środa, 9 stycznia 2019

''Love Line II'' Nina Reichter # PATRONAT MEDIALNY

LOVE Line II
Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
Seria: LOVE Line #2
Data wydania: 25.10.2017
Liczba stron: 350
Ocena: 8+/10

  Bethany McCallum chciałaby, aby jej życie znowu stało się normalne. ale czy to możliwe, skoro jej ukochany, Matthem Hansen, za kilka miesięcy bierze ślub z córką magnata medialnego, były mąż chce powrotu, a w dodatku nowa praca w "Newsweeku" zaczyna się od szantażu, za którego sprawą Bethany i Matt są zmuszeni współpracować ściślej niż kiedykolwiek wcześniej?
  
  Czy zawodowa relacja będzie funkcjonować, skoro oboje zdają sobie sprawę z napięcia, jakie pojawia się między nimi? I czy profesjonalizm wystarczy, aby zachowali dystans?
  
  Gdy tajemnice z przeszłości wyjdą na jaw, może się okazać, że stare grzechy mają długie cienie. Czy za ich sprawą miłość... zyska niespodziewanego sojusznika? [opis wydawcy]

  Nina Reichter urodziła się w Polsce. Z wykształcenia jest prawniczką. Razem z mężem mieszka za granicą. Prywatnie jest fanką kuchni fusion, wielbicielką kotów rasy Devon Rex i – jak mówi - „team playerem”. Pytana o motto życiowe, wymienia jedno: „Nie być roszczeniową”. Na pytanie, czy kocha pisać odpowiada: „Nie wiem nawet, czy to lubię. Na pewno jednak lubię, gdy jest już napisane.” W 2012 roku wydała swoją debiutancką powieść pt. „Ostatnia spowiedź”, będącą pierwszym tomem trylogii, który podbił serca nie tylko nastolatek, ale i dorosłych czytelniczek, co zapewniło jej miejsce w gronie popularnych autorek literatury kobiecej.

  Nie ukrywam, że ''Love Line'' - pierwsza część nowej serii Niny Reichter nie wzbudziła we mnie aż takiego zachwytu, jak jej poprzednie publikacje. Czegoś mi brakowało, jakiegoś szaleństwa, większych dramatów i mocniejszych emocji. Stopniowo jednak zaczęłam przyzwyczajać się do dojrzalszej, bardziej stonowanej odsłony autorki, podziwiając jej subtelność, wrażliwość oraz refleksyjność ubraną w poetycką nutę. Dlatego kiedy ukazał się drugi tom, ochoczo zabrałam się do czytania, zwłaszcza, że zakończenie pierwszej części pozostawiło po sobie wiele pytań i i niewyjaśnionych kwestii. I cieszę się niezmiernie z podjętej decyzji, bowiem w moim odczuciu niniejsza kontynuacja jest o niebo lepsza od swojej poprzedniczki. Właściwie od samego początku wczułam się w tą historię i nie mogłam się od niej oderwać, aż do samego końca. 

  Nie od dziś wiadomo, że życie lubi płatać figle i pisać własne scenariusze. Boleśnie przekonała się o tym Bethany, której wydawało się, że wreszcie wszystko zmierza ku dobremu. Niestety w wyniku splotu różnych okoliczności wybranek  jej serca decyduje się ożenić z Bree Watson – dziedziczką magnackiej fortuny. Na domiar złego były mąż pragnie za wszelką cenę odbudować łączącą ich niegdyś więź. Pewne komplikacje pojawiają się również w pracy zawodowej. Za sprawą perfidnej intrygi kobieta zmuszona jest ściśle współpracować z Mattem. Jakie jeszcze czekają ją niespodzianki? Czy zazna w końcu upragnionego spokoju i poczucia stabilizacji? A może nigdy nie uda jej się przerwać złej passy? Pewna jest tylko niepewność. 

 Ta książka jest niczym znakomita orkiestra symfoniczna pod batutą najznakomitszego dyrygenta. Autorka z niewymuszonym wdziękiem raczy nas doskonałą, niebanalną melodią o rozstaniu, tęsknocie, miłości, rodzinie, manipulacji, kłamstwach, niedomówieniach, odpowiedzialności, moralnych dylematach i niespodziewanych kolejach losu. Tym samym błyskotliwie uświadamia, że nie zawsze mamy wpływ na to, co nam się przydarza. Mimo to warto iść na przód i nie tracić nadziei. Bo kto ma odwagę do marzeń, ten ma siłę do walki. Krótko mówiąc, to kawał wartościowej prozy, z której każdy może wyłuskać coś dla siebie. 

