wtorek, 4 października 2016

''Miód na serce'' Edyta Świętek [PATRONAT] - recenzja premierowa

Miód na serce
Edyta Świętek
Wydawnictwo: Replika
Data premiery: 4 października
Ocena: 5+/6
Patronat medialny:
LITERACKI ŚWIAT CYRYSI

~~ * ~~

  Kiedy zdesperowana singielka postanawia zmienić swój stan cywilny, znajdujący się w zasięgu jej wzroku samotny mężczyzna ma nikłe szanse na pozostanie kawalerem. Nie inaczej jest w przypadku Ciaputka, na którego zarzuca sieci Agnieszka. Kobieta skutecznie realizuje zamierzenia, doprowadzając swego wybranka przed stopnie ołtarza. Na skutek niefortunnego splotu zdarzeń fajtłapowaty mężczyzna zostaje sam z półroczną córką Iwonką. Nadchodzi czas na to, aby w końcu dorosnąć i zatroszczyć się o maleństwo. Sześć lat później Ciaputek nadal jest samotnym ojcem, ale z pomocą: mamusi, niani i wujaszka Google świetnie sobie radzi z opieką nad dziewczynką. Sęk w tym, że obydwoje odczuwają samotność i brakuje im w domu kobiety: matki dla dziecka, żony dla mężczyzny. Rezolutna Iwonka postanawia ożenić swojego „tatutka-ciaputka”. Ma już nawet upatrzoną kandydatkę na „panią Ciaputkową”. 

  Edyta Świętek z wykształcenia jest ekonomistką, z zamiłowania - pisarką tworzącą powieści zaliczające się do gatunku literatury kobiecej. Jak stwierdza sama autorka - pisze książki, które sama chciałaby czytać. Debiutem literackim była powieść "Zerwane więzi" z 2010 roku, która spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem czytelniczek. Lubi długie spacery po lesie oraz bieganie.

  Nie wiem od czego mam zacząć. Mnóstwo pozytywnych emocji we mnie buzuje. Nie pamiętam, kiedy po skończonej lekturze płakałam ze szczęścia. Tym razem tak się stało. ,,Miód na serce’’ poruszył najczulsze struny mojej wrażliwości i całkowicie zawładnął moją duszą. Poprzednie powieści autorki były bardzo dobre, ale ta bije je na głowę. Ciepła, zabawna, dodająca otuchy i rozgrzewająca od środka. Czego chcieć więcej? 


  Fabuła jest bardzo życiowa, taka prawdziwa i namacalna jakby była oparta na faktach. Początkowo nic nie zapowiada fajerwerków. Poznajemy Ciaputka, który w wyniku nieprzewidzianych okoliczności zostaje sam z sześciomiesięcznym dzieckiem. Wielki szok i wyzwanie. Na szczęście samotny ojciec całkiem nieźle odnajduje się nowej roli. 

  ,,I tylko czasami nachodziły go myśli, że dobrze byłoby dzielić ten piękny dom i spokojne wieczory z jakąś miłą, ła­godnie usposobioną kobietą, którą, podobnie jak Iwonkę, mógłby nosić na rękach, lecz do własnej sypialni, a nie do pokoju z różową tapetą i filigranowymi mebelkami.’’

  Przyznam szczerze, że z trudem przychodzi mi czytanie historii związanych z samotnym rodzicielstwem. Znam kilka młodych osób z mojego otoczenia, których spotkała taka sama tragedia. Dlatego odbieram tę pozycję niezwykle osobiście. Jakbym czytała zwierzenia mojego najlepszego przyjaciela i wspólnie z nim przeżywała jego troski i smutki, radości i nadzieje. Niezwykłe doznania. Naprawdę wielki ukłon w stronę autorki, która dokonała czegoś pozornie niemożliwego. Sprawiła, że ta powieść żyje własnym życiem i porywa nas do swojego świata, gdzie przyjaźń, rodzina i miłość stanowią fundamentalne dobro każdego człowieka.

