"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

wtorek, 25 kwietnia 2017

Wywiad z Hanną Greń

Izabela Dembna
Z jakim pisarzem/pisarką chciałaby Pani zjeść kolację i dlaczego akurat ta osoba?


Chciałabym zjeść kolację z Agnieszką Lis, lecz obawiam się, że przeciągnęłaby się aż do śniadania. Mamy zaskakująco dużo wspólnych cech i zapatrywań, więc tematów by nie zabrakło. Poza tym fascynuje mnie jej sposób kreowania świata w powieściach i chętnie wycisnęłabym z niej zeznania na ten temat.

Ewelina Maria
Czy uważa Pani, że pisania książek można się nauczyć? Czy z tym trzeba się urodzić czy każdy, jeśli o tym marzy, może pisać i robić to dobrze?


Myślę, że pisania książek nawet trzeba się nauczyć. Oczywiście osoba nieposiadająca wyobraźni jest z góry skazana na porażkę, ale sama wyobraźnia także nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze umiejętność przekształcania tych obrazów w słowa oraz dobra znajomość ojczystego języka. Im więcej piszemy, tym robimy to lepiej (a przynajmniej powinniśmy). Dużo czytać i dużo pisać – to najlepsza nauka. Dodam jeszcze jeden niezbędny warunek – umiejętność spojrzenia krytycznym okiem na własne dzieło, by móc uświadomić sobie popełnione błędy.

Edziorka
Czy sytuacje opisywane w książce to całkowicie fikcyjne zdarzenia, czy opisuje Pani też skrawki ze swego życia?


W moich książkach jest bardzo dużo rzeczywistych zdarzeń. Wprawdzie bohaterowie są całkowicie fikcyjni, ale prawie każdy z nich dostał kawałek istniejącej faktycznie osoby. Podobnie ma się rzecz z fabułą. Niby jest fikcyjna, ale wplatam w nią autentyczne wydarzenia.

Beata G.
Jeśli spotkałaby Pani w tej chwili swoich bohaterów, co by im Pani powiedziała?


Wszystko zależy od tego, kogo bym spotkała. Jednym pewnie chciałabym skopać tyłki, z innymi pójść na wódkę i dyskutować do białego rana. A z moich psychopatów próbowałabym wyciągnąć informacje, co sprawiło, że zamienili się w potwory.

Czy zawsze marzyła Pani o pisaniu, czy jakiś zbieg życiowych okoliczności to sprawił?

Pisać chciałam, jak sięgam pamięcią. Bardzo szybko nauczyłam się czytać, a czytając, zawsze znalazłam coś, co chętnie bym zmieniła i w myślach dopowiadałam sobie alternatywne sceny. Gdy w końcu nauczyłam się pisać, co przy moim odwrotnym widzeniu liter nie było łatwe, natychmiast zaczęłam wprowadzać to w czyn.

Elenkaa _
Co Pani czuła widząc pierwszy raz swoją książkę na półce w księgarni?


Stałam przed witryną jak wmurowana, wgapiałam się w książkę i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. To było niesamowite uczucie. Mogę je porównać chyba tylko do chwili, gdy pierwszy raz spojrzałam na moje dziecko.

Monika Szydlowska
Haniu...Jesteś ryzykantką czy ostoją spokoju... co byś wybrała? Skok na bungee czy spokojną przejażdżkę konną?


Muszę przyznać, że mimo upływu lat pozostałam nieuleczalną ryzykantką. Proste rozwiązania zawsze niewymownie mnie nudziły. Ale Twój przykład jest nieco chybiony, gdyż bez cienia lęku skoczyłam kiedyś na bungee i mogłabym to powtórzyć w każdej chwili. Natomiast przejażdżka konna zakończyła się tym, że koń zwyczajnie spode mnie wyszedł. Nigdy więcej!

Perus
Osobiście uważam, że napisanie dobrego kryminału wcale nie jest łatwe. Trzeba opracować ze szczegółami interesującą intrygę, umiejętnie wprowadzić w błąd czytelnika, żeby się za szybko nie domyślił, kto jest winien, no i znać się trochę na realiach dotyczących pracy policji. To na pewno nie jest wszystko. Może Pani zdradzić, jakie jeszcze wyzwania stoją przed autorem kryminałów?


