Nieważne, co ci się przytrafia, ważne, jak to wykorzystasz. Życie przypomina grę w pokera. Nie masz wpływu na to, jakie dostaniesz karty – ale tylko od Ciebie zależy, jak rozegrasz partię.❤ Regina Brett

niedziela, 9 czerwca 2019

KONKURS: MÓJ IDOL 💗

Moi Drodzy,

Przychodzę do Was z konkursem, w którym można wygrać egzemplarz powieści ''HISTORIE MIŁOSNE'' KAMILI CUDNIK.

 Zadanie konkursowe:

 Czy zdarzyło ci się kiedyś zakochać w idolu? Jeśli tak, to kim był Twój obiekt westchnień?

Jedna osoba, która (według mnie) udzieli najciekawszej odpowiedzi, otrzyma ww. książkę.

____

Będzie mi miło, jeśli:

- zostaniesz obserwatorem mojego 
bloga 
- udostępnisz informacje o moim konkursie


Do dzieła!!! Naprawdę warto!


   Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Zysk i S-ka.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu odpowiedzieć na pytanie konkursowe.
4. Konkurs trwa od 9 czerwca 2019 roku do 14 czerwca 2019 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 17 czerwca 2019 roku.
6. Nagrodą jest egzemplarz powieści ,,Historie miłosne'' Kamili Cudnik.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. 
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
11. Udział w konkursie jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na nieodpłatne upowszechnianie, publikację prac w dowolnej formie (wraz z danymi osobowymi autorów).

16 komentarzy:

  1. Moim idolem był Piotr Kupicha. Wzdychalam do niego, przed telewiozorem, gdy tylko grał jakiś koncert. Był bardzo podobny do mojego kolegi z klasy, w którym byłam równocześnie zakochana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nigdy się nie zdarzyło. Generalnie można podziwiać urodę jakiegoś piosenkarza lub aktora, ale zakochiwanie się w osobie, którą widzi się na ekranach telewizorów lub komputerów jest decydowanie nie dla mnie. Są to tylko mrzonki. I zapewne wcale nie jest taki fajny jak w naszych wyobrażeniach. Lepszym obiektem westchnień są osoby, z którymi się człowiek spotyka na co dzień. A taki aktor- ma kasę to nawet jak nie przystojny to sobie urodę kupi, a inteligencji już nie. Anna G.

    OdpowiedzUsuń
  3. W liceum razem z koleżanką z kasy kochałyśmy się w siatkarzach naszej reprezentacji. Ona w Marcinie Prusie, ja miałam świra na punkcie Sebastiana Świderskiego. Wysłałyśmy nawet do nich listy z wyrazami uznania. Ja odpowiedzi nie otrzymałam, natomiast Marcin zadzwonił do niej późnym wieczorem z jednego z turnieii, jednak jej mama nie zawołała jej do telefonu. Pewnie nie wiedziała, kto to jest i myślała, że to jakiś kolega, który zaleca się do córki 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniec podstawówki i początek liceum, lubiłam oglądać mecze siatkówki(wtedy grał m.in. Sebastian Świderski), oraz mecze piłki nożnej ,głównie Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w 2002 roku,gdy grali bliźniacy Żewłakow a Radek Majdan nie był jeszcze zmanierowany. Było na co popatrzeć ;-).

    Pozdrawiam
    Sabina

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiściel! Było ich co najmniej dwóch, sami sportowcy. Największym uczuciem darzyłam Mariusza Wlazłego, atakującego siatkarza z reprezentacji Polski, zasilającego drużynę Skra Bełchatów. Chodziłam wtedy do gimnazjum a nasza drużyna zdobyła Mistrzostwo Świata. Wraz z tatą oglądałam każdy mecz. Ciągle na ekranie wypatrywałam Mariusza o co najdziwniejsze nie chodziło o jego wygląd, bo z bliska nie wydawał już mi się taki przystojny, ale potrafiłam zaakceptować jego wady, bo kochałam jego ducha walki, jego osiągnięcia i jego pracę dla zespołu. Kochałam jego skromność podczas wywiadów i jego dobre serce - założył Fundację. Przygotowałam nawet plakat o nim jako o moim idolu. Muszę przyznać, że do dzisiaj mam do niego sentyment i lubię powracać myślami do tamtych czasów, kiedy był obiektem mojego platonicznego uczucia. Wiem, że jego żona ma na imię tak samo jak ja. Czyżby to jakiś znak? Haha ☺

