poniedziałek, 26 maja 2014

Wywiad z Michałem Matuszakiem

martucha180
1. Zapewne ma Pan przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


-Figlarna bo czasem nie daje się okiełznać. Potrafi być wszystkim, nawet czymś prozaicznym. W końcu pisanie to grzebanie w detalach. Wena jest uśmiechem, rozmową, kłótnią, wszystkim co wyzwala emocje.

2. Czym jest dla Pana SŁOWO?

-Niewyczerpaną możliwością konstruowania, radością z tworzenia. Czymś szczególnym, wyjątkowym. Sprawia mi ogromną przyjemność zabawa ze słowem. Bogactwo naszego języka nie pozwala się nudzić. 

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pana wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Panu talent literacki czy wręcz przeciwnie?

-Nigdy nie sprawiało mi to większych problemów. W podstawówce w czwartej klasie polonistka czytała moje wypracowania szóstoklasistom jako przykład pracy pisanej. W technikum zdarzało się pisać na przerwie zadania domowe z polskiego zapominalskim kolegom. Ostatni rok szkoły średniej dostaliśmy w zastępstwie nową polonistkę, która często powtarzała pół żartem, pół serio, że mógłbym pisać książki. Wtedy przeszły mi przez głowę pierwsze myśli zabrania się za to na poważnie. Przez polonistów zazwyczaj czułem się ciut faworyzowany, może poznali się że jestem kolegą "po fachu". He, he.

Piotr Z
1. Moje pytanie dotyczy zbierania materiałów dotyczących książki. Sam pracowałem przez pewien czas jako streetwalker. Wchodziłem w ciemne miejsca, ryzykując zdrowie i życie. Wracając do tematu. Autor nie obawiał się ryzyka, że książka może zostać niezrozumiana przez większość czytelników, którzy wybierają lektury lekkie i przyjemne w odbiorze.


-Pisząc książkę za dużo się nie zastanawiałem czy temat jest odpowiedni. Sam lubię tematykę cięższą, więc naturalnie zabrałem się za trudniejsze zagadnienia, faktycznie raczej rzadko czytane. Nie szukam w książce rozrywki, a dostrzeżenia jakiejś nowej perspektywy, poszerzenia horyzontu, innego spojrzenia na coś co dotychczas było takie naiwnie jasne. Co do odbioru "Na marginesie" to wolałem otoczyć się elitarnym gronem czytelników, ludźmi lubiącymi wyzwania. W nich właśnie upatruję przychylności dla swojej książki. Mam nadzieję, że chociaż tej garstce moje pisanie przypadnie do gustu.

Piotr Śliwiński
1. Socjologowie skłaniają się ku tezie, że architektura miejskiej przestrzeni jest odzwierciedleniem różnic społecznych. Czy architekt krajobrazu ma podobne lub inne spostrzeżenia dotyczące różnic społecznych na polu kształtowania przestrzeni otwartych ?


-Jeśli chodzi o projektowanie przestrzeni zielonej to chyba nie ma tak widocznej granicy jaka istnieje przy architekturze budowlanej. Chociaż charakterystyczną zielenią dla starych blokowisk jest zapuszczony trawnik i zaniedbany żywopłot. Taki zestaw w bardziej ekskluzywnej dzielnicy jest nie do przyjęcia. Rzeczywiście nie do każdego otoczenia pasuje oczko wodne czy lepsza odmiana żywotnika. Być może pana pytanie podsunie socjologom nowy temat do badań.

2. Dobry architekt krajobrazu winien posiadać cechy takie jak kreatywność, poczucie estetyki i rozwinięta wyobraźnia - jak te cechy pomagały Panu przy pisaniu swojej powieści?

-Bardzo pomogły. Myślę, że były znaczące i bez nich ciężko byłoby komukolwiek napisać książkę. Są nieodłącznym elementem do tworzenia. Bez wyobraźni ani rusz.