Uważam, że potrzebna jest do tego spora doza logiki, żeby móc uprawdopodobnić wydarzenia. Jeżeli autor na przykład na początku napisał, że bohater ma lęk wysokości, a później, że wspiął się na Giewont, żeby zrzucić w przepaść ofiarę, to czytelnik raczej tego nie „kupi”. Jeszcze gorzej jest, gdy autor się pogubi w linii czasu. Wychodzą potem takie kwiatki, że zabójca ma niekwestionowane alibi na czas popełnienia morderstwa albo że ofiara w czasie, gdy ją zabijano, była zupełnie gdzie indziej.

Agatha Christie twierdziła, że najciekawsze pomysły przychodzą jej do głowy podczas zajmowania się nudnymi czynnościami takimi jak zmywanie naczyń. A kiedy Pani przychodzą do głowy najciekawsze pomysły?

Od zawsze cierpię na kłopoty ze snem i najciekawsze pomysły przychodzą mi do głowy podczas bezsennych noc. Tylko że najczęściej nie chce mi się wstać i zanotować, a rano już ich nie pamiętam.

Sprzątanie, gotowanie czy szycie też umożliwia wymyślanie fabuły. Podczas ostatniego mycia okien przyszedł mi do głowy całkiem fajny mord.

Jadwiga Kwiecińska
Co było impulsem dla Pani do rozpoczęcia kariery pisarskiej-proza codziennego życia, wydarzenia z przeszłości czy chęć zmierzenia się z warsztatem pisarskim?

Po latach niepisania natrafiłam na konkurs na opowiadanie i przyszło mi do głowy wrócić do dawnych marzeń o pisaniu i wziąć w tym konkursie udział. Ale gdy zaczęłam pisać, od razu zrozumiałam, że nie mam szans zamknąć tej historii w limicie znaków, że jest to temat na powieść. Tym sposobem powstała moja pierwsza książka.

martucha180
Czym dla ekonomistki jest SŁOWO?

Wbrew pozorom dla ekonomistki słowo ma ogromne znaczenie, wiele bowiem zależy od takiej, a nie innej interpretacji danego przepisu. Najbardziej znienawidzonym jest słowo „kontrola”, a powodującym euforię jest „prawidłowo”, wyczytane w pokontrolnym protokole.

Na ile Pani miejsce zamieszkania ma wpływ na miejsce wydarzeń w Pani powieściach?

Moje miejsce zamieszkania ma ogromny wpływ, gdyż właśnie ono jest najczęściej miejscem akcji. Nie wyobrażam sobie, bym mogła pisać o miejscu, którego nie znam, chyba że byłaby to miejscowość całkowicie fikcyjna. Ale po co mam wymyślać takie miejsce, skoro mam Bielsko-Białą – miasto piękne, usytuowane podobnie jak Rzym na siedmiu wzgórzach, z widokiem na górskie szczyty. I mam Wisłę czyli miasto, w którym spędziłam pierwsze osiemnaście lat, a przy jej położeniu i powierzchni (stanowi 15,6% powiatu cieszyńskiego, co daje jej pierwsze miejsce pod względem wielkości) naprawdę mam w czym wybierać.

Martyna Carlli
W życiu twórcy często pojawiają się chwile zwątpienia, irytacji a nawet poczucia bezsensu. Czy i Pani towarzyszyły podobne emocje podczas pisania którejś z książek? Co było wtedy dla Pani motywacją?


Właściwie przy pisaniu każdej książki miałam chwile, gdy zastanawiałam się, czy nie wykonać działania „kasuj plik”, bo wszystko, co napisałam, wydawało mi się głupie, naiwne i nieciekawe. W takich chwilach zawsze są dla mnie pomocą usłyszane dawno temu słowa: „Po co tracisz czas na takie głupoty? I tak nic z tego nie wyjdzie”. Wtedy od razu wyłazi ze mnie rogaty koziorożec nieuznający słów „nie da się”, zaciskam więc zęby i zabieram się za wycinanie niepotrzebnych wątków, poprawianie kulawych zdań, robienie dopisków tam, gdzie to niezbędne. Bo nie da się jedynie zrobić ściągacza szydełkiem.

JoAnna Polska
Często także kiedy człowiek pracuje, umysł tworzy ciekawe historie. Jestem ciekawa czy większość z nich powstawała w czasie szycia a może liczenia w biurze rachunkowym, a może w jeszcze jakimś innym miejscu?


