czwartek, 5 marca 2015

Wywiad z Piotrem Rozmusem

martucha180
1. Zapewne ma Pan przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Niezmiernie kapryśna. Odwiedza mnie tak rzadko, że czasami zaczynam powątpiewać w jej istnienie(śmiech). Ale tak najzupełniej poważnie, kiedy jestem na lądzie pisanie traktuję jak pracę. Nie czekam na Wenę, bo najzwyczajniej w świecie mógłbym się nie doczekać. Po prostu siadam i piszę po pięć, sześć, siedem czy osiem godzin.  Wszystko zależy od dnia i nastroju. Czasami idzie lepiej a czasami jak po grudzie i mam ochotę uciec od komputera jak najdalej ale mimo to zaciskam zęby i piszę dalej. Czasami nawiedza mnie uczucie, którego nie określiłbym mianem weny, a nieodpartą ochotą na pisanie. To tak jakby mieć ochotę na spacer, przejażdżkę samochodem albo poćwiczenie na siłowni.

2.  Czym jest dla Pana SŁOWO?

Narzędziem, dzięki któremu jestem w stanie przekazać Czytelnikowi to co tkwi w mojej głowie. Uwielbiam słowo pisane, czytane, mówione ... to ostatnie  może odrobinę mniej ale nie wyobrażam sobie życia bez żadnego z nich. Słowo od zawsze było mi bardzo bliskie bo pozwalało wyrazić swoje emocje ale również poznać emocje innych. 

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pana wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Panu talent literacki czy wręcz przeciwnie?

W szkole średniej radziłem sobie bardzo dobrze. Maturę z języka polskiego napisałem na piątkę i byłem zwolniony z części ustnej. Pamiętam jak tuż przed egzaminem podeszła do mnie polonistka i powiedziała: „Piotr wiem, że sobie poradzisz ale nie daj się za bardzo ponieść wyobraźni i nie przesadź z metaforami.” W podstawówce natomiast bywało bardzo różnie. Najczęściej zdarzały się trójki i czwórki. Polonistka była dość wymagająca i większą uwagę przywiązywała do błędów ortograficznych i stylistycznych niż samego stylu pisania. Zdecydowanie nie dostrzegła we mnie przyszłego autora powieści (śmiech).
Zawsze dużo czytałem ale rzadko...lektury. Przeważnie horrory i fantasy. Często zdarzało się tak, że mama zaglądała do mojego pokoju aby sprawdzić czy się uczę, a ja pod książką do biologii czy historii miałem powieść albo komiks.

Radosław Kowalski
1. "Bestia" to thriller na najwyższym poziomie. Czy pisanie drugiej powieści na równym, a może i wyższym poziomie wniosło jakieś trudności?


Niestety tak. Muszę przyznać, że były takie momenty, kiedy tekst „rodził” się w bólach. Wbrew pozorom pisanie to męcząca i wyczerpująca praca, która jednak niesie ze sobą również wiele przyjemności i satysfakcji.  Do pisania „Kompleksu...” podszedłem bardzo ambicjonalnie, ponieważ chciałem podołać oczekiwaniom Czytelników.  Przykładałem dużo uwagi do samego stylu pisania jak i do wątków fabularnych.

2. Czy pisania można się nauczyć? Jak udało się Panu utworzyć tak doskonały warsztat?

Wielu znakomitych pisarzy prowadzących warsztaty literackie uważa, że tak. Zgadzam się z tym... połowicznie. Uważam, że aby zająć się pisaniem trzeba mieć pasję i motywację. Pisać dla samego pisania czerpiąc z tego przyjemność i dostać w spadku od Boga „to coś”, chociażby wybujałą wyobraźnię. Zdecydowanie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że na takie warsztaty można zaprowadzić każdego i zmienić go w genialnego pisarza. Wierzę natomiast, że tego typu zajęcia mogą bardzo pomóc ludziom, którzy odkryli w sobie umiejętność pisania, czy dar do lekkiego pióra. Ja sam wiele muszę się nauczyć i mam tego świadomość. Kiedy zasiadałem do pisania „Bestii”  pochłonąłem „Poradnik rzemieślnika” Stephena Kinga... dwukrotnie. Nauczyłem się z niego wielu ciekawych rzeczy.
Myślę, że mojemu warsztatowi jeszcze daleko do doskonałości (śmiech), ale staram się jak mogę żeby powieść po porostu dobrze się czytało a sama historia była wciągająca. Pierwszy raz zacząłem pisać już jako kilkunastoletni chłopak. Już wtedy też zaczytywałem się w najróżniejszych powieściach fantasy i grozy. Wyczytałem gdzieś, że aby dobrze pisać trzeba zasiadać do maszyny jak najczęściej oraz  jak najwięcej czytać. Z tym ostatnim nigdy nie miałem problemu.

Ania Korosteńska
1. Co oznacza dla Pana Kompleks Boga, czy jest stanem umysłu, czy może jeszcze czegoś innego?


Kompleks Boga jest pojęciem psychologicznym, choć formalnie nie figuruje w żadnej z klasyfikacji zaburzeń psychicznych DSM. Według mnie jak najbardziej dotyczy stanu naszego umysłu, który jednak rzutuje również na kondycję naszego ciała. Pojęcia tego nie musimy jednak brać zbyt  dosłownie. Ktoś kogo charakteryzuje kompleks Boga nie musi być psychopatą albo socjopatą  (śmiech), a po prostu człowiekiem z przerośniętymi ambicjami, które mają się nijak do posiadanych predyspozycji. 

