wtorek, 20 maja 2014

Wywiad z Karoliną Pastuszak

Mała Pisareczka
1. Co rozumie Pani jako szczęście?


Szczęście to dla mnie życie w zgodzie ze sobą i z innymi. To codzienne drobne przyjemności i chwile spędzone w gronie najbliższych. Zawsze staram się pamiętać o tym, że mogę przeżyć każdy dzień tylko raz i więcej on nie powróci. Nauczyłam się nie rozdrabniać i nie płakać nad rozlanym mlekiem. Cieszę się każdą chwilą i staram się nie wybiegać w przyszłość. Przecież żyję tu i teraz, a nie za tydzień lub miesiąc.

2. Psy to najlepsi przyjaciele człowieka - zgodzi się z tym Pani i dlaczego?

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ludzie są zawodni, psy nigdy. Dorosły pies nigdy nie przekroczy umysłowo progu trzyletniego dziecka, dzięki temu może być niezwykle empatyczny i czuły. One rozumieją nas bez słów, są jak radary odbierające nasze emocje. Problemy komunikacyjne są winą ludzi, którzy nie potrafią porozumiewać się ze zwierzęciem w sposób dla niego zrozumiały. Mój Amigo od samego początku otoczony był troską i miłością i każdego dnia odpłaca mi się dokładnie tym samym.

nieidentyczna
1. Przeczytałam, że uwielbia Pani podróże. A czy stanowią one inspirację dla Pani twórczości?


Zdecydowanie tak! Podróże inspirują mnie do tego stopnia, że podczas wyjazdów zawsze towarzyszy mi notatnik, do którego  na bieżąco wpisuję wszystkie złote myśli, próbuję przelewać atmosferę miejsc, uchwycić magię chwili. Miejsca opisywane przeze mnie w „Ups…” to miejsca, które znam i które zrobiły na mnie wrażenie.

2. Może mogłaby Pani udzielić kilku rad młodym i równie ambitnym początkującym pisarzom? Czym się kierować, jak pisać etc.?

Nie czuję się autorytetem, który mógłby udzielać rad w tej dziedzinie. Każdy powinien kierować się sercem, bo jeśli jego zabraknie w powieści, czytelnicy to odczują. Ale najważniejsze to pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Nie można się poddawać, nawet jak są chwile słabości i należy wierzyć we własne możliwości, bo są nieograniczone.

3. Proszę dokończyć zdanie: "Dobry pisarz to..."

Dobry pisarz to artysta, który potrafi przelać swoją pasję na papier i zarazić nią czytelników. To ktoś, kto potrafi skłonić nas do refleksji, kto będzie od nas wymagał odblokowania uczuć i przyjrzenia się szerszej perspektywie.

Doomisia♥
1. Skąd wzięła Pani pomysł na tak niebanalny tytuł książki "Ups...No to wpadłam"?


Ten tytuł wymyśliłam spontanicznie. Okazało się, że doskonale pasuje do przygód Marisy i wszystkim następnym propozycjom czegoś brakowało.

2. Widzę, że lubi Pani podróżować. Co w tym podróżowaniu jest takiego, że -tak jak przeczytałam- najchętniej wracałaby Pani do domu, tylko po to aby przepakować walizkę?

Nie znoszę monotonii, uwielbiam nowe wyzwania i przygody. Lubię poznawać nowe kultury, wsłuchiwać się w brzmienie obcych języków, rozmawiać z obcokrajowcami. Czuję się obywatelką Świata i chciałabym móc go jak najlepiej poznać.

barwinka
1. Bohaterki Pani książek pracują w wydawnictwach. Czy inspirowała się Pani swoimi doświadczeniami, pisząc o ich pracy?


W pewnym stopniu wzorowałam się na moich doświadczeniach, ale nie trzymałam się ich kurczowo. Podczas gdy moje bohaterki początkowo parzyły kawę i zajmowały się kserowaniem dokumentów, ja byłam redaktorem działu. Niemniej jednak moje doświadczenie redakcyjne pomogło mi oddać klimat pracy dziennikarza oraz edytora.

2. Czy myśli Pani o kolejnej książce? Jeśli tak, to może uchyli Pani rąbka tajemnicy i zdradzi zarys fabuły.

Na tym etapie mogę jedynie zdradzić, że ukaże się ona jesienią i będzie w niej jeszcze więcej akcji. Pojawi się również burzliwa, trudna miłość, która nigdy nie powinna się zrodzić.