Z tym bywa bardzo różnie, nigdy nie wiem, gdzie i kiedy pojawi się pomysł. Fabuła „Cienia Sprzedawcy Snów” powstawała głównie w pracy, podobnie było z „Cynamonowymi dziewczynami”. Wątek kryminalny „Otulonych ciemnością” został wymyślony w sanatorium podczas morderczych ćwiczeń – dzięki niemu zapominałam o zmęczeniu. Uważam, że to moja najlepsza książka, kupiłam więc bieżnię, żeby iść za ciosem. Czwartą część cyklu wymyślałam, patrząc na spławik, a że ryby nie chciały współpracować, nic mi tych „wymyślań” nie przerywało. Obie „Pliszki” natomiast powstały podczas wykonywania znienawidzonych domowych czynności czyli sprzątania i prasowania.

Insa Calieste
Często w swoich powieściach analizujesz psychikę i sposoby działania morderców. Gdybyś sama była jednym z nich, jak dokonałabyś morderstwa?;)


W tym roku podczas wyprawy grzybowej mój mąż wpadł do bagna. Gdybym wówczas uderzyła go czymś ciężkim w głowę i wepchnęła głębiej do tej mazi, zniknąłby na wieki, gdyż bagno nie oddaje ofiar. Wróciłabym potem do domu i rozpowiedziała, że odszedł z inną, dużo młodszą kobietą, zostawiając mi cały dobytek jako zapłatę za swoją wolność. W takim przypadku nikogo nie dziwiłoby, że nie zgłosiłam zaginięcia. Bo po co szukać męża, który wybrał inną?

Jak czułaś się po tak długiej przerwie w pisaniu? Powrót do twórczości był ekscytujący, stresujący, a może zupełnie naturalny?

Powrót był jednocześnie ekscytujący i stresujący. Ekscytujący, wreszcie bowiem robiłam to, o czym całe życie marzyłam, a stresujący, gdyż tak wiele zapomniałam. Czytanie ogromnej ilości książek to za mało dla lekkości pióra. Potrzebna jest jeszcze praktyka, ćwiczenie w posługiwaniu się słowem, a jedyne, co od wielu lat pisałam, to bilanse i pisma do urzędów skarbowych. Traciłam więc czas na wyszukiwanie synonimów, które przecież były mi doskonale znane, a jak na złość nie mogłam ich sobie przypomnieć. Musiałam też na nowo nauczyć się konstrukcji zdań złożonych i wyzbyć się typowo urzędniczego stylu.

Izabela Wyszomirska
W Pani najnowszej powieści główna bohaterka przed dziesięciu laty była niemal ofiarą gwałtu. Czy w prawdziwym życiu nie jest tak, że w większości przypadków policjant "broni" policjanta? Nie wierzy, że mógłby dopuścić się takiego czynu? Z czego to może wynikać?


W opisanym przeze mnie przypadku podejrzewany i prowadzący dochodzenie byli przyjaciółmi, a to zawsze zniekształca ogląd. A w prawdziwym życiu?

W sytuacjach, gdy materiał dowodowy nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ocena w dużej mierze zależy od interpretacji, a ta może być różna. Dochodzą do tego osobiste odczucia, nie zawsze celne. Nie zapominajmy, że policjanci to zwykli ludzi, podlegający takim samym słabościom jak każdy z nas. Prócz tego to specyficzna grupa zawodowa. Nie są lubiani i szanowani tak jak na przykład strażacy, tylko wręcz przeciwnie, chętnie pomawiani są o wszystko, co najgorsze. Stąd bierze się ponadprzeciętna solidarność zawodowa – po prostu wiedzą, że jedynie na kolegów mogą liczyć, więc tych kolegów bronią. Nie zapominajmy jednak, że to nie policja stawia w stan oskarżenia i nie policja feruje wyroki. Jest tylko organem wykonawczym, więc nie jej głos jest ostateczny.

Którą sylwetkę bohatera tworzy się trudniej - czarny charakter czy tego dobrego?