   Z każdą kolejną stroną czułam, że coraz mocniej zakochuje się w tej książce. Nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu, w moim brzuchu fruwało stado motyli. Na przemian śmiałam się i płakałam ze wzruszenia. Dużą zasługą tego stanu rzeczy są barwni, pełnokrwiści bohaterowie, którzy z miejsca zdobyli moją sympatię. Na pierwszy plan nie wysuwa się Ciaputek ani jego córka, lecz Elwira Marecka. Miła, prostolinijna dziewczyna, z ciężkim brzemieniem przeszłości. Dziewczyna miała czternaście lat, gdy jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Od tamtej pory wychowywała ją babcia – Hanna Biedrzycka. Obecnie mieszka z czterema kotami i pracuje w Niepołomickiej Klinice Zdrowia Psychicznego jako ,,zawo­dowa pocieszycielka strapionych dusz’’. Drugą barwną postacią jest osiemdziesięciopięcioletnia madame Biedrzycka. Ta dziarska staruszka po prostu wymiata. Znacznie odbiega od stereotypowego wizerunku babci siedzącej w fotelu w kapciach i dziergającej na drutach. Sędziwy wiek nie przeszkadza jej w rzucaniu obelgami w języku rosyjskim, paleniu papiero­sów zwanych przez nią cygaretkami, popijaniu absyntu w ilo­ściach wykraczających poza granice zdrowego rozsądku, wszczynaniu awantur w miejscach publicznych lub czynnego zwalczania alkoholizmu wśród wszystkich okolicznych mo­czymord. Oczywiście muszę jeszcze wspomnieć o Iwonce. Przeurocza dziewczynka, nadzwyczaj rezolutna. Polubiłam także jej ojca – supertatutka, który potrafił rozwią­zać każdy problem, włącznie z wyplataniem skomplikowa­nych warkoczy na głowie swojej córeczki. Zżyłam się z nimi wszystkimi, z przejęciem obserwowałam ich wzloty upadki i kibicowałam, by wszystko szło po ich myśli.

  Jest to powieść wielowątkowa i w pewien sposób wielopokoleniowa. Pani Edyta nie ogranicza się wyłącznie do jednego tematu, ale porusza także wiele innych ważnych aspektów takich jak: syndrom baby blues, syndrom Piotrusia Pana, niespełnione rodzicielstwo, staropanieństwo, małomiasteczkowość bądź stereotypy dotyczące seniorów. Wszystko to czyni tę lekturę jeszcze bardziej wartościową i godną uwagi.

  Rozwija się także nienachalnie eksponowany, wątek miłosny. W pobliżu Elwiry pojawia się trzech mężczyzn (pacjent, kolega z pracy i zastępca komendanta policji) oraz jeden słodki aniołek, który z miejsca rozkochuje w sobie panią doktor.

,, Ona wybrała mnie na przyjaciółkę – uznała Marecka. Nie­ważne, że dzieli nas blisko trzydzieści lat. Nadajemy na tych samych częstotliwościach.’’
  Rodzaj i jakość relacji między tą dwójką są najjaśniejszym i najlepszym punktem całej powieści. Nie mniej ciekawe są interakcje damsko-męskie, które nie przebiegają według typowego schematu. Przyznaję, że w pewnym momencie miałam w głowie porządny galimatias, gdyż moje założenia dotyczące określonej pary nie sprawdziły się. Autorka sprytnie wyprowadziła mnie w pole, zostawiając z uczuciem niedowierzania i zaskoczenia. Ale bardzo mi się podoba takie niekonwencjonalne podejście do sprawy. Chapeau bas!