Burlesque
1. Udając się w podróż - co ZAWSZE znajduje się w Pani walizce? Bez czego nie potrafi Pani podróżować?


Najczęściej podróżuję z bagażem podręcznym, a w nim nie może zabraknąć notatnika, pióra oraz czytnika e-booków.

mojedamskiemysli
1. Co ma Pani zawsze w swojej torebce ?


Bałagan :) Oprócz tego kilka opakowań chusteczek higienicznych, które nieustannie wszędzie mi towarzyszą w związku z alergią. Nie rozstaję się również z czytnikiem, w którym zawsze czeka na mnie kilka nowości.

2. Co Pani sądzi o czytających w tramwajach i autobusach ?

Robi mi się ciepło na sercu kiedy widzę ludzi zaczytanych w książce, nieobecnych, przenoszących się w inny świat. Zastanawiam się często gdzie właśnie są i co czują. Czasami staram się odgadnąć to po minie lub tytule.

3. Najdziwniejsza historia w Pani życiu (o ile taka się Pani zdarzyła).

Niedługo po tym jak poznałam mojego męża okazało się, że ukończyliśmy tą samą podstawówkę i liceum. Co więcej chodził on do klasy z moją przyjaciółką. Poznaliśmy się jednak dopiero po studiach. To dziwne, że mijając się na korytarzach przez tyle lat nigdy nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Widać przeznaczenie pchało nas ku sobie i w końcu się udało :)

makomt
1."Ups... No to wpadłam!" - wyobrażam sobie, że takie słowa mogą przyjść do głowy niejednemu człowiekowi, ale także zwierzakowi. Czy Pani labrador miał jakąś przygodę, która mogłaby zostać spuentowana takim właśnie stwierdzeniem?


Amigo przeżywa bez przerwy mniejsze lub większe przygody. Jednak mina wyrażająca „Ups…” kojarzy mi się najbardziej ze wskakiwaniem na kanapę. Nie wolno mu tego robić, a jednak czasami próbuje niepostrzeżenie wślizgnąć się na nią. Dopóki go ignoruję wygląda jakby myślał: „Udało się? Może mnie nie zauważy?”. Kiedy pytam go gdzie się wgramolił, robi się zmieszany i jestem pewna, że gdyby umiał mówić powiedziałby: „Ups… No to wpadłem!”.

2. Skąd pomysł na osadzenie akcji w Katalonii oraz wykreowanie bohaterów niebędących Polakami?

Podróże stanowią bardzo istotny element mojego życia. Często wracam do Hiszpanii i podczas pobytu w Barcelonie zrobiła ona na mnie na tyle duże wrażenie, że postanowiłam właśnie w tym mieście umiejscowić akcję książki. Hiszpania częściej będzie się pojawiać w moich powieściach, ponieważ darzę ten kraj wyjątkowym sentymentem. Nie tylko mówię po hiszpańsku, ale jestem wielką fanką hiszpańskiego kina, muzyki i jedzenia.

Zjadam Skarpety
1. Jest Pani entuzjastką podróży - w jakie miejsca udało się już odwiedzić? Czy po wojażach zawsze były tylko pozytywne wrażenia, czy może są miejsca, w które drugi raz Pani by nie wróciła? Którą z podróży najlepiej Pani wspomina?


Odwiedziłam tyle miejsc, że ciężko jest mi wszystkie wymienić. W Europie największe wrażenie zrobiły na mnie Rzym i Wiedeń – z niewiarygodną wręcz ilością przepięknych zabytków. Natomiast z dalszych podróży na myśl przychodzi mi Nowy Jork z połyskującymi drapaczami chmur i falującymi na wietrze flagami. To co cenię w USA, to bezwzględny patriotyzm odczuwalny na każdym kroku. Najmniejsze wrażenie zrobił na mnie chyba Budapeszt. Dosyć blado wypadł w porównaniu z innymi europejskimi stolicami.

2. Jeszcze pytanie w związku z tematem podróży: wiele osób wydaje obecnie książki na temat miejsc, które zwiedziły, opisują w nich swoje przygody, zabawne sytuacje oraz zdarzenia, które naprawdę napędziły strach. Czy i Pani chodziło kiedyś po głowie, by coś w tym rodzaju napisać?