Zdecydowanie większe problemy mam z wykreowaniem bohaterów pozytywnych. Najłatwiej tworzy mi się postacie psychopatów. Z osobami małych wrednych gnojków też nie miewam kłopotu, natomiast ci dobrzy nie powstają już tak łatwo. Cały czas muszę pilnować, żeby nie przedobrzyć i zamiast normalnej osoby nie stworzyć bohatera pozbawionego wad, który nigdy nie robi nic głupiego czy wrednego. Byłaby to postać nudna, mdląca od tej dobroci, a przy tym niewiarygodna. 


lidiakolbus
Nie będę oszukiwać, nie znam Pani twórczości w sumie to nic o Pani nie wiem oprócz tego co przeczytałam przed chwilą. Zwróciłam uwagę na okładkę książki, która mnie zaintrygowała, jak takie osoby jak ja zachęciłaby Pani do przeczytania jej, a może uważa Pani, że nie trzeba zachęcać bo kto będzie chciał to i tak przeczyta?


Przy tej ogromnej ilości książek zachęta jest niezbędna dla zwrócenia uwagi na tę, a nie inną pozycję. Tylko że ja nie umiem zachwalać swoich dzieł, przekonywać, że są warte uwagi, dlatego to pytanie jest dla mnie najtrudniejsze. Wiem, czego bym nie napisała. Na pewno nie reklamowałabym własnej książki jako rewelacyjnej, zapierającej dech w piersiach czy choćby niezwykle interesującej, bo ocenę zostawiam czytelnikowi. Mogłabym jedynie zachęcić poprzez zaintrygowanie treścią, tak jak zrobiłam to na moim blogu Książkolubna.

"Magister ekonomii" pod tym względem możemy przybić sobie piątkę. Ścisłe umysły czytają książki i nawet je piszą. Czy jednak zawsze była Pani określana ścisły umysł czy może jednak coś z humanisty też drzemało, tylko jak w takim razie znalazła się Pani na drodze ekonomii?

Ostanie, co można by o mnie powiedzieć, to „umysł ścisły”. Zawsze byłam typową humanistką, dla której przedmioty ścisłe stanowiły prawdziwą torturę. Na drodze do ekonomii znalazłam się całkiem przypadkowo, gdy podczas urlopu wychowawczego, znudzona codziennymi powtarzalnymi zajęciami, szukałam jakiegoś wyzwania. Trafiłam na filię Akademii Ekonomicznej i zapisałam się, pewna, że na zaoczne studia nie ma egzaminów wstępnych. Niestety były! Ale nie zwykłam się cofać, więc do nich przystąpiłam i tak zaczęła się moja przygoda z ekonomią. Polubiłam ten cały logiczny, uporządkowany świat księgowości, może dlatego, że zawsze bardzo wysoko ceniłam u ludzi logiczne myślenie, i praca w tym zawodzie dawała mi wiele satysfakcji.

Sunny Snowflake
Na okładce widzimy manekina krawieckiego. Czy wykorzystała Pani swoją wiedzę o krawiectwie w książce? I czy często czerpie Pani inspiracje do książek z własnego życie i umiejętności?


Postać głównej bohaterki jako krawcowej jest zbudowana na moich doświadczeniach. Chwila, gdy dwunastoletnia Kornelia odkrywa w sobie talent do szycia, jest dokładnym odwzorowaniem mojego pierwszego spotkania z tym zajęciem. Nawet wiek się zgadza.

Życie to najlepsze źródło inspiracji, więc wykorzystuję je do maksimum

Gosia
Co sprawia, że czuje się Pani naprawdę szczęśliwa?

Bardzo wiele rzeczy. Zaliczam się do tych osób, które cieszą się nawet z drobiazgów, a pośród nawału problemów potrafią znaleźć coś, co pozwala poczuć się szczęśliwą. Uważam, że nie istnieje pełnia szczęścia. To po prostu nie możliwe, gdyż nawet gdy jesteśmy w euforii, gdzieś tam czai się coś, co nas boli, drażni czy irytuje. Dlatego ja wyłapuję to, co dobre i pielęgnuję jak skarb.

Czy jest jakaś książka do której Pani często wraca? Jeśli tak to jaka to książka i dlaczego właśnie ta?

Jest wiele książek, do których wracam, bo to tak, jakbym odwiedzała starych, wypróbowanych przyjaciół. Taką przyjaciółką jest niewątpliwie Ania z Zielonego Wzgórza. Nasza przyjaźń trwa niezmiennie od dzieciństwa. Chyba jesteśmy „pokrewnymi duszami”.

Ewa Łysiak
Jak tworzy Pani postacie, tzn. czy dzieje się to podczas pisania, że pojawiają się nowi bohaterowie i wątki, czy już na początku na Pani plan, co do bohaterów, całości książki?