  Uwielbiam styl pisania pani Świętek. Jest idealnie wyważonym połączeniem lekkości, humoru i finezji języka. Z subtelną błyskotliwością, trafiającą w samo sedno – kreśli codzienną rzeczywistość, którą już tak dobrze znamy. I najlepiej jak potrafi maluje wnikliwy obraz prowincjonalnego miasteczka, gdzie każdy każdego zna i wszyscy o wszystkim wiedzą, często wtrącają się w nie swoje sprawy i próbują ingerować w czyjeś życie. Jednak ma to swój niezaprzeczalny urok. Wato docenić także płynne tempo akcji, pełne niespodziewanych zwrotów. Czasami jest wesoło i groteskowo innym razem smutno i poważnie. Jedno jest pewne - nuda nikomu nie grozi. W ostatecznym rozrachunku jestem zadowolona. Nie mam się do czego przyczepić, no może z jednym małym wyjątkiem – w pierwszej połowie książki brakowało mi wszędobylskiej Iwonki. Ale to taka drobnostka, nie wpływająca na moją ogólną ocenę.

Podsumowując:
  „Miód na serce” jest niczym "lek na całe zło". Poprawia samopoczucie,  daje odwagę marzyć i pozwala uwierzyć w lepsze jutro. Bo w życiu wszystko jest możliwe, trzeba tylko mocno w to wierzyć i szczęściu dopomóc, a na pewno się uda. Po stokroć polecam!



26 komentarzy:

  1. Szkoda, że w pierwszej części mało jest Iwonki, bo takie małe bohaterki bardzo lubię, ale i tak chętnie poznam bliżej tę fabułę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka pozytywna lektura by mi się teraz przydala ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie dziękuję za wyrażenie opinii :) Ściskam mocno i życzę wielu przyjemnych jesiennych wieczorów z książką w dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam kilka książek tej autorki, jedne podobały mi się bardziej, inne mniej. Możliwe, że skuszę się też na tę publikację.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię książki Edyty Świętek i tę też chętnie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. klimatyczna pozycja do zaczytania się:)

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja też chcę takiego miodu na moje serce...

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno przeczytam. Bardzo lubię książki tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje kobiety (mama i babcia :D) na pewno z chęcią przeczytałyby tą książkę :) Ja na razie mam mało czasu bo magisterka przede mną :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam twórczości autorki, a piszesz o niej w superlatywach:)

    OdpowiedzUsuń
  11. opis mnie bawi, ale raczej odmówię tej historii, nie lubię gdy facet jest taką fajtłapą -.-

    OdpowiedzUsuń
  12. Recenzja jak miód :) Pięknie i ciekawie sfotografowana książka!
    Gratulacje patronowania tak pozytywnej książce!
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  13. Edyta Świętek ma dryg do pisania takich wzruszających powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałabym poznać twórczość tej pisarki, ale przyznam, że pomimo Twojej bardzo entuzjastycznej recenzji, wolałabym zacząć od innej książki. Jakoś nie jestem przekonana, że "Miód na serce" będzie mi się podobać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie jestem zainteresowana tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie jestem zainteresowana tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
  17. Słodka okładka i może kiedyś zdecyduję się na lekturę. Ale na razie mam za duże zaległości w książkach, żeby jeszcze dorzucać nowe tytuły. ;/

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję patronatu, a recenzja jak zawsze świetna

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo klimatyczna okładka. :)
    Marzenia jak najbardziej są istotą naszego życia. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Historia obyczajowa, "gdzie przyjaźń, rodzina i miłość stanowią fundamentalne dobro każdego człowieka."- to książka dla mnie, poszukam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pióro autorki jeszcze mi obce, ale kiedyś z pewnością to nadrobię! Jak doba będzie miała więcej godzin, lub będzie jakaś ciekawa pozycja w bibliotece. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie znam tej autorki, ale widzę, że chyba trzeba to zmienić :) Czasem miło jest sięgnąć po takie ciepłe, poruszające historię, dlatego zapiszę "Miód na serce" i może kiedyś uda mi się z nim zapoznać :) Okładka jest naprawdę przepiękna! Gratuluję kolejnego patronatu! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Autorki jeszcze nie znam, ale bardzo mnie zaciekawiłaś książką :) muszę ją przeczytać, innej opcji nie ma :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...