2. Co oznacza dla Pana bycie mieszkańcem Szczecinka współcześnie?


To moje miasto i razem  z żoną czujemy się tam naprawdę dobrze. Kiedy zabierałem się za pisanie „Bestii” wiedziałem, że akcja powieści musi toczyć się w Szczecinku. Spędziłem tam całe swoje życie. Jako dziecko mieszkałem zaledwie sto metrów od wieży Bismarcka, która w powieści ma szczególne znaczenie. Nie wyobrażam sobie abym mógł zamieszkać gdzie indziej.

3. Czy myślał Pan już nad tym, aby w kolejnej powieści akcję osadzić na Bałtyku, na statku (z racji pracy zawodowej, po części), aby jakaś niewyjaśniona sprawa połączyła dwa wybrzeża; polskie i szwedzkie, a tym samym dwa gatunki thriller polski z thrillerem skandynawskim?

Muszę przyznać, że już dawno o tym myślałem. Mam kilka wstępnych pomysłów na kolejne projekty i nie wiem za który zabiorę się w pierwszej kolejności. Bardzo możliwe, że będzie to powieść, w której miejscem akcji będzie właśnie prom. Grzechem byłoby nie wykorzystać faktu, że to środowisko jest mi tak dobrze znane. Do tego na wyciągnięcie ręki mam skarbnicę wiedzy w postaci wykwalifikowanej załogi,  kapitana, oficerów i marynarzy, którzy na pewno nie odmówiliby mi pomocy w kwestiach nazwijmy je stricte technicznych. Myślę, że to jedynie kwestia czasu zanim zaproszę swoich bohaterów na mroczny pokład jakiegoś statku.

iskiereczka
1. Dlaczego postanowił Pan wydać najpierw "Kompleks Boga" ?

„Kompleks Boga” zacząłem pisać zaraz po ukończeniu „Bestii”, kiedy nie byłem nawet pewien czy uda się ją wydać. Pojawił się pomysł i uznałem, że nie ma co marnować czasu tylko trzeba zabrać się do pracy. Kiedy zbliżałem się do finiszu „Kompleksu...” zaczynałem już myśleć o kolejnym projekcie. Na początku sceptycznie podchodziłem do napisania kontynuacji „Bestii” ale przekonały mnie wiadomości, które dostawałem od Czytelników. Na chwilę obecną jestem zadowolony z tego co już udało mi się napisać ale wciąż brakuje mi czasu do dalszej pracy.

Kolorowa Kratka
1. Niech Pan wyjaśni szczegółowo termin "Kompleks Boga".


Pomysł na tytuł pojawił się już w trakcie pisania powieści. Razem z moją redaktorką postanowiliśmy przybliżyć Czytelnikom psychologiczny termin kompleksu Boga już na pierwszej karcie książki. Jako pierwszy tego terminu użył walijski psychoanalityk Ernest Jones. Kompleks Boga to stan umysłu, w którym dana osoba uważa, że posiada nadprzyrodzone uprawnienia lub podobne do Boga nieograniczone możliwości. Osoba taka zazwyczaj uważa się za stojącą powyżej zasad społeczeństwa oraz, że należy jej się z tego tytułu szczególna uwaga.

2. Dlaczego akurat pisze Pan thrillery?

Thriller, horror czy kryminał są mi najbliższe ponieważ w tego rodzaju książkach zaczytywałem się od najmłodszych lat. Pewnie dlatego też takie właśnie powieści piszę i można w nich odnaleźć elementy z każdego z wyżej wymienionych gatunków. Kiedy zaczynam pisać, sam do końca nie wiem czy będzie to bardziej horror, kryminał czy jednak thriller. Jedno jest pewne: nigdy nie napiszę romansu (śmiech).

3. Jak Pan radzi sobie ze sławą?

Nie mam z tym problemu z prostego powodu, otóż  nie jestem sławny (śmiech), a co najwyżej rozpoznawalny i to raczej w moim rodzinnym mieście i w środowisku ściśle związanym z literaturą z dreszczykiem. Ale napisanie „Bestii” i uczestnictwo w spotkaniach autorskich i konwentach pozwoliło mi poznać wielu ciekawych ludzi. To bardzo duży plus.

Joanna Stoczko
1. Są książki niezwykłe, które powodują, że ilekroć do nich wrócimy, czujemy niesamowite ciepło na sercu. Są i takie, które przywracają w nas nadzieję. Są też i takie książki, które sprawiają niewyobrażalny ból i kształtują nas jako jednostkę. Jest jeszcze czwarta grupa, która spełnia wszystkie powyższe warunki- książki śmieszą, ale sprawiają również ból, uczą, ale również i miażdżą emocjonalnie. Przeklinamy je wielokrotnie, ale też pragniemy ich nigdy nie zapomnieć. Jaką pozycję wydawniczą zaliczyłby Pan do czwartej grupy? Jaka książka wywarła dotychczas na Panu największe wrażenie? Dlaczego?


