"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

wtorek, 21 lipca 2015

Wywiad z Anną Sakowicz

Wybrałam pytania, na które jeszcze nie odpowiadałam w wywiadach. W ostatni piątek odbył się czat ze mną na stronie FB „Książka zamiast kwiatka”, więc starałam się unikać powtórzeń, choć być może nie zawsze mi się to udało.
Za wszystkie pytania serdecznie dziękuję. Dziękuję również Cyrysi, że zechciała poświęcić post mojej osobie.


 

monalisap
1. Czy obecny kot Nutuś (swoją drogą niespotykane imię) jest Pani pierwszym zwierzątkiem domowym? Jakie jeszcze inne miała/ ma Pani?


Nutuś nie jest pierwszym zwierzęciem w moim domu, ale na pewno ostatnim (mam alergię). Wychowywałam się z psami, miałam świnki morskie, chomiki, króliki, papużki i rybki. Trochę tego było. A Nutuś ma nietypowe imię przez przypadek. Kiedy moja córka przyniosła go do domu, była pewna, że to „dziewczynka” i nazwała ją Nutka, bo tak pięknie „śpiewała”. Z czasem okazało się, że to jednak kocur. Stał się więc Nutkiem, a następnie Nutusiem. Imię dopasowało się do kota.

2. Na Pani blogu kuradomowa używa Pani stylu potocznego. A jaki styl stosuje Pani w swoim powieściach, czy był on zmieniany, ulegał transformacjom w trakcie pisania i dlaczego było to konieczne?

 
Na blogu „Kura pazurem” używam stylu potocznego, bo jego formuła jest bardzo swobodna. Nie pasowałby tu żaden inny. Na drugim, recenzenckim, piszę już zupełnie innym stylem, bardziej oficjalnym. W książkach też różnie z tym bywa, ale dominuje styl potoczny, ponieważ obie powieści mają pierwszoosobową narrację, której zadaniem jest uzupełnienie charakterystyki bohaterów.

Wojtek Q
2. Gdyby Pani życie zamieniło się w książkę, jaki byłby jej tytuł i gatunek?

 
Trudne pytanie, bo chyba niemożliwe jest znalezienie takiego gatunku, który pasowałby idealnie. Moje życie to sinusoida. Sporo w nim było dramatów, ale sporo radosnych momentów. Nie wiem też, co przyniesie przyszłość. Nie wiem, czy będzie happy end. Na pewno można by spróbować połączyć tragedię, dobrą obyczajówkę, romans, farsę, komedię. Należałoby pomieszać nie tylko gatunki, ale i rodzaje, bo trudno to ująć w jedną formę. A najprostszy tytuł? „Ja – Anna”.

3. Jaki jest Pani przepis na ciasto ANTYRUTYNOWE, aby żaden dzień nie okazał się zakalcem?

 
Nie mam takiego przepisu, ponieważ przed rutyną nie da się uciec. Nasze życie składa się przecież z rytuałów, czynności powtarzalnych, żmudnych i monotonnych, które niestety często prowadzą do rutyny. Sztuka polega na tym, żeby robić to, co się lubi i od czasu do czasu pokusić się o coś szalonego i zupełnie spontanicznego. Ważne też, żeby do wszystkiego podchodzić z zaangażowaniem. Mnie pewnie przed rutyną częściowo uchroniła przeprowadzka i zmiana pracy, dodała życiu świeżości. Ale nie radzę każdemu robić rewolucji, wystarczy od czasu do czasu zrobić coś innego niż zwykle, zmienić otoczenie (nawet na chwilę), spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy i docenić to, co się ma. Może należy też szukać nowych wyzwań?

monweg
1. Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u wrót Raju?

 
Od razu przypomniał mi się pewien dowcip i z pewnością nie chciałabym usłyszeć u wrót Raju siarczystego przekleństwa wyrażającego zdziwienie, co ja tutaj robię. Może bardziej wskazane byłoby: „Nareszcie!” albo „Pomyłka, wracaj jeszcze na ziemię”.


Gab riela
3. Zapewne nie wszystkim spodobała się Pani twórczość, bo nawet przy najlepszej książce zawsze znajdą się takie osoby, którym ona nie przypadnie do gustu. Jak często spotyka się Pani z negatywnymi opiniami i w jaki sposób je Pani odbiera? Czy dają do myślenia, a może je Pani zbywa?

 
Oczywiście, że jeszcze nie narodził się pisarz, który by spodobał się wszystkim. To po prostu niemożliwe. Krytyka więc się zdarza. Przyznam, że na początku znosiłam ją z trudnością, bo to zawsze boli. Jednak doceniam konstruktywną krytykę i staram się wyciągać wnioski na przyszłość; uczyć się i korzystać z rad mądrzejszych ode mnie ludzi. Nigdy takich opinii nie zbywam, bardzo je przeżywam, ale i rozważam.

Joanna Mikulec
1. Bardzo podoba mi się intrygujący tytuł Pani książki. Czy zanim zaczęła Pani pisać tą powieść, już Pani na niego wpadła, czy dopiero w trakcie pisania?