Taka książka może znaleźć uznanie, jeśli napisana jest przed podróżnika z krwi i kości. Ja wolę tworzyć fikcyjną fabułę uzupełnioną moimi przeżyciami.

3. Praca redaktorki to niełatwy kawałek chleba, wymaga kreatywności i pomysłowości, więc może być dobrą zabawą, ale gdy brakuje weny, może być udręką. Czy w Pani przypadku realizuje się Pani w pracy marzeń? A może chciałaby Pani to wszystko rzucić i zająć się czymś innym?

Do tej pory nie dopadł mnie brak weny. Uwielbiam pracę ze słowem w każdym aspekcie.

kwiatusia
1. Czy po wydaniu powieści "Meksykańska miłość" Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia autorką?


W moim odczuciu nic się nie zmieniło. Dla mnie pisanie książek to pasja. Początkowo miałam pisać do szuflady, ale koleżanka i mąż namówili mnie żebym rozesłała swoją propozycję do wydawców. I udało się. Kiedy mówię komuś, że wydałam dwie książki jest zaskoczony i zaciekawiony równocześnie. Często słyszę, że to coś niezwykłego i wtedy się zastanawiam czy tak rzeczywiście jest. Jak śpiewał Jerzy Stuhr „Śpiewać każdy może…”, czy z pisaniem nie jest tak samo?

2. Czy jest na świecie takie miejsce do którego by się Pani przeniosła bez zastanowienia (na przykład, gdyby wygrała Pani w lotto) ;), a może znalazła Pani już swój azyl, swoje zacisze do którego uwielbia Pani wracać po dalekich podróżach i nie wyobraża sobie Pani żadnej przeprowadzki?

Już odnalazłam swoje miejsca na świecie, zapuściłam korzenie, jestem szczęśliwa. Natomiast gdybym wygrała w lotto zwiedziłabym cały świat. Po co kupować dom na Malediwach, skoro co miesiąc można się przenosić w inne, cudowne miejsce?

3. „Wonderful world”, czy jednak ”Dziwny jest ten świat”? :)

I jedno i drugie. Świat jest cudowny, przekonuję się o tym codziennie. Trzeba tylko uważnie patrzeć i pozwolić sobie na odczuwanie. Mam wrażenie, że żyjemy za szybko, wiele rzeczy nam umyka w tym ciągłym biegu. Cały czas uczę się zatrzymywać i czuć. Patrzeć i widzieć to też dwie różne rzeczy.

mam namyszy
1. Ciekawość, według pani, to pierwszy stopnień do piekła czy jednak drogowskaz, który pozwala nam poznawać świat? Jak dużo można przez ciekawość stracić, a ile zyskać? Jak pani doświadcza ciekawości na własnej skórze?


Ciekawość napędza świat, to dzięki niej możliwy jest wszelki postęp. Dopóki nie narusza ona zasad bezpieczeństwa czy prywatności innych osób, nie widzę w niej nic złego. U mnie ciekawość objawia się głównie podczas planowania podróży i później na miejscu. Również pisząc książkę staram się zawrzeć w niej możliwie dużo ciekawostek, robię obszerny research.

2. Kupiła pani najnowszą książkę autora X. Zaczyna pani ją czytać, ale przypadkowo zauważa, że ostatnia strona jest inna od wszystkich poprzednich. Wygląda na to, że jest ona swego rodzaju kopertą z czymś w środku. Jak by się pani zachowała w tej sytuacji? Co może się tam kryć?

Nie mam pojęcia co mogłaby kryć koperta, jednak poczekałabym z jej otwarciem do samego końca. Nigdy nie czytam najpierw zakończenia, bo to psuje całą zabawę.

3. Pewnie ma pani w sercu termometr uczuć, który reaguje na wszystko i nigdy nie spada poniżej zera. Kiedy wskazuje on 40 stopni Celsjusza?

Kiedy spędzam czas z bliskimi mi osobami oraz podczas pisania. Jeśli nie czuję motylków w brzuchu, nie napiszę ani jednego zdania. Wolę chwilę na nie poczekać, niż pisać coś, czego nie czuję.

iza.81
1. Czy nie myślała pani, aby fabułę "Ups... No to wpadłam!" umieścić na rodzimym gruncie?