Kiedy biorę książkę do ręki liczę, że jej autor ma zamiar opowiedzieć dobrą historię, zaoferować mi rozrywkę na najwyższym poziomie. Chcę ją przeżywać emocjonalnie, iść ramię w ramię z głównymi bohaterami, odczuwać ich cierpienie i szczęście, poczuć dreszczyk i uśmiechać się w momentach, w których powinienem się uśmiechać.  Zawsze jednak jakiś głos w mojej głowie będzie mówił: „Hej stary, przecież to tylko fikcja”. I choć oczywiście ludzie często opisują historie, które wydarzyły się naprawdę, osobiście nie czytuję takich, które mogłyby mnie „emocjonalnie zmiażdżyć”. W fikcji poszukuję ucieczki od rzeczywistości, która sama w sobie potrafi być miażdżąca i zacznie bardziej przerażająca niż wszystkie powieści świata stworzone przez najlepszych autorów thrillerów. Myślę, że pod tym względem jestem tchórzem.  Pamiętam jak któregoś dnia moja żona przeczytała książkę opartą na faktach, która dosłownie wycisnęła z niej wszytki łzy. Zapytała mnie czy chcę przeczytać. Odmówiłem. Ludzkie choroby i wszelkiego rodzaju tragedie przerażają mnie do głębi. Sam przeżyłem w życiu olbrzymią traumę i czasami za pośrednictwem moich bohaterów staram się przenieść podobne emocje na czytelnika, przemycić między wierszami ważną prawdę o człowieku i jego życiu. I choć być może ktoś w pewien sposób spróbuje się z takim bohaterem utożsamić, to jednak wciąż będzie żył w przekonaniu, że to o czym czyta nie zdarzyło się naprawdę.
Największe wrażenie wywarła na mnie powieść Stephena Kinga pt. „To”. Kupiłem ją sobie za pieniądze, które dostałem na dziesiąte urodziny. Gdybym wiedział, że wychodząc ze sklepu z tą książką poniekąd podpisuję cyrograf z diabłem, odstawiłbym ją z powrotem na półkę i uciekł gdzie pieprz rośnie.  Po jej lekturze nie spałem kilka nocy, a jak już mi się  udawało usnąć to i tak budziłem się z krzykiem.  Kiedy po jakimś czasie wreszcie doszedłem do siebie, kierowany niezwykłą ciekawością, obejrzałem film nakręcony na jej podstawie i... koszmar zaczął się na nowo.

2. Czy okładka jest dla Pana ważnym elementem książki, czy trzyma się Pan powiedzenia "nie ocenia się książki po okładce"?

Myślę, że okładka książki jest niezwykle ważna. To przecież za jej sprawą zazwyczaj bierzemy książkę do ręki, aby w następnej kolejności zapoznać się ze streszczeniem fabuły i różnego rodzaju komentarzami.  Z dobrą okładką jest trochę jak z ładną dziewczyną, która przyciąga wzrok chłopaka, zanim ten zdobędzie się na odwagę aby zrobić pierwszy krok.  Dopiero później poznaje jej wnętrze, osobowość  i dowiaduje się czy idą w parze z powierzchownością, czy są równie piękne, a może wręcz przeciwnie?
Choć czasami takie podejście może być zgubne, to w dzisiejszym świecie, w którym hołduje się pięknu i wzrokowym doznaniom, projekt graficzny okładki jest niemal tak samo ważny jak sam tekst. Dlatego wielu profesjonalnych grafików nie przystępuje do pracy zanim nie zapozna się z fabułą.  Osobiście jestem bardzo zadowolony z okładek swoich książek.

3. Co jest dla Pana ważniejsze- iść czy dojść? Co czuł Pan w chwili pisania kolejnych stron książki? Jakie uczucia (być może ze sobą sprzeczne) Panu towarzyszyły, gdy ją Pan skończył?

Myślę, że samo podążanie jest istotne ale czym by ono było gdybyśmy nie wierzyli, że uda nam się dotrzeć do mety? Uwielbiam pisać, ale są momenty kiedy szczerze tego nie cierpię i wolałbym robić milion innych rzeczy, ale są też i takie chwile kiedy pisze mi się wspaniale i nie chcę kończyć. Podczas pisania bardzo często nawiedzają mnie najróżniejsze wątpliwości dotyczące tekstu, od fabuły począwszy, a na samym stylu pisania skończywszy. Często analizuję to co udało mi się napisać, kreślę, wyrzucam, poprawiam, jednym słowem  nie wiem czy to co powstawało przez ostatnie godziny jest dobre.  Jednak zdarza się, że to, co dzisiaj mi się nie podoba,  jutro kiedy spojrzę  na to z innej perspektywy okazuje się całkiem  niezłe.

Agata Owca
1. Nie obawiał się Pan sławy?


Szczerze powiedziawszy nigdy o tym nie myślałem. A już na pewno nie myślałem o sławie zaczynając pisać. Nie mam z tym problemu bo nie jestem sławny, a co najwyżej rozpoznawalny. W tej materii łatwiej (albo trudniej) mają aktorzy, gwiazdy muzyki albo sportowcy.
Jak Pan reaguje na niepochlebne opinie na temat swojej twórczości?
Wydaje mi się, że jeżeli ktoś mówi, że nie obchodzą go opinie na temat tego co robi, bez względu czym się zajmuje, nie jest do końca szczery. Myślę, że można nauczyć się pewnego dystansu do krytyki, jedną przejmować się bardziej, drugą mniej ale nie sądzę, aby można być na nią całkowicie obojętnym.  Krytyka jest bardzo istotna, ponieważ oferuje nam informację zwrotną na temat naszej pracy. Jeżeli o mnie chodzi przywiązuję dużą wagę do krytyki, ale jedynie tej konstruktywnej. „Bestia” dostała wiele pozytywnych komentarzy ale oczywiście zdarzały się również te negatywne.  Z części z nich pobrałem pewną naukę, wyciągnąłem wnioski, pokazywałem komentarze żonie i mówiłem: Wiesz chyba gość miał rację, albo faktycznie można to było napisać lepiej. Niestety zdarzały się też opinie w mojej ocenie bezsensowne, nie wnoszące zupełnie nic, z którymi absolutnie się nie zgadzałem.