 
Z tytułem „Szeptów dzieciństwa” nie miałam żadnego problemu. Nawet nie pamiętam, jak na niego wpadłam. Prawdopodobnie pisałam, pisałam i w pewnym momencie zapaliła się jakaś lampka, rozświetlił się na czerwono napis „Szepty dzieciństwa”. Idealnie pasowało mi to do powieści. Baśka – główna bohaterka – ciągle słyszy to, co szepcze do niej dzieciństwo. Nie potrafi się z tym uporać. Dodatkowo znajduje dzienniki nieżyjącej matki, słyszy więc głosy zza grobu, które przypominają jej o bolesnej przeszłości.

Dagmara
1. Jaki nurt w filozofii jest Pani najbliższy? Czy dzięki studiom filozoficznym lepiej rozumie pani świat, czy wręcz przeciwnie? Czy współczesną młodzież można zarazić miłością do filozofii?

 
Myślę, że w każdym nurcie można znaleźć coś interesującego. Z filozofią bywa tak jak z poezją, czasami wszystko zależy od naszego nastroju czy zdobywanych właśnie doświadczeń. Jednak bardzo długo fascynowali mnie egzystencjaliści, choć może się wydawać, że to dość pesymistyczna filozofia.
A jeżeli chodzi o młodych ludzi, to można ich zarazić wszystkim, zależy tylko od podejścia oraz od podatności gruntu, na które „spada” nasze słowo. W swojej karierze nauczyciela miałam jeden bardzo spektakularny przypadek, kiedy udało mi się odkryć w „dwójkowym”, na pozór bardzo przeciętnym uczniu, zacięcie filozoficzne. Zaczęło się bardzo niewinnie od podsunięcia mu „Świata Zofii” i zachęcania do myślenia filozoficznego (bo on je miał, ale nie mieściło się to za bardzo w szkolnych schematach!). Potem były olimpiady przedmiotowe. I nagle okazało się, że filozofia stała się kluczem do sukcesu tego chłopca. Uwierzył w siebie. Dużo czytał. Nie poszedł co prawda na filozofię, ale to właśnie dzięki niej zaczął studiować. Przede wszystkim uwierzył, że może, bo przecież jeżeli potrafił zrozumieć rozprawę filozoficzną, to mógł równie dobrze nauczyć się budowy mostów czy czegoś podobnego. Filozofia to przecież „sophia” – mądrość. Dzięki niej ćwiczy się umysł.

Katarzyna.chomej
3. Czy jest Pani zadowolona ze swojej twórczości, czy może wciąż się pnie w górę, zakładając iż zawsze może być lepiej? ;)

 
Zawsze może być lepiej. Chcę się rozwijać, uczyć na błędach. Zakładam oczywiście postęp i myślę, że jest on dostrzegalny w książkach. A czy jestem zadowolona? Z tym różnie bywa, bo kiedy piszę, cieszę się, jestem pełna entuzjazmu. Potem, w trakcie redakcji, są chwile zwątpienia, bo nie umiem przestać poprawiać. Czasami mam wrażenie, że jestem jak urzędnik z „Dżumy”, chciałabym, żeby było doskonale. Do tego jednak jeszcze mi bardzo daleko. Wierzę, że pisanie, konfrontowanie tego z czytelnikiem przyniesie odpowiednie efekty. Może niekoniecznie wdrapię się na Parnas, ale myślę, że uda mi się tworzyć coraz lepiej.


Sylwia P.
2. Czy zdarzyło się Pani przypalić naleśniki czytając czyjegoś bloga bądź książkę, w trakcje robienia tej czynności? (właśnie to zrobiłam czytając nowy wpis na Pani blogu :)

 
Ba! Oczywiście, że mi się to zdarza. Może nie naleśniki, ale ziemniaki przypalam dość systematycznie. Kiedy czytam (obojętnie, czy blog, czy książkę, czy czasopismo), przenoszę się w inny wymiar, a tam nie ma gara z ziemniakami, więc zapominam. Kilka garnków niestety nie udało się już uratować.


Anonimowy
1. Kiedy Pani przyjedzie do Jaworzna?
 
Ha, ha. Domyślam się, kto jest autorem tego komentarza, więc serdecznie pozdrawiam. Do Jaworzna niestety mam bardzo daleko, a czasu ciągle mało. Kiedy prowadzi się własną działalność, bardzo trudno o urlop, bo dla siebie jest się najokrutniejszym szefem. Ale obiecuję, że w końcu przyjadę do Jaworzna. 


Sylwia Silviana
2. W jaki sposób zareagowała Pani rodzina, gdy dowiedziała się, iż chce Pani stworzyć książkę?

 
Moja rodzina nie była zdziwiona, ponieważ od dziecka powtarzałam, że będę pisać. Chyba trochę sceptycznie też do tego podchodzili, bo ja zawsze znajdowałam wymówki, by jednak nikomu nie pokazywać tego, co właśnie naskrobałam. Wiedzieli więc, że mam pełne szuflady rękopisów, ale nie bardzo ufali, że w końcu wyjmę to na światło dzienne. Myślę jednak, że moim bliscy są ze mnie dumni. Jestem spełnioną kobietą, więc to chyba rodzinę cieszy najbardziej. Widzą, że konsekwentnie realizuję swoje cele i pragnienia. Trzymają więc kciuki i kibicują.

mati Mmm
3. Jakie typu ludzi Pani nie lubi ?