Z moim planowaniem bywa różnie. Główny plan dotyczy wątku kryminalnego, gdzie najpierw ustalam podstawowe założenia. Są to odpowiedzi na siedem złotych pytań kryminalistyki: Co? Gdzie? Kiedy? Jak? Czym? Dlaczego? Kto? Potem rozpisuję działania policji, żeby uprawdopodobnić śledztwo i samej się w tym nie pogubić. Co do reszty, to mam tylko ogólną wizję. Cały wątek obyczajowy powstaje w trakcie pisania, przez co sama nie wiem, co moi bohaterowie wykombinują. Nieraz tak daleko odbiegają od tej pierwotnej wizji, że muszę ich przywoływać do porządku. A czasem przyznaję im rację i zmieniam wizję.

Czy ma Pani ulubioną porę lub miejsce do pisania swoich książek?

Miejsce – na tapczanie, w pozycji półleżącej. Czas – późny wieczór i noc. Zawsze najlepsze efekty uzyskuję nocą, nieważne, jakiego zajęcia dotyczą. Tak było z nauką, i tak jest z szyciem, haftem czy pisaniem. Mogłabym spokojnie zastosować do siebie policyjne hasło „Noc jest nasza”.

Małgorzata Heimel
Witam Autorkę. Nazywam się Małgorzata Heimel i mam dwa pytania:
Proszę pamiętać, że zeznaje Pani pod przysięgą 😀
Pytanie pierwsze - przedostatnie:
Jak skomentuje Pani anegdotę, którą usłyszałam ostatnio w przyjaznym gronie, że ,,krawcowe w dzień szyją a w nocy się prują"?


Od razu mam jednoznaczne skojarzenie, ale je pominę, żeby nie siać zgorszenia. Bezpieczniej będzie, jeśli udam, że owo „pruje” odczytałam jako słowo z policyjno-przestępczego slangu. Rozpruła się czyli pękła, nie wytrzymała psychicznie i teraz albo sypie, albo siedzi i płacze. Ja wprawdzie nie przejawiam tendencji do płaczu, ale zdarzało mi się nocami kląć szpetnie po obejrzeniu tego, co uszyłam w dzień. I to musi wystarczyć za odpowiedź. Inna wyłącznie na priv!

Pytanie drugie-ostatnie niestety:
Hmm...czy zdradzi Pani (może być pól żartem pól serio) jaka intryga uknuta przez znajomych spotkała Panią w życiu osobistym?


Intrygi knute przeciwko mnie jakoś nigdy nie wypalały, bo zawsze udawało mi się w porę zorientować. Kiedyś natomiast spotkała mnie sytuacja odwrotna. Pewnego dnia do mojego biura wszedł kolega mojego męża z CBŚ w towarzystwie dwóch innych osób i oznajmił, że przyszli po dokumenty jednego z klientów, którego podejrzewają o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Dostałam ataku śmiechu, gdyż nazwisko klienta sugerowało raczej udział w jakiejś kompletnie niezorganizowanej grupie. Droczyłam się z moim gośćmi dobre dziesięć minut, usiłując dojść, jaka będzie puenta tego żartu i dopiero gdy przedstawili mi nakaz, pojęłam, że oni wcale nie żartują. Później, po kilku miesiącach analizowania tych wielu tysięcy faktur i wielogodzinnych rozmowach z moim klientem, doszli do tego samego wniosku, co ja – człowiek, który zostawił żonę w sklepie, bo o niej zapomniał, umiejący zabrać z biurka policjanta jego telefon zamiast swojego, i taki, który potrafił „zgubić” gruby segregator nie wstając przy tym od biurka, raczej nie nadaje się na przestępcę nawet zwykłego, a już na pewno nie na „zorganizowanego”.

Sylwia Kobylińska
Co dla Pani jest nudne w kryminałach? Jakie sytuacje w nich opisane odbierają im czar?