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak miałam dwóch takich, do których wzdychalam jak byłam nastolatką . Jeden z nich to lider zespołu Boys, och jak on mi się podobał, oj ile ja się nawzdychalam do telewizora, a koncert przeżywałam przez miesiąc. Drugi to Jerzy Dudek, kolejny, który był obiektem mych westchnień...a później jak już znalazłam tego swojego jedynego, aż po dzisiejszy dzień ...to miłość do idoli się skończyła...choć przyznam po cichu, że dalej lubię ich podziwiać na ekranie telewizora

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście! To było podczas mistrzostw świata w piłkę nożną w 2006 roku! Zawsze oglądałam mecze, bo piłka nożna naprawdę mnie interesowała, a właśnie wtedy w oko wpadł mi młodziutki jeszcze Cristiano Ronaldo!
    Z zapartym tchem - zaraz po Polsce - kibicowałam Portugalii. A nam niestety nie udało się wyjść z grupy po pamiętnym przegranym meczu z Niemcami!
    Portugalia natomiast brylowała na mistrzostwach niemal do końca! Przegrali bowiem mecz o trzecie miejsce z gospodarzami.
    Od tej pory, po dziś dzień jestem wierną fanką Manchesteru United, w którym wtedy grał młody Cristiano. Cały pokój miałam obwieszony w jego plakatach i nawet miałam zalaminowane zdjęcie Cristiano, które służyło za zakładkę do książek!
    Po latach z mojego skromnego Cristiano wyrosła wielka gwiazda futbolu, niemniej jednak nadal go uwielbiam, choć mój mąż nie zniósłby już plakatów w naszym domu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Och, do dziś pamiętam tamten okres w moim życiu. Tak typowy dla nastolatki czas, gdy cały świat przeciwko mnie i tylko przebywanie z nim dawało ukojenie. Jego muzyka towarzyszyła mi niemal całą dobę, zasypiałam i budziłam się ze słuchawkami w uszach. Czytałam tomy z jego poezją, tak głęboką, że tylko chyba w tamtym okresie byłam w stanie zrozumieć jej sens ;) Plakaty, koszulki, kolorowe czasopisma, o które w tamtych czasach było tak trudno, a już tym bardziej jeśli szukało się czegoś innego niż BRAVO z boysbandami ;) Jim Morrison- moja wielka fascynacja, mój ideał piękna, mój głos rozrywający serce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem, czy było to aż zakochanie, na pewno jakaś młodzieńcza fascynacja, może swego rodzaju zauroczenie. Źródłem moich westchnień był aktor odgrywający wiele lat temu rolę Robin Hooda w serialu "Robin z Sherwood", Michael Praed. Szczupły przystojny młody mężczyzna, o długich brązowych włosach, smagłej twarzy i nieziemskim spojrzeniu, w którym kryła się odwaga, nieustępliwość, konsekwencja i to "coś"... :) Urzekła mnie nie tylko jego uroda, ale także sposób bycia, cechy charakteru. Zafascynowała mnie jego odwaga, dobre serce nakazujące mu stawanie w obronie słabszych i uciśnionych oraz walkę ze złymi ludźmi, bezkompromisowość, wierność swoim zasadom oraz ideałom. Jego szybkość w działaniu, zdecydowane podejmowanie decyzji, fizyczna zwinność i gibkość też nie były bez znaczenia. ;) Te wszystkie elementy tworzyły spójną oraz idealną dla mnie całość, piękną nie tylko zewnętrznie, ale także wewnętrznie. :) Żadna inna ekranizacja Robin Hooda nigdy nie przypadła mi tak do gustu, jak właśnie ta wyżej wspomniana. Żaden aktor później odgrywający rolę nie dorastał do pięt temu długowłosemu, przystojnemu, smagłemu... A cudowna muzyka z serialu, którą pamiętam doskonale do dziś chyba jeszcze wzmagała to zauroczenie. ;) KINGA SALAMON

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...