 Ogólnie bardzo lubię ludzi, lubię się z nimi spotykać, lubię ich obserwować, słuchać. Istnieją jednak typy, które staram się omijać wielkim łukiem. Nie znoszę ludzi toksycznych, ciągle narzekających albo pełnych jadu, którym plują na wszystko wokół. Drażni mnie cynizm i krytykanctwo. Nie lubię mentorstwa i traktowania innych z góry, zarozumialstwa, ale i ciągłego ubolewania nad swym losem. Boję się fanatyków i ludzi bezwzględnych. I chyba dojrzałam do tego, by właśnie takie typy omijać wielkim łukiem. Ostatnio dyskutowałyśmy na ten temat z koleżanką i doszłyśmy do wniosku, że życie jest zbyt krótkie, by marnować je na takich właśnie ludzi. Należy się otaczać empatycznymi, szlachetnymi i przyjaźnie nastawionymi postaciami, korzystać z ich mądrości, pozytywnego myślenia i wrażliwości na świat.

Goosiq
1. Skąd u Pani taka energia i wyjątkowe pomysły na ciekawy sposób opisywania codziennej "szarej" rzeczywistości?


Nie mam pojęcia, skąd to mi się bierze. Być może wynika z zamiłowania do absurdu i groteski. Lubię je wokół siebie wyłapywać. I zamiast moralizować na jakiś temat, lepiej to wyśmiać czy wyolbrzymić. Śmieję się, że moje kręcone włosy, to wynik mocno pozwijanych zwojów mózgowych. Mam podejrzenie, że właśnie w ich zakamarkach siedzą te pomysły, czekają tylko na odpowiedni moment, by się ujawnić.

Edyta Chmura
2. Gdy została Pani kurą domową, jakiej czynności najbardziej Pani nie znosiła robić? (u mnie wygrywa mycie łazienki ;))

 
Kiedy przeprowadziłam się i zwolniłam z pracy, poczułam się faktycznie jak kura domowa. Wykonywałam więc wszystkie czynności porządkowe, kulinarne itp. W pewnym momencie doszło do absurdu, bo szczoteczką do zębów czyściłam spoinę w terakocie. I to był chyba moment, kiedy pacnęłam się w łepetynę i powiedziałam dość. Ze wszystkich prac domowych najbardziej nie cierpię prasowania, mycia łazienki i szorowania spoin w terakocie (zrobiłam to chyba tylko raz i nigdy więcej!).


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Annie Sakowicz za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.  


Nagrodę w postaci książki ''Szepty dzieciństwa'' otrzymuje: 
Dagmara  

Gratuluje zwyciężczyni!!!

Ci, którzy chcą ponownie zawalczyć o ''Szepty dzieciństwa'' zapraszam na mój fan page, gdzie do wygrania jest ww. książka: klik

Pozdrawiam,

    cyrysia

20 komentarzy:

  1. Świetny wywiad:) Bycie kurą domową może doprowadzić każdego do obłędu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na zwierzaki można się odczulić. Dom bez nich jest bardzo pusty :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie odczulam się na kurz. :) Ale to prawda, nie wyobrażam sobie domu bez zwierzaka.

      Usuń
  3. Nie czytałam jeszcze nic tej pisarki, ale wywiad przeczytałam z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tak ogromną ochotę na tę książkę, że to aż boli ;) a mój portfel każe mi czekać do wypłaty :) swoją drogą, nie lubię tych samych typów ludzi co pani ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już książkę mam, a zwycięzcy gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dagmarze serdecznie gratuluję! I oczywiście życzę miłe lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju, mycie szczoteczką spoin w terakocie to nowy poziom bycia kurą domową :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny wywiad :) Ha, byłam pierwsza z pytaniem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przesympatyczne kobieta! :) Strasznie fajnie czytało się ten wywiad :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję zwyciężczyni :) A z tym co by Pani chciała usłyszeć u bram Boga dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Widać, że Pani Anna Sakowicz jest kobietą bardzo wyluzowaną :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo, bardzo dziękuję, cieszę się ogromnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odezwij się do mnie na maila, bo nie wiem, pod jaki adres do Ciebie napisać.

      Usuń
  14. Jestem już po lekturze "Szeptów dzieciństwa" nie rozczarowałam się. Niebawem opublikuję recenzję, a wywiad ciekawy. Dużo się dowiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny wywiad! Anna Sakowicz to wspaniała kobieta. Cieszę się że mam "Szepty dzieciństwa" i niebawem będę mogła zabrać się za czytanie :). Mam nadzieję że książka dostarczy mi wielu emocji.

    OdpowiedzUsuń
  16. Będę musiała rozejrzeć się za "Szeptami dzieciństwa" :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajna ta historia z imieniem kota :)
    Gratuluję zwyciężczyni!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawy wywiad. Przyznam szczerze, że nie znam niczego tej autorki. Będę musiała to nadrobić! ;)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...