3. No i na koniec, pytanie z przymrużeniem oka: mamy setki, jeśli nie tysiące powieści o policjantach, lekarzach, psychologach, profilerach, adwokatach i profesorach różnych maści - dlaczego nikt jeszcze nie napisał powieści z architektem krajobrazu w roli głównej? :)

-Widocznie architekci są nudni he, he. Lekarze piją w pracy, psychologowie sami mają problemy podobne co ich pacjenci, profesorowie zdradzają żony ze studentkami, a policjanci to najbardziej przekupna grupa zawodowa. Jest o czym pisać. Oczywiście żartuje. Tak na serio to ciężko mi się wypowiedzieć, bo architektem krajobrazu jestem jedynie z nazwy. Tylko chwilę pracowałem w zawodzie. Na pewno ciężko mnie nazwać reprezentantem tej grupy. Teraz już nie wiele mam z tym wspólnego. Za to w klasie roiło się od naprawdę ciekawych postaci. Gdyby zagłębić się w prywatne życie tych osób, dodając trochę literackiej fikcji, można by stworzyć ciekawą książkę. Może komuś z byłej klasy zaproponuję współpracę? He, he.

Monika Piotrowska-Wegner
1. Proszę sobie wyobrazić, że znalazł się Pan na bezludnej wyspie. Ma Pan ze sobą tylko jedną książkę. Jaką i dlaczego właśnie tę?


-"Moskwa-Pietuszki" Wieniedikta Jerofiejewa. Ni to satyra, ni to dramat pewnego alkoholika. Zabawne, a zarazem smutne. Dla mnie mistrzowskie opisanie człowieka mało znaczącego dla świata, ale dążącego do celu, do spełnienia swojego marzenia. Jeśli komuś spodoba się "Na marginesie" tym bardziej powinien docenić "Moskwa-Pietuszki". Polecam przeczytać zaraz po "Na marginesie".

2. "Na marginesie" czytałam, że to bardzo dobra książka poruszająca ciekawe tematy. Skąd pomysł na napisanie właśnie takiej książki?


-Dziękuję. Mam nadzieję, że tak będzie odebrana przez tych, którzy zdecydują się po nią sięgnąć. Książka miała opowiadać o zwykłych ludziach, trudniących się  ciężką pracą fizyczną, pijących piwo po robocie, oglądających przez większość swego wolnego czasu telewizję, jedzących w niedzielę ziemniaki z sosem, narzekających na wszystko, czyli o statystycznym Polakach. Choć kocham Ojczyznę to nie idzie nie zauważyć tych negatywnych, tradycyjnych dla nas zachowań. Chciałem pokazać jak wygląda życie tych poniżej średniej krajowej i te charakterystyczne postępowania. "Na marginesie" ma pokazać jacy jesteśmy pasywni, bierni wobec własnego życia. Opowiedzieć o drodze od przełomowej myśli do czynu. Reasumując, dużo planujemy, mało działamy, pozostawiając nasze życie w rękach innych.

3. Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałby Pan usłyszeć od Boga u bram Raju? (bardzo proszę wysilić wyobraźnię).

-Chłopie zazdroszczę ci tak przeżytego życia he, he. Poważniej mówiąc, to wystarczyłoby mi usłyszeć, że postępowałem godnie realizując siebie nie zapominając przy tym o innych. W sumie każda aprobata od Boga byłaby czymś niesamowicie krzepiącym, fantastycznym ukoronowaniem dobrego życia. Przyziemne przyjemności mogą się chować przy takim wyróżnieniu.

JaneS
1. A może z książkami jest jak z kremami? Do jakiej grupy zaliczyłby Pan „Na marginesie”? Do kategorii +20 czy +35? Pana książka jest przeznaczona zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet? Dla kogo głównie jest skierowana?


-Jedyną kategorią jaką bym się posłużył przy scharakteryzowaniu "Na marginesie" byłoby: myślący/niemyślący, choć to może dziwaczny podział. Książka spodoba się każdemu, kto lubi trochę pogłówkować, podjąć się odmiennej lektury, odskoczyć na chwilę od ulubionego typu książki. Prawdę powiedziawszy niech nie sięgają po nią ci co na własne kompleksy odpowiadają krytyką wszystkiego wokół.