Nie i cieszę się, że pojawiło się to pytanie. To, że jestem polską autorką nie szufladkuje mnie i nie obliguje do umieszczania akcji w Polsce. Jak pisałam wcześniej podróże są dla mnie niezwykle istotne, fascynują mnie i są moją inspiracją. Nie mogę sobie narzucić, że akcja tym razem będzie się rozgrywała w Warszawie czy Wrocławiu. Pomiędzy miejscem, które opisuję i mną konieczna jest chemia. Nie twierdzę jednak, że nigdy nie napiszę książki, której akcja rozgrywa się w Polsce.

2. "Ups... No to wpadłam!" to taka mieszanka filmów: "Szklana pułapka", "Ojciec chrzestny", "James Bond Agent 007" i "Gotowe na wszystko". Czy pisząc tę powieść wzorowała się pani na tych filmach?

Nie, nigdy nie wzoruję się na dziełach, które już powstały. Staram się stworzyć zupełnie nową, nieopowiedzianą wcześniej historię widzianą moimi oczami.

3. Uwielbia pani podróżować. Zatem czy ma pani takie wymarzone wyobrażenie miejsca (istniejące lub nie), które chciałaby zwiedzić?

Obecnie są to Hawaje i Kalifornia. Ciągnie mnie również do Tajlandii.

joanna.stoczko
1. Na czyim zdaniu zależy Pani najbardziej, jeśli chodzi o Pani książki? Na zdaniu czytelników czy raczej na Pani własnym? Dlaczego?


Oczywiście na pierwszym miejscu są czytelnicy oraz wydawca. Waga mojego zdania kończy się w momencie, kiedy oddaję maszynopis. Najważniejsze jest to, co z moją książką dzieje się później. Mam w sobie ogromnie dużo pokory, na bieżąco wyciągam wnioski i staram się uczyć. Jeśli spotykam się z konstruktywną krytyką nie obrażam się, tylko traktują ją jako lekcję.

3. Może z książkami jest jak z kremami? Do jakieś grupy zaliczyłaby Pani "Ups... No to wpadłam!''? Do kategorii +20 czy +35? Pani książka jest przeznaczona zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn?

Nie sądzę żeby „Ups…” mogło wciągnąć męską część czytelników. To jest mimo wszystko romans. Pisząc książkę nie skupiam się na dotarciu do konkretnej grupy wiekowej, jednak okazuje się, że moje powieści są dosyć uniwersalne i zyskują uznanie kobiet w różnym wieku.

monweg
1. Proszę sobie wyobrazić, że znalazła się Pani na bezludnej wyspie. Jaką książkę chciałaby Pani mieć ze sobą i dlaczego akurat tę?


Z pewnością postawiłabym na „Szkołę przetrwania” Beara Gryllsa. Nigdy nie chciałabym znaleźć się na takiej wyspie, czułabym się zagubiona i bezbronna.

2. "Ups...No to wpadłam" to - jak czytałam - całkiem niezła książka o bardzo ciekawej tematyce (mam nadzieję, że niedługo przeczytam). Skąd pomysł na taką właśnie książkę i czy kolejne będą utrzymane w tej samej konwencji?

Pomysł zaczerpnęłam ze snu. Przyśniło mi się, że jestem na eleganckim przyjęciu i arogancki przystojniak oprowadza mnie po pięknej posiadłości. Zostawia mnie na moment w bibliotece, z której przez okno widzę egzekucję. Dokonujący jej zbir niespodziewanie spogląda w okno na piętrze i widzi mnie. Nasze spojrzenia spotykają się, czuję przyspieszone bicie serca i wiem, że wpadłam w tarapaty. Obudziłam się i szybko zapisałam pomysł. Resztę musiałam wymyślić.
Jeśli chodzi o kolejne książki, to staram się łączyć akcję z wątkiem miłosnym. Czy może być bardziej pociągające zestawienie jak niebezpieczeństwo i romans?

Sylwka S.

2. Z czym kojarzy się dla Pani dom rodzinny?

Z ogromną dawką śmiechu. Moja mama jest niezwykle pogodną i wesołą osobą, zawsze zaraża wszystkich dobrym humorem. Wydaje mi się, że przejęłam od niej tą cechę i mój dom często rozbrzmiewa śmiechem.