3. Czy nie nudzi się Panu odpowiadać ciągle na te same/podobne pytania?

Nie, ponieważ każdy ma prawo zapytać o co chce i cieszę się, że Czytelników interesują moje powieści i ja sam. Jest jednak jedno pytanie, którego nie znoszę i udzielanie na nie odpowiedzi zdecydowanie mnie nudzi.  Sam nie wiem dlaczego. A brzmi ono: O czym jest książka? (śmiech)

Katarzyna Żarska
1. Skąd pomysł na taki tytuł powieści?


Sam pomysł na tytuł pojawił się w trakcie pisania i w przeciwieństwie do „Bestii” stało się to dość szybko i bezboleśnie. W przypadku pierwszej powieści długo nie mogłem zdecydować się na tytuł i w końcu z pomocą przyszedł wydawca. Patrząc z perspektywy czasu uważam, że to był dobry wybór.

2. Czy przeżył Pan w swoim życiu kryzys wiary?

Myślę, że każdy wcześniej czy później przechodzi kryzys wiary i to bez względu na to czy jest człowiekiem świeckim czy osobą zakonną. Ze mną nie było inaczej. Z Bogiem jest czasami jak z naszymi ziemskimi rodzicami. Możemy nie  rozumieć ich zachowania, decyzji ale to nie znaczy, że się o nas nie troszczą.
Muszę jednak zaznaczyć, że tytułowy „Kompleks Boga” dotyczy przede wszystkim kwestii psychologicznej, a nie wyznaniowej i w żadnym razie nie stanowi odzwierciedlenia mojej relacji z Bogiem. Wychowałem się w rodzinie katolickiej , w której zawsze pielęgnowano wartości chrześcijańskie.  Teraz kiedy jestem już dorosły niewiele się w tym względzie zmieniło. 
Ktoś może powiedzieć: „Jeżeli gość jest wierzący to jak w ogóle może pisać takie rzeczy?” Otóż może, bo dlaczegóż by nie? Przecież wiara chrześcijańska nie wyklucza istnienia zła, wręcz przeciwnie ostrzega nas przed nim na każdym kroku.  W moich książkach poruszam najróżniejsze jego rodzaje i konfrontuje z dobrem, które przecież jednak najczęściej zwycięża.

3. Jak wyglądały Pana początki pisarskie? To znaczy czy wiedział Pan dokładnie, jakie wartości w swoich książkach chce przekazać Pan czytelnikom?

Na początku zawsze jest jakiś pomysł albo scena, która jawi się w mojej głowie. Tak było w przypadku „Bestii” w której zaraz po prologu dziewczyna ucieka przed bliżej nieokreślonym złem przez zamarznięte jezioro. Ten obraz długo mnie prześladował, aż w końcu postanowiłem usiąść i zacząć pisać. Nie wiedziałem co będzie dalej. Powoli budowałem swoją historię.
Mimo tego, że w moich książkach można odnaleźć elementy thrillera, horroru i kryminału staram się też przemycić między wierszami jakieś ważne wartości. Zawsze jednak dziej się to bardzo spontanicznie. W „Bestii” na przykład pisałem o tym, co czuje człowiek po śmierci bliskiej osoby. Sam to przeżyłem, więc opisując cierpienie Donovana, autentycznie odczuwałem jego ból. Wymieniałem etapy żałoby, przez które przechodzi jednostka w drodze do akceptacji i poddawałem je w wątpliwość, bowiem nie prawdą jest, że po ich przebyciu boli mniej.
Zawsze staram się  stworzyć ciekawe postaci, przedstawić je w taki sposób, aby Czytelnik mógł dobrze je poznać, być może z niektórymi się utożsamić. Powiedzieć: „ Kurczę wiem, co ta babka czuje.” Albo: „Rozumiem tego gościa. Ja mam podobnie”.

Sylwka S.
1. Czy taka trudna praca na promie nakręcała pisanie książki, czy wręcz odwrotnie sprawiała problem, aby połączyć oba te zajęcia?


Tak naprawdę z faktu, że pracuję na promie wypływają i plusy i minusy. Plusem jest to, że kiedy schodzę na ląd mam  całe dwa tygodnie aby oddać się pisaniu. Do tego jeszcze przez pokłady przewijają się setki pasażerów a ja mam niesamowitą okazję do obserwacji ludzi i ich zachowań, które później mogę przenosić na karty swoich powieści.
Minusem jest to, że na statku dzień pracy zaczynam po piątej nad ranem a kończę po północy. Oczywiście mam przerwy w ciągu dnia, jednak najczęściej wykorzystuję je na sen i trudno mi znaleźć  w sobie chęć i siłę do pisania. Kiedy już schodzę na ląd potrzebuję trochę czasu aby dojść do siebie, odpocząć, „zrzucić rdzę” i złapać pisarski rytm. To są ciężkie chwile i nie lubię ich.

2. Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie. Co najbardziej szalonego zrobił Pan w swoim życiu, a co chciałby jeszcze zrobić?

Kiedy patrzę wstecz na swoje życie, czasami zastanawiam się, czy pewnych rzeczy nie można by było zrobić lepiej. Jest to jak najbardziej normalne, ale wcześniej czy później zawsze dochodzę do wniosku, że takie analizowanie przeszłości jest jedynie startą czasu, bo przecież nie dysponujemy taką siłą sprawczą aby ją zmienić. Dlatego zawsze staram się spoglądać w przyszłość, niczego nie żałować,  nie odwracać się za siebie a patrzeć na to co przede mną.
Z natury jestem raczej spokojnym i wyważonym człowiekiem i co tu dużo mówić, w moim życiu nie ma nawet krzty szaleństwa. (śmiech)  Czas dzielę pomiędzy rodzinę, pracę, pisanie, trening siłowy i czytanie.

3. Zawsze się zastanawiałam jak to jest napisać książkę, czy są to chaotyczne myśli przelewane na papier w przypływach weny, czy pisanie według ustalonego grafiku. Jak wygląda praca pisarza od tej właśnie strony, czyli od początku, od samego powstania pomysłu?

Na początku sam nie wiedziałem. Pisałem tylko wtedy kiedy miałem ochotę. Jednak z czasem zacząłem podchodzić do pisania coraz bardziej restrykcyjnie i traktowałem je jak moją pracę. Nie czekam na Wenę, bo po  prostu może mnie nie odwiedzić przez kolejne parę dni, a ja nie mam czasu do stracenia i nie zamierzam go tracić.  Siadam i piszę według ustalonego grafiku. Po sześć, siedem, osiem godzi dziennie. Oczywiście jak jestem w domu. Niekiedy przez ten sam czas napiszę naprawdę sporo, a czasami wręcz przeciwnie. Czy to jest właśnie kwestia weny? Być może. Ja nazywam to po porostu nieodpartą chęcią na pisanie. Wtedy czuję, że dziś może powstać coś dobrego.
Kompleks Boga” to dopiero moja druga powieść, a ja sam bardzo wiele się uczę. Szukam dla siebie złotego środka. Pojawia się pomysł i co dalej? Siadać i pisać, czy może najpierw naszkicować skrupulatny plan? I już wiem, że najlepszym dla mnie rozwiązaniem jest połączenie jednego i drugiego. Siadam i piszę, ale jak zaczyna „być pod górkę”, fabuła wymaga przemyślenia, pewnego reasarchu, kiedy w nocy nie mogę spać, bo w myślach sklejam kolejne wątki, wtedy siadam i zapisuję kilka punktów. W ten sposób pracuje mi się najlepiej i chyba tak już zostanie.

ruskiewicz68
Witam Pana Piotrze - rozsławił Pan Szczecinek - zrobił się pan osobą publiczną, teraz oczy zwrócone ku Panu - jak Pan się teraz odnajduje? Kiedy ludzie mijani na ulicy rozpoznają Pana? Czy odczuwa Pan strach przed napisaniem kolejnej powieści, która może okazać się nie tak dobra jak poprzednie? Czy rozważał Pan Tak ogromny sukces w swoim Debiucie z Bestii ? Z serdecznymi pozdrowieniami - życzę dalszych sukcesów.


Bardzo dziękuję za miłe słowa ale chyba nie do końca na nie zasługuję. Niezmiernie się cieszę, że mogłem zaprezentować Czytelnikom moje miasto. Szczecinek idealnie nadawał się aby umiejscowić w nim akcję „Bestii”. Natomiast jeżeli chodzi o rozpoznawanie mojej osoby przez szczecinecczan , to oczywiście zdarza się  i jest bardzo miłe, natomiast nie dzieje się to aż tak często.
Zawsze człowiek stara się aby to czemu całkowicie się teraz poświęca, wypadało co najmniej tak samo dobrze jak poprzedni projekt. Oczywiście najbardziej pożądanym scenariuszem jest kiedy wynik końcowy okaże się jeszcze lepszy. Nie ukrywam, że tak właśnie było w przypadku „Kompleksu…”. Chciałem aby powieść spełniła oczekiwania Czytelników, nie zawiodła Tych, którym „Bestia” przypadła do gustu.
Pisząc „Bestię” nie myślałem o sukcesie, a raczej o samej przyjemności pisania, dokończenia projektu i spełnienia marzenia, czyli wydania powieści. Udało się i byłem i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu.

Wonderland OfBook
1. Czy pisał Pan z myślą, żeby książka spodobała się jak największej ilości osób, czy też dla własnej przyjemności? Może był inny powód?


Na początku pisałem dla samego siebie i głównie skupiałem się na sprawdzeniu swoich możliwości. Czy znajdę  w sobie tyle siły i motywacji aby napisać książkę? Miałem przy tym ogromną frajdę. Byłem pierwszym czytelnikiem swojej powieści. Później pokazałem skrypt mojej żonie, a potem siostrze. W końcu przyszedł czas aby rozesłać go do wydawnictw. I wtedy tak, zależało mi aby powieść spotkała się z pozytywnym odbiorem jak najszerszego grona.

2. Widziałam, że ma Pan wiele spotkań w księgarniach. Czy stresuję się Pan przed każdym z nich, czy może było ich już tyle, że nie robią na Pana wrażenia?

