najwięcej książek!
    Życzę powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe odpowiedzi, mądra kobieta;)
    Strasznie podoba mi się tytuł tej książki;)

    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wywiad :)
    Książkę mam dopiero w planach, może w końcu się skuszę:)
    http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo długości wywiadu, przeczytałam całość. Pani Mila pisze bardzo interesująco. Aż mnie naszła ochota na "Miłość przychodzi z deszczem" *^*

    Pozdrawiam,
    isabelczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. tyyyyle pytań, ale autorka nie zawala terminów, czym znów plusuje. A książka taka dobra! Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka niesamowita, więc miło było mi poznać autorkę od strony prywatnej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję zwycięzcom :)
    Długi interesujący wywiad, super się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Interesujący wywiad. Przyjemnie mi się go czytało. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Serdecznie gratuluję zwycięzcom, a autorce życzę powodzenia w pisaniu kolejnych książek!
    A wywiad (jak zwykle) świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję, że autorka znajdzie w końcu miłość, bo bez niej smutno. Ciekawe pytania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Już samo wytłumaczenie, dlatego taki tytuł zachęca do lektury. Wywiad długi, podziwiam autorkę za wszystkie odpowiedzi. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo długi wywiad, ale ciekawy i inspirujący :). Książkę mam w planach i mam nadzieję że sprosta moim oczekiwaniom.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zawsze ciekawe pytania i odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny wywiad, z przyjemnością przeczytałam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję zwycięzcom :) Fajne te nasze wywiady!

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy i wyczerpujący wywiad. Widzę także, że już wcześniej zainteresowałaś mnie tą publikacją.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawy wywiad :))
    Gratuluję zwycięzcom :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję zwycięzcom :) Ciesze się również z tego, że i na moje pytanie odpowiedziała pani M. Rudnik :).

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawe pytania i odpowiedzi. Miło się czytało. :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękna okładka :) Również marzę o zwiedzeniu Nowej Zelandii. Konkurs co prawda mnie ominął, ale będę wieczorem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciekawy wywiad. Gratulacje dla zwycięzców :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...