3. Jakie jest Pani najlepsze lub najśmieszniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Mam całe mnóstwo takich wspomnień. Uważam, że miałam wyjątkowo szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo. Jeśli jednak mam przytoczyć jedno wspomnienie, na myśl przychodzi mi pisanie pierwszej powieści. Miałam wtedy mniej więcej czternaście lat i razem z przyjaciółką postanowiłyśmy napisać romans, którego akcja umiejscowiona była w Starożytnym Egipcie. Napisanie pięćdziesięciu kilku stron zajęło nam ponad miesiąc, później przez kilka dni przepisywałyśmy notatki odręczne na maszynie do pisania i dumnie przedstawiłyśmy swoje dzieło sąsiadce - nauczycielce języka polskiego. Potraktowała nas pobłażliwie nie chcąc ugasić naszego entuzjazmu, jednak czytając tę powieść po latach zaśmiewałam się do łez. Co prawda napisana jest patetycznym tonem pełnych „ochów” i „achów”, ale mimo wszystko znalazła miejsce na mojej półce obok „Meksykańskiej miłości” oraz „Ups… No to wpadłam!”.

martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Kapryśna. Zdarza się, że kiedy mam czas i chcę pracować nad powieścią odmawia posłuszeństwa. Po chwili jednak wraca przepełniona nowymi pomysłami i zabiera mi stanowczo więcej czasu, niż w danym momencie posiadam.

2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Życiem. Spróbujmy bez słów opisać co czujemy lub czego oczekujemy. Nie da się. Jest z jednej strony narzędziem komunikacji, z drugiej kluczem do zrozumienia świata i innych ludzi.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Od małego bardzo dużo czytałam. Początkowo były to przynoszone przez moją mamę książeczki Disneya, które stopniowo zastępowały coraz grubsze tomy. To mama zaraziła mnie miłością do czytania i chyba dzięki temu wyrobiłam sobie warsztat. Nie wyobrażam sobie pisarza, który nie lubi czytać. To się zwyczajnie nie może udać. Język polski zawsze był moim ulubionym przedmiotem, zawsze byłam w nim bardzo dobra. W liceum miałam wspaniałą nauczycielkę, bardzo wymagającą, pełną pasji. Wtedy zaczęłam pisać wiersze, a ona je sprawdzała, rozmawiała ze mną o nich i dawała mi wskazówki. Pamiętam zabawną sytuację, kiedy ta sama polonistka pytała wszystkich uczniów, kim chcą zostać w przyszłości. Kiedy przyszła moja kolej dumnie odpowiedziałam, że chcę iść w jej ślady i pójdę na polonistykę. Zapytała mnie wtedy: „Chcesz zostać nauczycielką?”. Ja na to wypaliłam: „W najgorszym wypadku”. Cała klasa wybuchła śmiechem, nauczycielka również. Fakt jest jednak taki, że odegrała ona ważną rolę w moim życiu.

Inna Niezwykła
1.Uwielbia Pani podróże więc czy ma Pani jakieś miejsce do którego z wielką chęcią wraca i nigdy się tam Pani nie nudzi ?


Staram się nie jeździć dwa razy w to samo miejsce. Świat jest ogromny i stoi otworem. Wolę poznawać nowe miejsca, zawsze się przy tym czegoś ucząc.

2. Ma Pani coś co pomaga Pani pisać ? Nie wiem może jakąś szczególną piosenkę albo film z którego może pani czerpać nieustannie inspirację ?

Muzyka bardzo mnie inspiruje. Zawsze tworzę sobie playlistę, które towarzyszy mi podczas pisania konkretnej powieści. W ten sposób wprowadzam się w nastrój, staram się wcielić w rolę mojej bohaterki i poczuć to co ona. Staram się aby moje bohaterki były wiarygodne, często ich decyzje są moimi decyzjami, a ich reakcje moimi reakcjami.

monalisap
1. Jak wygląda Pani typowy dzień pracy?


Nie mam typowego dnia pracy. Kreatywność wyklucza takie pojęcie. Nie pracuję za biurkiem, w związku z czym każdy dzień jest kompletnie inny od poprzedniego.

2. Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym, co piszą czytelnicy o Pani książkach?

Najbardziej zaskoczyło mnie, że oczekują osadzenia akcji w polskich realiach. Jest bardzo wielu polskich autorów, którzy piszą o otaczającej nas rzeczywistości. Ja piszę o zagranicznych przygodach, staram się przenieść czytelnika w zupełnie inny świat, oderwać go od tego, co już zna i pobudzić jego wyobraźnię.