2. Czy ma Pan jakiś pomysł by zachęcić młodsze pokolenie, szczególnie urodzone po 1990 roku do czytania polskich pisarzy?

-Może należy nieznacznie przekształcić system edukacji. Pokazać, że książka nie  jest jakąś dziedziną zarezerwowaną dla sztywnych intelektualistów, a skutecznym odizolowaniem od codzienności, wycieczką z dala od tu i teraz. Czasem mi się wydaję, że co poniektórzy uważają czytanie za skazę. Gdy usłyszą, że czytasz patrzą wyłupiastymi ślepiami i chichrają się pod nosem. Widziałem jak wielu zareagowało na to, że napisałem książkę. Należy najzwyczajniej uzmysłowić jaką frajdę może sprawiać czytanie, często opowiadające o sprawach które nas wręcz namacalnie dotykają. Książka to zasobna kopalnia, która niewyobrażalnie wzbogaca.

3. Wchodzi Pan do windy, a tam schody. Jak zareagowałby Pan?

-Stwierdziłbym, że ktoś miał niezłą myśl techniczną, ale nieco skopał wykonanie. Potem zastanowiłbym się gdzie jest ukryta kamera. Po czym ruszyłbym zadowolony, że trochę schudnę idąc schodami.

iza.81
1. "Na marginesie" jest powieścią o ludziach żyjących na marginesie naszego społeczeństwa. Czy gdyby miał Pan taką możliwość, że mógłby wysłuchać (poznać historię) takich ludzi na własnej skórze - czy podjąłby się Pan napisania książki?


-Znam takich ludzi, lecz w większości to już osoby mające za sobą ten "margines". Na szczęście. Niektórzy założyli szczęśliwe rodziny, inni układają życie za granicą. Dużo z ich opowieści czerpałem. Naprawdę byłem pod wrażeniem, że można wyrwać się z takiego osobistego bagna. "Na marginesie" ma ostrzegać i zmusić do refleksji nad własnym życiem, oddając hołd tym, którzy wyszli na gładką powierzchnię, będąc już w naprawdę przytłaczającej sytuacji.

2. Jest Pan z wykształcenia architektem krajobrazu. Czy już Pan coś zaprojektował, a może marzy się Panu coś konkretnego?

-Kiedyś w szkole na praktykach dostaliśmy polecenie zrobienia skalniaka. Jeśli dobrze pamiętam dostaliśmy za niego celujący. Tu mieliśmy wolną rękę i szansę wykazania. Na tym kończy się moja przygoda z działaniem w architekturze krajobrazu. Całego projektu nigdy nie wykonałem, jedynie realizowałem, lecz też nie w pojedynkę. Jak wspomniałem nie pracuję w zawodzie, choć lubiłem tą robotę. Praca wiosną na świeżym powietrzu to coś fantastycznego.

3. Lubi Pan też ubierać myśli w słowa. Jakie myśli lubi Pan "ubierać"?

-Tak jak każdy codziennie przyswajam tyle komunikatów, wiadomości, plotek. Uczestniczę w tylu rozmowach, sytuacjach, wydarzeniach, że wszystkiemu jest poświęcona jakaś myśl. Często nasuwa to jakieś wnioski, a to już kończy się "ubieraniem w słowa". Każdy dzień czegoś nas uczy, napotykamy w nim coś nowego. Zazwyczaj powoduje to u mnie jakieś emocje czy wrażenia które sobie lubię opisywać. 

Sylwka S.
1. Jaka jest Pana definicja szczęścia?


-Żyć po swojemu i mieć święty spokój.

2. Z czym kojarzy się dla Pana dom rodzinny?

-Z czymś bardzo dobrym. Mieliśmy stworzone dobre warunki, na które nie można było narzekać. Dzieciństwo kojarzy mi się przede wszystkim z swędzącym ciałem, kiedy biegaliśmy po polach ze zbożem, a okres gimnazjalny z "M jak Miłość", bo zawsze wieczorem zasiadaliśmy przed telewizorem, by śledzić losy rodziny Mostowiaków.