  Powieść ta nie byłaby tak dobra, gdyby nie główni bohaterowie. To ludzie z krwi i kości, a nie żadne papierowe marionetki. Jak każdy z nas mają swoje gorsze czy lepsze dni, popełniają błędy, ulegają namiętnościom oraz porywom własnych instynktów, żądz, fantazji i wizji. Dzięki temu  łatwiej w nich odnaleźć cząstkę siebie. Szczególną sympatią zapałałam do Matta, ponieważ wbrew temu, co tak naprawdę czuł do Bethany – starał się być lojalny wobec swojej narzeczonej. Nie każdego byłoby stać na taką powściągliwość i dystans. Również Beth stała mi się bliska i bardzo jej współczułam, że znalazła się w tak nieciekawym położeniu. Jednocześnie  podziwiałam jej opanowanie i racjonalne podejście do własnych emocji. Wspomnę jeszcze o Bree, której zachowanie wywołuje lawinę kontrowersji. Ja rozumiem, że według hiszpańskiego przysłowia: na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone, ale istnieją pewne granice, których nikt nie powinien łamać, co też w tym przypadku zostało uczynione. Generalnie wszystkie postacie wzajemnie się uzupełniają i każda z nich wnosi coś istotnego do rozwoju wydarzeń. 

  Na uznanie zasługuje również naturalnie i delikatnie poprowadzony wątek miłosny otoczony starannie zaplanowanym spiskiem. Związek Bethany i Matta należy już do przeszłości. Niemniej jednak nie potrafią o sobie zapomnieć. A jakby tego było mało zmuszeni są do wspólnego przebywania w swoim towarzystwie na gruncie zawodowym. Czy uda im się powstrzymać na wodzy swoje prawdziwe uczucia? A może namiętność weźmie górę nad zdrowym rozsądkiem? Pisarka serwuje nam gorzko-słodki rollercoaster, który wiezie nas przez różne stany – od bezradności i smutku, poprzez złość i niedowierzanie, aż po  tlącą się iskierkę wiary w lepsze jutro.  A wszystko to zaprezentowane ze smakiem i ze sporą dawką wyczucia. W efekcie otrzymujemy zapierające dech w piersiach starcie dobra ze złem.

  Całość napisana jest kunsztownym, wyszukanym językiem przyprawionym nutką elegancji i wyrafinowania. Trzecioosobowa narracja często "przeskakuje" między parą głównych postaci, co pozwala lepiej poznać ich obawy, opinie i motywacje. Dużym plusem są też plastyczne i pobudzające wyobraźnię opisy oraz odpowiednie tempo akcji i stopniowanie napięcia. Znikło wcześniejsze filozoficzne wodolejstwo na rzecz konkretnych wydarzeń, które bezlitośnie odsłaniają całą ludzka obłudę, egoizm, strach, niemoc i własne ograniczenia. Wszystko współgra ze sobą idealnie bez pompatycznych, efekciarskich zabiegów. Mały minusik daję jedynie za nazbyt sentymentalne zakończenie w iście hollywoodzkim stylu. Generalnie można powiedzieć, że książka trzyma równy, wysoki poziom i zaostrza apetyt na kolejne dzieła autorki.

  Podsumowując: ''Love Line II''  to przejmująca opowieść o zmaganiu się z przeciwnościami losu, z ludzką podłością  i nieuczciwością, jak również piękny obraz odwagi,  by - wbrew  wszystkim i wszystkiemu - podążać własną drogą i pozostać wiernym sobie. Historia ta dowodzi, jak wielką siłą jest miłość. Zdolna jest nie tylko do do największych poświęceń i kompromisów, ale potrafi także  przetrwać największe sztormy i szczęśliwie dopłynąć do portu. Chcecie się o tym przekonać? Zapraszam wszystkich zainteresowanych. Naprawdę warto!

13 komentarzy:

  1. Pierwsza część Bardzo mi się podobała, więc po tę, również na pewno sięgnę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta elegancja i wyrafinowanie w stylu autorki bardzo mnie kuszą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam pierwszej części, ale może się skuszę.
    ~Pola

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję patronatu ! Widzę, że ze stajni Novae Res :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę w końcu przeczytać coś Reichter, bo zaległości mam olbrzymie.
    Gratuluję patronatu! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam od dawna ochotę na I część i jakoś nie mogę się za nią zabrać. Fajnie, że w kolejnej części bohaterowie są realni, to mnie zawsze przekonuje do książek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dwie czesci skradly moje serce. Dla mnie rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dawno temu czytałam jedną książkę tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam pierwszej części, ale seria mnie kusi :)
    Gratuluję patronatu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę w końcu sięgnąć po tę serię, bo bardzo mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba w końcu muszę zabrać się za książki tej autorki, a twoja recenzja bardzo mnie zachęciła:) ~Eli z https://czytamytu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Po takiej recenzji tomu drugiego, muszę koniecznie sięgnąć po pierwszy!

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...