Anastazja
1. Witam serdecznie. Wiadomo, pisanie jest najlepszą formą spędzania czasu. A Pani od zawsze chciała napisać powieść, czy to przyszło nagle typu "o a może napiszę książkę, będzie fajnie"?


Napisanie książki przyszło spontanicznie. Podobnie jak „Ups…”, również „Meksykańska miłość”, którą zadebiutowałam, oparta jest na śnie. Sen był tak naładowany emocjami, że nie mogłam o nim zapomnieć, koniecznie musiałam przelać go na papier. Po napisaniu kilku stron doszłam do wniosku, że nie dam rady. Po paru dniach wróciłam jednak do pisania i robiłam to w tajemnicy. Bałam się krytyki. Nie chciałam usłyszeć, że tracę czas, że i tak nikt tego nie wyda. Później przyznałam się koleżance, która zaczęła na bieżąco czytać rozdziały i dopingowała mnie do dalszego pisania. Następnie dowiedział się mój mąż i on również zaczął mnie wspierać. Wśród moich bliskich nie spotkałam się z ani jedną negatywną reakcją. Rodzicom przyznałam się na krótko przed premierą pierwszej powieści. Osłupieli, myśleli, że żartuję. Teraz mam w nich najwierniejszych czytelników.

3. Pisanie, czytanie, tworzenie.. Nocą czy nad ranem?

Nocą i wcześnie rano. W ciągu dnia za dużo spraw mnie rozprasza, ciągle jest coś do zrobienia, obowiązki się nie kończą. Wieczorem mam czas żeby się wyciszyć i wtedy najłatwiej jest mi zebrać myśli. Wcześnie rano lubię ponownie czytać to, co napisałam i świeżym okiem nanosić poprawki.

Aleksandra X
2. Kto jako pierwszy przeczytał Pani debiutancką książkę i jaką wyraził opinię?

Jak już pisałam wcześniej była to koleżanka. Zachwyciła się samym pomysłem napisania powieści i ciągle dopytywała, czy napisałam coś więcej. Chciała się dowiedzieć jak potoczą się losy mojej bohaterki i to mnie motywowało. Później przesłała kilka rozdziałów swojej siostrze i ona również zaczęła się dopytywać o ciąg dalszy. Jestem świadoma tego, że znajomi i rodzina nie są obiektywni, jednak wsparcie jakie otrzymałam okazało się bezcenne.

3. Czy miała Pani obawy przy wydaniu pierwszej książki? Bała się Pani opinii czytelników?

Oczywiście, obawiałam się odbioru. Opinia czytelników jest bardzo ważna. Jeśli powieść się nie spodoba, oznacza to dla niej śmierć. Ufałam jednak wydawcy. Skoro postanowił wydać moją powieść, musiała być wystarczająco dobra.

syl_ko91
1. Pisze Pani i lubi czytać w każdej wolnej chwili, jakie książki najbardziej przypadają Pani do gustu? Czy są to książki z pieprzykiem, czy wręcz odwrotnie, kryminały?


Najbardziej lubię książki, które łączą w sobie jedno i drugie. Przeczytałam całą „Sagę o Ludziach Lodu”, która miała czterdzieści siedem tomów. Nie stronię jednak od książek, które traktują tylko o przygodach lub tylko o miłości. Obecnie skończyłam najnowszą „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” i zaczynam „Inferno” Dana Browna.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Kremu mojej mamy „Pani Walewska”. Jak dziś pamiętam granatowy słoiczek stojący przy lustrze na toaletce.

Edyta Chmura
1. Optymiści to gatunek na wyginięciu - takie mam wrażenie. Narzekanie to chyba jedna z naszych cech narodowych ;) Jak Pani przekonuje "wiecznych maruderów" do tego, aby spojrzeli na świat przez różowe okulary? Zaraża Pani śmiechem czy może szczuje strachem, żeby zastosować terapie wstrząsową ;)?


Staram się zarażać uśmiechem i udowadniać, że szklanka jest w połowie pełna. Pokazanie innej perspektywy jest stosunkowo proste, wszystko zależy od tego, czy druga osoba chce dostrzec pozytywne aspekty, czy nie. Ważne jest nastawienie do świata. Jestem zdania, że optymizm da się wyćwiczyć, ale to ciężka praca. Mam często wrażenie, że ludziom nie chce się zmieniać punktu widzenia. Najłatwiej jest narzekać bez końca.