3. Dość długo pisał Pan do szuflady, z skąd odwaga, aby w końcu Pana twórczość ujrzała światło dzienne. Co było tym impulsem?

-W pewnym momencie szkoda mi było zaprzepaścić coś co wydawało mi się dobre. Jakiegoś nagłego impulsu nie doświadczyłem, raczej na decyzję złożyło się wiele przemyśleń, wątpliwości, nadziei i w końcu chęci wyeksponowania tego na szerszą skalę. Pierwszym zamierzeniem było stworzyć płytę hiphopową, ale po napisaniu tekstów stwierdziłem, że nie umiem rapować. Wtedy już całe siły przerzuciłem na tworzenie książki.

mam namyszy
1. Jaki jest Pana azyl?


-Spotkania ze znajomymi, każda chwila z dziewczyną, czas spędzony na pisaniu, mecze żużlowe. Zdecydowanie te cztery rzeczy. Najlepiej gdy idę na mecz z dziewczyną i znajomymi. Pisanie jest biegunowo odległe, wszak do niego potrzebuję samotności i ciszy.

2. Jakie jest życie na marginesie?

-Odsyłam do książki. Tam znajduje się wyczerpująca odpowiedź na to pytanie.

3. Co dla Pana znaczy "margines"?

-Za tytułowym "marginesem" bo pewnie o niego jest pytanie, kryje się dwojakie znaczenie. Pierwsze dosłowne czyli pochodzenie, rodzina, tożsamość, otoczenie. Wszystko co zostało bohaterom dane niezależnie od nich i z którym ciężko polemizować. Drugie to metaforyczne, mianowicie mentalność przegranych, zachowanie, obojętność. To już wybór, któremu zawsze można nadać inny tor. Bohaterowie książki utknęli w "marginesie" i jednym i drugim.

syl_ko91
1. Pisze Pan i lubi czytać w każdej wolnej chwili, jakie książki najbardziej przypadają Panu do gustu? Czy są to książki z pieprzykiem, czy wręcz odwrotnie, kryminały?


-Ani z pieprzykiem, ani kryminały. Kiedyś chwilę czytałem Jo Nesbo, ale nie związałem się z jego twórczością na dłużej. Obecnie od dłuższego już czasu lubuję się w literaturze faktu i powieściach społeczno-obyczajowych.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

-Metanolu na stadionach żużlowych. Nawet w środku zimy gdy sezon zamiera potrafię wyobrazić sobie ten zapach tak wyraźnie, że wręcz go czuję. Żużel to jedna z niewielu dyscyplin sportowych, która oddziałuje na trzy zmysły: wzrok, węch, słuch. Jeśli ktoś nie widział polecam obejrzenie meczu na żywo.

3. Gdyby wiedział Pan, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pan spędził i co by robił w tych ostatnich minutach?

-Pewnie nie starczyłoby mi czasu na zrealizowanie tego co chciałem. Podejrzewam, że zebrałbym wszystkim życzliwych mi znajomych i urządzilibyśmy konkretną imprezę. Takie pożegnanie z uśmiechem na twarzy. Jak umierać to tylko wśród swoich, he, he.

biedronka
1. Czy pisanie to dla Pana bardziej hobby czy zawód? 


-Zdecydowanie hobby. Chociaż wspaniale byłoby móc poświęcić się w całości pisaniu i uczynić nadrzędnym zajęciem. Niestety realia są takie, że nie spodziewam się w przyszłości jakiegoś odwrotu sytuacji. Obecnie często brakuje czasu. Piszę "z doskoku", często kosztem czegoś. Nie narzekam, bo robię to z przyjemnością, ale interesuję się też innymi rzeczami, dla których rezerwuję ciut mniej wolnego czasu. Jeśli ktoś ma na sprzedaż nadmiar czasu chętnie odkupię, he, he.