Każde ze spotkań jest niesamowitym przeżyciem.  Cieszę się, że przechodzą na nie Czytelnicy, którzy chcą się ze mną spotkać, porozmawiać o książkach i nie tylko. To rewelacyjne uczucie, kiedy wiesz, że to co robisz przyniosło efekt, że to co napisałeś może się komuś podobać. Uwielbiam spotkania z Czytelnikami. I nie , raczej się nie stresuję.

kwiatusia
1. Czy przed przystąpieniem do pisania książki ma Pan już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstają dopiero z chwilą tworzenia powieści?


Wiele się uczę i próbuję znaleźć dla mojego pisania najlepszą metodę. Zaczynam pisać kiedy mam pomysł i wiele rzeczy, motywów, postaci rodzi się spontanicznie. Ale przychodzi moment kiedy muszę zastanowić się nad fabułą i zrobić notatki, naszkicować plan, połączyć ze sobą pewne wątki. Zazwyczaj pisanie i planowanie przeplatają się ze sobą nieustannie.

2. Proszę nam zdradzić Pana przepis na napisanie dobrej powieści. Co w trakcie pisania jest dla Pana najłatwiejsze, a co najtrudniejsze? Czy pojawia się brak weny twórczej? I czy przed wydaniem pierwszej powieści pojawił się problem ze znalezieniem wydawcy? Ma Pan wpływ na wybór okładki do książki?

Dobra powieść musi porwać Czytelnika.  Musi sprawić, że Odbiorca uwierzy w to co piszę. Aby tak się stało postaci muszą być wiarygodne, interesujące i „przyziemne” na tyle, aby Czytelnik mógł się z nimi utożsamić.
Bohaterowie muszą grać o wielkie stawki. W „Kompleksie Boga” staną przed trudnymi wyborami moralnymi, zostaną wystawieni na ciężkie próby. Dowiedzą się jak cienka nić dzieli człowieczeństwo od zatracenia. Będą musieli wybrać między żądzą a rodziną, mamoną a szacunkiem do samego siebie, życiem a śmiercią… W konsekwencji swych wyborów dowiedzą się, że niestety świadkiem ich grzechów nie jest jedynie ich sumienie…, ale ktoś jeszcze.
W pisaniu zdecydowanie nie lubię sprawdzania informacji i reaserchu, ale wiem, że są nieodzowne w trakcie powstawania powieści. Czytelnik jest bardzo uważny i wytknie najmniejszą nieścisłość czy błąd. Uwielbiam natomiast kreowanie postaci.
Przed wydaniem „Bestii” pukałem do wielu drzwi, które często  pozostawały zamknięte. Wydać powieść debiutantowi to nie lada wyzwanie.  Ale kiedyś jedna pani powiedziała mi: „Niech się pan nie martwi. Dobra powieść obroni się sama”. Niektórzy w to wierzą innie mówią, że to stek bzdur. Mnie w końcu otworzono więc nie mam prawa powątpiewać w prawdziwość tych słów.
Jestem bardzo zadowolony z projektów swoich okładek. Na szczęście mam wpływ na ich ostateczny wygląd.

3. Czym dla Pana jest pasja i czy wyobraża sobie Pan życie bez niej?

Pasja odrywa mnie od szarej rzeczywistości. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Gdyby nagle jej zabrakło moje życie stałoby się uboższe. Pisanie jest moją największą pasją ale jest nią również uprawianie sportu i czytanie.

izabela81
1. Czasami trudno jednoznacznie stwierdzić, gdzie zaciera się granica pomiędzy gatunkami literackimi, czy jest to thriller czy horror. Czy nie miał Pan problemu z osadzeniem swoich dwóch dotychczasowych książek w konkretnym gatunku? A może to kształtowało się w trakcie pisania?


 Problemy były i to ogromne. W przypadku „Bestii” trudno było stwierdzić czy więcej w niej z horroru, thrillera czy kryminału, bo tak naprawdę odnajdziemy w niej każdy z wyżej wymienionych gatunków. Nawet sam wydawca miał z tym problem. Póki co najbliższy memu sercu jest thriller, ale wszystko tak naprawdę kształtuje się w trakcie powstawania powieści.

2. Przeglądając opinie czytelników na różnych portalach literackich, można dostrzec, że Pana debiutancka powieść zbiera skrajne recenzje – od zachwytów aż po miażdżącą krytykę. Jak Pan na to reaguje, czy debiutantowi jest o wiele trudniej znosić krytykę?

Fakt bycia debiutantem nie ma znaczenia. Wydaje mi się, że bez względu
na to czy niepochlebna opinia dotyczy pierwszej czy dziesiątej książki nie jest ona obojętna żadnemu autorowi. Można się z nią zgadzać, bądź nie. Może być konstruktywna bądź po porostu destruktywna. Spotkałem się z jedną i drugą. Pierwsza działa mobilizująco i staram się z niej wyciągnąć jakąś lekcję, poprawić coś następnym razem, do drugiej próbuję  nie przywiązywać wagi.

3. Czy ma Pan, Panie Piotrze coś z bestii?

 Na szczęście z tej tytułowej nie. (śmiech) Ale uważam, że bestia drzemie gdzieś w każdym z nas, czekając tylko na odpowiedni bodziec mogący obudzić ją ze snu. Kto wiek jak zareagowalibyśmy w ekstremalnych warunkach, walcząc o życie swoje i najbliższych, gdy rozum i moralność odchodzą  na drugi plan ustępując pola instynktowi samozachowawczemu?