Nudzą mnie kryminały zawierające zbyt wiele opisów pracy policjantów, jeśli te opisy nie popychają akcji do przodu. Na przykład opis odprawy przed akcją, z którego nie wynosimy żadnej wiedzy o sprawie, a jedynie informacje, kto gdzie stanie, kto wejdzie, a kto będzie ubezpieczał. Podobnie ma się rzecz z rozmyślaniami bohaterów, które w wielu przypadkach nie mają żadnego związku ani ze sprawą, ani z wątkiem poza-kryminalnym. Uważam to za niepotrzebne zwiększanie objętości książki, a przecież od dawna wiadomo, że nie liczy się ilość, tylko jakość, i ośmiusetstronicowa cegła wcale nie musi być lepsza od zawierającej zaledwie trzysta stron książki. I najczęściej nie jest.

Jak zabrać się za pisanie? Jak się zmotywować?

Wszystko zależy od tego, czy zaczynam nowy projekt, czy kontynuuję pisanie. Jeśli zaczynam, to muszę poczuć impuls, zobaczyć w głowie tę historię. Wtedy siadam i piszę pierwszy rozdział, który później najczęściej wcale pierwszym nie jest. A gdy kontynuuję zaczęty tekst, to najpierw czytam dwie-trzy ostatnie strony. To pomaga mi wejść w klimat opowieści, nasuwając nowe sceny.

mrumru
Co w życiu jest dla Pani naprawdę fascynujące? i gdzie jak Pani uważa gdzie znajduje się granica pomiędzy fascynacją a obsesją?


Pewnie jestem jakaś dziwna, ale dla mnie fascynujący jest całokształt życia. Nie umiem niczemu poświęcać się połowicznie i tak samo nie umiem cieszyć się tylko odrobinę. Wszystko przeżywam całą sobą niezależnie od tego, czy jest premiera mojej książki, spotkanie dawno niewidzianej koleżanki, czy kupno nowego dywanika.

Myślę, że o obsesji można mówić wtedy, gdy coś opęta nas do tego stopnia, że wszystko inne przestaje być ważne prócz tej jednej rzeczy, która cały czas wypełnia nasze myśli i kieruje naszymi czynami.

Edyta Chmura
W recenzji Cyrysi można przeczytać pochwałę, dotyczącą polepszenia się Pani warsztatu pisarskiego. Pisarz musi chyba cały czas się doskonalić, uczyć tego, jak dotrzeć do czytelników, czasami przyjmować słowa krytyki. Jak w Pani przypadku przebiega ta trudna nauka?

Również uważam, że pisarz powinien nieustannie doskonalić swój warsztat, dążyć do tego, żeby jego kolejna książka była lepsza od poprzedniej. Na szczęście mam w sobie dosyć samokrytycyzmu, by po wytknięciu mi błędów nie obrażać się, tylko wyeliminować je w następnej książce. Dlatego z uwagą czytam wszystkie recenzje, analizując każde słowo krytyki. Słucham także męża, który jest bardzo wymagającym czytelnikiem i bezlitośnie punktuje słabe strony. Dyskutuję z nim, często nawet się kłócę, po czym najczęściej uznaję jego racje. Czytanie książek innych autorów także bardzo pomaga, bo wiem, co mnie w nich drażniło i staram się nie popełnić tych samych błędów. 

Gdyby musiała się Pani szybko gdzieś ukryć, przepaść jak kamień w wodę, gdzie by się Pani udała? Ma Pani takie swoje sekretne miejsce? :)

Moim tajemnym miejscem jest Wisła Równe. Tam mieszkałam przez pierwsze osiemnaście lat życia i tam zawsze czułam się bezpieczna. Znam tamtejsze rejony jak własną kieszeń i gdyby chciała przepaść jak kamień w wodę, istnieje tam wiele miejsc, gdzie nikt by mnie nie znalazł.

Gab riela
Czy pamięta Pani swoich dawnych nauczycieli od języka polskiego? Czy dostrzegali oni w Pani ukryty talent do pisania, pochwalali i pomagali go rozwijać? Czy może wręcz przeciwnie - uważali, że nie nadaję się Pani do tego? Jaki był ich stosunek?


Moją pierwszą nauczycielką języka polskiego była mama. To ona nauczyła mnie delektować się słowem pisanym i, co ważne, nigdy nie usłyszałam od niej, że jakaś książka jest dla mnie za poważna czy nieodpowiednia. Pozwoliła mi samej kształtować czytelniczy gust. Jako nauczycielka była wobec mnie dużo bardziej wymagająca niż wobec innych dzieci. Być może chciała dobrze, ale przez jej ciągłe „za mało”, „za słabo” na długie lata straciłam wiarę, że mogę coś osiągnąć. Drugą nauczycielką była pani Urszula Jamrozińska (wówczas Raszka). Ona również wymagała ode mnie więcej, ale zawsze tłumaczyła to słowami „wiem, że cię na to stać”, a później nie szczędziła pochwał, jeśli były należne. Tylko dzięki niej rozwinęłam umiejętność przekuwania myśli w słowa i do dziś jestem jej za to wdzięczna. Gdyby nie ona, nie odpowiadałabym dzisiaj na Wasze pytania.