2. Czy ma Pan poczucie humoru? Jak wykręci się Pan od wypicia kawy z nieznaną fanką? Czy poważną odpowiedzią, że "jestem w związku", czy może jakoś żartobliwie?     
                                                                                                                               
-Nieskromnie stwierdzam, że mam poczucie humoru, a z fanką wypiłbym kawę. O każdego poznanego fana będę dbał jak o diament. Będąc na początkowym etapie przygody z pisaniem i raczej niszowym temacie nie spodziewam się wielkiej rzeszy wielbicieli mojej twórczości. Ucieszy mnie każde dobre słowo i z taką osobą chętnie zasiadłbym do dyskusji przy piwie, kawie czy herbacie. Z oponentem też pogadam, jeśli jego krytyka będzie wychodziła z jakiegoś pojęcia i przybierze konstruktywną formę.

ulvang
1. Czy pańska powieść ma nas ostrzegać i chronić przed życiem na marginesie czy uzmysłowić nam, że wśród nas w każdym polskim mieście a nawet na wsiach ludzie mają takie same problemy?


-I jedno i drugie, a w rezultacie obudzić refleksję nad tym czy nasze życie jest zadowalające.

2. Jako kibic leszczyńskich Byków ma Pan lub miał swojego żużlowego idola. Kto nim jest?(poproszę o inne nazwisko niż Leigh Adams, który dla nas wszystkich był przykładem prawdziwego sportowca).

-Damian Baliński jest moim lokalnym wzorem sportowca, jakich obecnie nie ma za dużo. Uosobienie waleczności, oddania drużynie, zadziorności. Wynik drużyny zawsze stawia ponad indywidualne osiągnięcia. Całą sportową karierę związał z Unią Leszno. Pomimo 37 lat na karku nigdy nie zmienił klubu. Przez mieszkańców Leszna kochany. Nie widziałem innego wyboru niż Baliński. Z innych dyscyplin doceniam także piłkarza AS Romy Francesco Tottiego. Za to samo co Balińskiego. Pomimo innych wykonywanych zawodów są do siebie niezwykle podobni.

3. Czy istnieje szansa, że napiszę Pan książkę o wątku sportowym?

-Wątek sportowo-kibicowski został zawarty w "Na marginesie". Myślałem o takiej tematyce, ale jak już by do tego doszło w przeważającej części byłaby to powieść o kibicach żużlowych, rzecz jasna.

Justyna P
1. Bardzo zainteresowała mnie ta książka. Oby tylko autor dawał nadzieję, że taka osoba może się podnieść, odbić z dna i coś osiągnąć. Mój ojciec jest alkoholikiem, zresztą jak praktycznie mężczyźni z całego mojego byłego osiedla. Przyjazdy policji i brak pieniędzy na jedzenie, wyrzucanie 40-stu butelek po piwie, walających się po całym domu - to była norma.
Czasami zastanawiałam się nad tym samym, o czym pisze autor... Czy miejsce urodzenia decyduje o dalszym życiu, czy będąc członkiem takiej, a nie innej rodziny, ma się szanse na lepsze życie?
W sumie widzę, że ludzie potrafią wyjść zwycięsko z każdej sytuacji, ale ja chyba dopiero się tego uczę. Powoli pokonuję nieśmiałość, chociaż w dalszym ciągu mam dni, kiedy boję się o cokolwiek spytać, np. w sklepie. Wizyty w urzędach to dla mnie udręka. Ale daję radę. Pamiętam, że kiedyś byłam inna, bardziej pewna siebie. I chcę, żeby tak znowu było. :) Jedyne, o czym teraz myślę, to co będzie z moim bratem. Teraz on co chwilę wychodzi na piwo, napić się vódki (bo kolega stawia). Dziwnie codziennie czuć w jego oddechu zapach alkoholu. Dziwne, że nie pracując, chwali się że zarobił za coś trzy stówki w jeden dzień. Ale za co... tego już nie powie.


-Bardzo emocjonalnie. Cóż, jeśli pojawia się świadomość i chęć poprawy to nawet niesprzyjające warunki nie są w stanie powstrzymać nadejścia tych zmian. Jeśli te chęci realizują czyny nasza siła jest niewyobrażalna. Bohaterowie "Na marginesie" popełniają grzech zaniedbania właśnie przez to że myśli nie przekuwają w czyn. Gdzieś dookoła nich lewituje te niezadowolenie ze swego życia, ale wygoda i przyzwyczajenie odbiera moc. Zazwyczaj błahe, wewnętrzne bariery są największym ogranicznikiem. Wystarczy trochę wiary, by je sforsować i diametralnie odmienić to co przeszkadza. Pozostaję mi życzyć wszystkiego wymarzonego. By ułożyło się według Twojego scenariusza.