Marta Kor
1. Życie pisze różne scenariusze, a najbardziej przerażający według mnie są właśnie ludzie z krwi i kości. Co Pana najbardziej przeraża w ludziach? Jak scenariusz byłby najgorszym z możliwych?


Zdecydowanie się z tym zgadzam. Uważam, że najbardziej przerażający są sami ludzie. Dlatego psychopaci, socjopaci i dewianci nadal będą „atrakcyjni” dla autorów, bowiem ich obecność jest niemal namacalna. W przeciwieństwie do duchów i strzyg możemy spotkać ich wychodząc na ulicę.
Książki są tylko fikcją i nie nimi trzeba się przejmować, a otaczającą nas rzeczywistością.  Przeraża mnie obojętność na cudzą krzywdę, ludzka bezwzględność w dążeniu do celów i ogólnie pojęta zbrodnia krzycząca do nas z ekranów naszych telewizorów. Nawiązując do  „Kompleksu Boga” wystarczy spojrzeć na poczynania Putina aby odnieść wrażenie, że facetowi nie jest obcy taki stan umysłu. I to jest przerażające. Fakt, że za naszą wschodnią granicą giną ludzie, bo w jego głowie pojawiła się ekspansyjna misja. 
I jeszcze jedna rzecz mnie przeraża. Choroby pustoszące nasze organizmy, odbierające życie nam i naszym rodzinom.  Trudno mi jest pogodzić się z faktem, że w dwudziestym pierwszym wieku ludzie nadal umierają na raka, który nawiedza ich ciała jak złośliwy demon.

2. Którą z książek Kinga uważa Pan za najbardziej przerażającą i czemu?

Obecnie  żadna książka nie jest mnie w stanie przerazić. Myślę, że te czasy minęły bezpowrotnie wraz z dzieciństwem. Natomiast na pewno dobra powieść jest w stanie mnie porwać, sprawić, że uwierzę, miło spędzę czas i powiem: Ale świetna książka. 
Do książek, które najbardziej mnie przeraziły jako chłopca należą: „To” Stephena Kinga, „Odwieczny wróg” Deana Koontza i „Egzorcysta” Williama Petera Blatty’ego.  Ale pytanie dotyczy Kinga, więc skupmy się na „To”. Przerażała mnie samo wcielenie zła zakorzenione w postaci klowna, który przecież powinien być  miły i zabawny. Do tego jeszcze widziałem film zrealizowany na podstawie powieści i trupio biała twarz Pennywise’a sprawiała, że nie mogłem spać. Myślę, że działo się tak dlatego, że czytając byłem w podobnym wieku w jakim byli główni bohaterowie.


Zosia Samosia :)
1. Ostatnio przeczytałam, że pisanie książek to 10% talentu i 90% wytrwałości, jak by Pan odniósł się do tych słów?


Nie jestem pewien co do szacunkowych danych procentowych (śmiech), ale zdecydowanie trzeba mieć w sobie ogromne pokłady cierpliwości aby zająć się pisaniem.  Pisanie wymaga motywacji i konsekwencji, które sprawią, że będziemy zasiadać do komputera każdego dnia „popychając” naszą opowieść dalej.  Opowiadanie można napisać jednego dnia, a efekt naszej pracy będzie widoczny bardzo szybko. Powieść pisze się nawet rok i czasami będzie to droga przez mękę, często kręta i dziurawa, wiodąca pod górę, na którą nawet trzeba się będzie wspinać na kolanach. Brzmi mało zachęcająco? Ale tak właśnie jest. Wytrwałość przyda się też przy poprawianiu tekstu i rozsyłaniu do potencjalnych wydawców.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Zmysł powonienia daje nam niesamowitą możliwość podróżowania w czasie. Znajomy zapach potrafi przywołać najróżniejsze wspomnienia z naszego życia. Kiedy jakiś czas temu moja żona popryskała się perfumami, które określaliśmy mianem „naszych początków” znowu stanęła mi przed oczami jako dziewiętnastoletnia dziewczyna, a ja przypomniałem sobie jak wyglądały nasze pierwsze randki.
Czasami, kiedy pomagam w lekcjach siostrzeńcowi i czuję zapach jego szkolnych podręczników, sam przenoszą się do szkolonej ławy.
Niestety są i takie zapachy, których nie chcę czuć, ponieważ przypominają wyjątkowo trudne chwile. Zazwyczaj dzieje się tak, gdy wchodzę na teren szpitala.

3. Gdyby wiedział Pan, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pan spędził i co by robił w tych ostatnich minutach? Oprócz spędzenia czasu z najbliższymi bo tego pragnie każdy z nas.

Jeden dzień życia to naprawdę niewiele i nie wiem nawet czy umiałbym korzystać z czasu, który mi pozostał. Pewnie myślałbym o tym gdzie będę jutro o tej samej porze gdy mnie już… nie będzie.  Na pewno chciałbym pójść na długi spacer po parku, więc miło by było, aby tego ostatniego dnia świeciło słońce.  Usiadłbym na ławce i spróbował podsumować swoje życie. Chciałbym mieć  przy sobie najbliższych ale nie chciałbym aby, był to czas łez i smutku, wypełniony świadomością, że coś bezpowrotnie się kończy. Niewątpliwie powróciłaby kwestia wiary i nadziei, że jednak kiedyś, gdzieś wszyscy znów się spotkamy.