Skoro jest Pani wykwalifikowaną krawcową, na pewno w jakimś stopniu interesuje się Pani modą i trendami. Stąd moje pytanie: jaki współczesny trend najchętniej posłałaby Pani w diabły?

Moda i jej trendy nigdy nie miały dla mnie wielkiego znaczenia, gdyż intuicyjnie wyczuwam, jaki fason jest dla kogo dobry i czego dana osoba nigdy nie powinna wkładać. Tą cechą obdarzyłam Kornelię z „Jak kamień w wodę”. W diabły posłałabym sukienki rozkloszowane od linii biustu, w których większość kobiet wygląda jak w ostatnim stadium ciąży. I jeszcze w wielu przypadkach biodrówki w połączeniu z kusymi bluzeczkami. Wyobraźcie sobie ładną dziewczynę w kusej bluzeczce, poniżej której uformował się spory wałek. Poniżej talii drugi, wypchnięty ciasno zapiętym paskiem biodrówek tak niskich, że są niemal łonówkami. Wygląda to mniej więcej jak pierzyna przewiązana sznurkami i naprawdę nie dodaje uroku. Zresztą każdy styl ma to do siebie, że nie wszystkim pasuje. Szkoda, że tyle osób nie zdaje sobie z tego sprawy i kupuje ubrania wyłącznie dlatego, że są modne.



W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Pani Hannie Greń za niezwykle interesujący wywiad. 
 
Nagrodę w postaci książki ,,Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę'' otrzymuje:
 
Izabela Wyszomirska
      
Gratuluję i pozdrawiam,
Cyrysia

19 komentarzy:

  1. Widać że Pani Hania to kobieta pełna sprzeczności i ryzyka - tu ekonomia, a z drugiej strony bungee i konie.
    Dziękuję za wyróżnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspanialy wywiad.Dziekuje za odpowiedzi.Gratuluje wygranej Iza Wyszomirska.
    Pozdrawiam autorkę.
    Małgorzata Heimel

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspanialy wywiad.Dziekuje za odpowiedzi.Gratuluje wygranej Iza Wyszomirska.
    Pozdrawiam autorkę.
    Małgorzata Heimel

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam coś wspólnego z ekonomią, bo skończyłam technikum ekonomiczne :)
    Super wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile szczęścia bije od tej Pani :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany, wywiad długi jak nigdy, ale czyta się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję. Wywiad ciekawy i czytałam z przyjemnością. Nie znam jeszcze książek autorki, ale mam w planach to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki, ale mam zamiar to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach ci psychopaci i łatwość ich kreowania!
    Gratulacje laureatce!

    OdpowiedzUsuń
  10. Druga odpowiedź autorki bardzo mi się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zawsze ciekawe pytania i równie interesujące odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No proszę, zawsze mi się wydawało, że właśnie czarne charaktery tworzy się autorom lepiej i wreszcie ktoś mi to potwierdził;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy wywiad :)
    Serdecznie gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie wywiady lubię czytać! Szczerość, bezpośredniość, konkrety. Myślę, że wielu autorów powinno uczyć się od Pani Hanny zdrowego, mądrego podejścia do pisania, które oznacza doskonalenie, nieobrażanie się, gdy ktoś napisze o błędach, niedociągnięciach... tylko ich poprawianie w kolejnych dziełach. Poza tym Pani Hanna potwierdza to, co i ja myślę, że nie ma książek idealnie fikcyjnych (oczywiście oprócz fantastyki), zawsze wkradnie się coś z życia - albo własnego, albo czyjegoś.
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniały wywiad :) Przeczytałam z przyjemnością!
    Już jutro biorę się za lekturę <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Ooo ukazał się już wywiad :D
    Z przyjemnością czytałam odpowiedzi, bo pytania były naprawdę ciekawe :)

    Dziękuję za odpowiedź na moje pytanie i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...