2. Komu poleciłby Pan swoją książkę? Czy uważa Pan, że dla osób, o podobnych przeżyciach do moich etc., książka ta może być nadzieją na lepsze życie, może dać kopa do działania, w takim celu została napisana? I czy uważa Pan, że wykształcenie, dobra opinia w środowisku, ogólnie - pozycja, daje prawo do nazywania rodziny "dobrą rodziną"? Często słyszy się, że jakiś przestępca "pochodził z dobrej rodziny"...

-Książka ma przede wszystkim dawać tego kopa, pomóc zrzucić to co uważamy w swoim życiu za niewłaściwe, ale nie chce nam się podjąć trudu zmian. "Na marginesie" wytyka błędy i ma służyć jako ostrzeżenie. Co do drugiego pytania, taki podział jest absolutnie zły. Można pochodzić z bogatszego bądź biedniejszego domu, ale to tylko wartość nabyta, materialna, którą zawsze idzie poprawić. Tak jak wszystko. Opinia w środowisku często nie jest adekwatna do rzeczywistości. Pochodzenie o czymś mówi, kształtuje, ale nie jest niezmywalnym piętnem. Zmienię lekko definicję. "Dobrą rodziną" jest rodzina, w której się najlepiej czuje. W stu procentach to subiektywna odpowiedź. Nie wykształcenie, status materialny czy opinia, a to jak się w niej odnajduje. I niech to pozostanie raz na zawsze odbierane jako "dobra rodzina".


Za pytania chciałbym wszystkim podziękować. Tak naprawdę nie spodziewałem się aż tak wysoko jakościowych pytań. Parę z nich nadaje się na dłuższą dyskusję, która nie zakończyłaby się na paru zdaniach. Niektóre zaskakiwały, niektóre bawiły. Gdybym mógł nagrodziłbym każdego, ale szczęśliwców może być tylko trzech. Gratuluję Justynie P, ulvanie i Piotrowi Śliwińskiemu. Resztę mimo wszystko także zachęcam do przeczytania "Na marginesie". Pozdrawiam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Również gorąco dziękuję Michałowi Matuszakowi za poświęcony czas i niezwykle interesujący wywiad.


Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥

Gratuluje i pozdrawiam!!!

Cyrysia

18 komentarzy:

  1. Jak zwykle, bardzo wspaniały wywiad. Miło się go czytało :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wywiad czytało się bardzo lekko i miło, autor w ciekawy sposób udzielał odpowiedzi, dlatego sama przyjemność w czytaniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny świetny wywiad, ciekawy autor, dotychczas zupełnie mi nieznany. Gnasz z tymi wywiadami, że czytać nie nadążę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy wywiad. Gratuluję wygranym!

    OdpowiedzUsuń
  5. Martucha jak zwykle fajne pytania zadaje - szczególnie to o Słowo;D pozostałe pytania także! fajne odpowiedz autora, ogólnie bardzo lubię te Twoje wywiady! tylko zawsze nie wiem o co zapytać, szczególnie gdy nie znam autora;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się definicja szczęści podana przez autora. Zgadzam się z nią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesujący wywiad. Chętnie sięgnę po "Na marginesie".

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam czytać wywiady, sporo można się dowiedzieć o autorach, ich życiu i sposobie myślenia oraz oczywiście o twórczości. Kolejny, znakomity wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny wywiad ale zupełnie nie znam tego autora :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Autor mi do tej pory nie znany :) Ale teraz chętnie sięgnę po to, co napisał :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejny wywiad, który mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czuję się zachęcona do poznania tego autora :)
    Gratuluję nagrodzonym.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy wywiad,a przy tym taki życiowy . Zdecydowanie niektóre kwestie wymagałaby szerszej dyskusji.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...