Wojtek Q
1. Wykreowanie tak charakterystycznego bohatera, którym jest psychopata, na pewno nie należy do najprostszych. Ponadto jest to bardzo ryzykowne, bowiem czasami można przedstawić go tak, iż nie jest straszny, a wręcz przerysowany i nieciekawy. Zastanawia mnie więc, czym kierował się Pan w rozumowaniu psychopaty? Czy pisząc, wchodził Pan w jego skórę?


Pisząc wchodzę w skórę wszystkich moich bohaterów. Zgadzam się, że nie jest łatwo stworzyć taką postać i niebezpieczeństwa o których Pan wspomina są bardzo realne. Choć nie zabrzmi to za dobrze, to trzeba spróbować go zrozumieć, przeżyć z nim to co on przeżywa, poczuć jego pragnienia, ból i odrzucenie. Warto też posiłkować się psychologią. Sam nie wiem czy moim psychopatyczni bohaterowi są realni. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że tak właśnie jest.

2. Budzi się Pan przypięty do metalowego stołu, nad którym stoi mężczyzna, spoglądający na Pana oczami pełnymi szaleńczego obłędu. Jedynym wyjściem z sytuacji jest rozmowa. Jak przekonałby Pan psychopatę, by pozwolił Pana wypuścić, bądź by choć odwiązał od stołu?

Ostatnio poddawałem się małemu zabiegowi chirurgicznemu i leżąc na fotelu i czekając na znieczulenie zastanawiałem się co musi przeżywać człowiek, nad którym pochyla się szaleniec ze skalpelem w ręku.  Nie wiem czy można by wpłynąć na takiego człowieka werbalnie nie znając jego historii. Raczej nie. Pozostałaby jedynie kwestia mówienia dla samego mówienia, aby przedłużyć czas, dowiedzieć się o nim jak najwięcej i w duchu… modlić się o cud. 
3. Jaką melodią byłaby Pana książka, gdyby z pokaźnego tomu zamieniła się w ścieżkę dźwiękową?
Myślę, że powstałby całkiem niezły mix, przypominający filmowy soundtrack. Byłoby w nim miejsce dla spokojnej, wyważonej muzyki ale również na ostre gitarowe brzmienie. Musiałaby to również być typowa, klimatyczna muzyka z filmów z dreszczykiem budująca napięcie i niepokój. Każdą dźwiękową ścieżkę, należałoby dopasować do konkretnej książkowej sceny.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Piotrowi Rozmusowi za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.  


Nagrodę w postaci książki "Kompleks Boga'' otrzymują:

Joanna Stoczko
Ania Korosteńska

Gratuluje zwyciężczyniom i pozdrawiam!!! 

Cyrysia

22 komentarze:

  1. No cóż, w tym przypadku nie wymyślę nic oryginalnego, ale czytanie wywiadu było dla mnie niesamowitą przyjemnością. Wspaniale jest poznać autora z zupełnie innej, nieznanej dotąd strony. Zdecydowanie warto było czekać :)
    Dziękuję serdecznie za wyróżnienie. Cieszę się, że w najbliższym czasie zostanę wprowadzonia do mrocznego świata Pana Piotra :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dość, że przystojny i inteligentny, to jeszcze szalenie ciekawa osobowość :) Świetny wywiad, kolejny z moich ulubionych w Twoim cyklu, gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ ciekawy wywiad, świetnie się czytało. Musze się zapoznać z twórczością pana Rozmusa, bo nie miałam jeszcze okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielka frajda czytać odpowiedzi na własne pytania :)
    Przypuszczałem, że Rozmus będzie ciekawą osobistością i rzeczywiście tak się okazało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie poznałam jeszcze twórczości tego autora, ale jego osoba i odpowiedzi na pytania, bardzo mnie do niej zachęciły.

    OdpowiedzUsuń
  6. Również nie znam twórczości autora, ale miło się dowiedzieć tylu ciekawostek i w pewien sposób zachęcił mnie do lektury.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsze pytanie przykuło mój wzrok - wiadomo ;) i przyznam, że ja już w wenę nie wierzę. W pasję, chęć pisania - tak. To pasja pcha nas do pisania, ale ważny jest nawyk. Bez niego grubaśne tomiska by nie powstały;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeden z niewielu wywiadów mających moc wciągnięcia czytelnika. Świetny :) Pozrdawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wywiad ciekawy, ale za twórczością tego pana nie przepadam..

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję!
    Cyryś, powinnaś zredagować książkę - Wywiady z polskimi pisarzami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś już kiedyś wyszedł z taką propozycją, ale w gruncie rzeczy nie jest łatwo zrealizować taki projekt :)

      Usuń
  11. Świetny wywiad, wymarzona lektura do kawy...w pracy:) Czytałam pierwszą książkę p. Rozmusa. Po drugą na pewno sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaki sympatyczny autor, od razu ma się ochotę na przeczytanie twórczości tego pana ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie czytałam jeszcze książek autora, ale wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajny autor. Może uda mi się w najbliższym czasie przeczytać jego książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi ciekawe na interesujące pytania :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chętnie przeczytam coś tego pana:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratuluję, nie znam jeszcze twórczości autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak zwykle - pochłaniający, świetny wywiad. ;) Gratuluję zwycięzcom!
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...