2. Trzeba odwagi, aby wygrzebać z dna szuflady swoje teksty i pokazać je światu. Czy był taki moment (np. na spotkaniach autorskich albo w gronie rodzinnym), że przepełniona dumą i świadomością docenienia przez czytelników powiedziała sobie Pani: "Jestem dobra w tym co robię!"?

Jestem dość samokrytyczna, więc o dumie na razie nie mogę mówić. Uważam, że początkujący autor, który jest z siebie bezwzględnie zadowolony niczego się nie nauczy i nie będzie robił postępów. Oczywiście należy się cieszyć z tego, że książka dostępna jest w księgarniach i z każdej dobrej recenzji, należy jednak zachować równowagę i wsłuchać się również w głosy krytyczne, bo to one podpowiedzą nam jak możemy stać się jeszcze lepsi i spełnić oczekiwania czytelników. Oczywiście jest mi bardzo miło, kiedy słyszę, że moja powieść spodobała się czytelnikom. Nie popadam jednak w samozachwyt. To byłoby trochę jak strzelenie samobójczego gola.

3. Przepraszam, bo może jest to zbyt osobiste pytanie, ale nasunął mi je tytuł Pani powieści...Czy nieplanowana ciąża oznaczałaby dla Pani koniec wojaży po świecie czy uważa Pani, że dziecko wcale nie przeszkadza w rozwijaniu pasji, można je spakować i w drogę? :)

Dla mnie ani ciąża, ani dziecko nie są żadną przeszkodą. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Podróżowanie z dzieckiem wymaga dokładniejszego planowania, początkowo zmniejsza spontaniczność wypadów, jednak ich nie przekreśla.

ulvang
1.  Czym zachęciłaby Pani męskie grono czytelników do swoich książek?


Nie zamierzam tego robić, gdyż panowie nie są fanami romansów. Nie śmiałabym zachęcać ich do czytania moich książek.

***

Ps. Niektóre pytania zostały świadomie pominięte przez autorkę, ponieważ nie były związane z jej twórczością i zainteresowaniami. Z góry serdecznie przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Karolinie Pastuszak za poświęcony czas i wywiad.


Również składam gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥
Do nagrody autorka wytypowała:

martucha180
Edyta Chmura 
 


Gratuluje i pozdrawiam!!!

Cyrysia

22 komentarze:

  1. Długaśny wywiad, ale niektóre pytania naprawdę dobre i wymagające :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny bardzo interesujący wywiad, który miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy wywiad, jak zresztą wszystkie tutaj na blogu. Miło było przeczytać i dowiedzieć się czegoś nowego, poznać pogląd autorki na różne kwestie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mam książkę tej autorki w domu, czeka na swoją kolej, teraz chyba tym chętniej ja przeczytam, pozdrawiam Cyrysiu, pracusiu :))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wywiad czytało się bardzo dobrze:)

    Gratuluję zwycięzcom!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonałe pytania, ale jeszcze ciekawsze odpowiedzi. Z przyjemnością przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze mam chrapkę na Meksykańską miłość <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Twórczość tej pani absolutnie mnie nie przekonuje, ale wywiad z nią czytało mi się całkiem przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nocny Marek i podróżniczka... to tak jak ja :) Dziękuję za wyróżnienie i gratuluję koleżance!

    OdpowiedzUsuń
  10. Całkiem zgrabny ten wywiad. Mimo iż zabrakło mojego pytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro, lecz mimo mojej usilnej prośby, autorka sama zadecydowała na które pytania udzieli odpowiedzi. A ponieważ w regulaminie nigdzie nie pisało, że MUSI na wszystkie odpisać, więc nie mogłam zbyt wiele interweniować. Na drugi raz postaram się trochę ,,przerobić'' regulamin, by nie było potem żadnych nieprzyjemności.

      Usuń
  11. I znowu wywiad! To już prawie rytuał, że wieczorkiem podczytuję sobie u Ciebie wywiady :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny wywiad. Panią Walewską też jeszcze pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. nie słyszałam do tej pory o autorce, ale muszę przyznać, że jest przepiękną kobietą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam dokładnie to samo. Śliczna kobieta.

      Usuń
  14. Nie czytałam żadnej jej książki, ale w wywiadzie robi sympatyczne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawa postać, zupełnie dla nowa, mam chrapkę na lekturę "Meksykańskiej miłosci" :D

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...