Nieważne, co ci się przytrafia, ważne, jak to wykorzystasz. Życie przypomina grę w pokera. Nie masz wpływu na to, jakie dostaniesz karty – ale tylko od Ciebie zależy, jak rozegrasz partię.❤ Regina Brett

piątek, 21 czerwca 2019

KONKURS: Raz na wozie, raz pod wozem

Moi Drodzy,

Przychodzę do Was z konkursem, w którym można wygrać ''DOM LALEK'' EDYTY ŚWIĘTEK.

 Zadanie konkursowe:

 Zapewne kiedyś w swoim życiu przeżyłaś/eś jakąś niecodzienną sytuację. Podziel się z nami swoją historią, kończąc słowami: Naprawdę nie wiem, czym ja sobie na to zasłużyłam/em.

Dwie osoby, która (według mnie) udzielą najciekawszej odpowiedzi, otrzymają ww. książkę.

____

Będzie mi miło, jeśli:

- zostaniesz obserwatorem mojego 
bloga 
- udostępnisz informacje o moim konkursie


Do dzieła!!! Naprawdę warto!


   Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Repika.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu odpowiedzieć na pytanie konkursowe.
4. Konkurs trwa od 21 czerwca 2019 roku do 26 czerwca 2019 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 29 czerwca 2019 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze powieści ,,Dom lalek'' Edyty Świętek.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. 
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
11. Udział w konkursie jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na nieodpłatne upowszechnianie, publikację prac w dowolnej formie (wraz z danymi osobowymi autorów).

11 komentarzy:

  1. Pracuję w kinie już od dłuższego czasu, ale takiego pecha nie miałam jeszcze nigdy. To było w zeszłym miesiącu w poniedziałek 13. Niby poniedziałek, ale jednak 13. Na dzień dobry okazało się, że moja drukarka do biletów nie działa i nie byłam w stanie normalnie pracować. Po jakimś czasie wszystkie bilety, które sprzedałam, zwolniły się tak jakbym tego nie zrobiła, a paragony i bilety (po zresetowaniu drukarki) drukowały się normalnie, więc miałam "podwójne" potwierdzenie tego, że zostały one sprzedane. Po kilkunastu telefonach do serwisu udało im się wszystko naprawić. Do czasu, bo jakąś godzinę później mój komputer zaciął się totalnie i nie mogłam się zalogować na inny, ponieważ według systemu, byłam zalogowana na ten z awarią. Takiego kulminacyjnego dnia nieszczęść jeszcze nigdy nie przeżyłam. Jakimś cudem z kierowniczką dotrwałyśmy do końca zmiany, ale poranek dał nam mocno w kość. Naprawdę nie wiem, czym ja sobie na to zasłużyłam.

    Informacja udostępniona u mnie--> https://wiki-life-style.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. PO sąsiedzku mieszka taka dziewczyna. Znamy się od dziecka-przez wiele lat pomagało się jej czy to rodzice moi czy ja. Nawet jak wyszła za mąż, gdy okazało się, że mąż nad nią się znęca jeszcze bardziej, bo było jej szkoda. Szkoda tylko, że ona mnie pożałować mnie mogła. Taka sytuacja miała miejsce zeszłego lata gdy ja po studiach, ale bez znajomości i ona bez szkoły, ale ciotka dyrektorka składałyśmy CV na stanowisko do sekretariatu szkoły. Mi dyrektorka powiedziała, że dla takich jak ja, po studiach miejsca nie ma, a okazało się, że zatrudniła po rodzinie tamtą dziewczynę. Na oficjalne pismo dlaczego taką decyzję podjęła nie odpisała, tylko do wójta na skargę poleciała, że jestem wredna i czego od niej chce. Wójt zaczął mnie szantażować, że jak się będę w sprawie tej sytuacji odzywała to pogada z kim trzeba żebym nigdzie w powiecie nie znalazła pracy. Żaden, dosłownie żaden urząd nie był zainteresowany rozwiązaniem tej chorej jak dla mnie sytuacji, jeden do drugiego odsyłała. A dziewczyna ta tak pewna się i bezczelna stała, że coraz śmielej sobie poczyna. Według niej nic takiego mi nie zrobiła, nie mam na co się obrażać, przecież jej to stanowisko się z racji pokrewieństwa z dyrektorką i tego jakiego ma męża należało. Po trąbie powietrznej jaka przeszła przez moją wieś w zeszłym miesiącu i która zrobiła wszystkim ludziom szkody chciała by w kościele była zbiórka kasy na ich straty, zbulwersowana była, że nie chciałam na jej szkody kasy zbierać. Nie można też nic jej powiedzieć, bo na prawdę się obraża i według niej skoro ktoś coś powie to ona czuje się obrażona i policję wzywa ze skargą. Tak to jest jak się ludziom o wątłej moralności na wiele pozwala. A ja naprawdę nie wiem, czym ja sobie na to zasłużyłam. Anna G.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jakby to było dziś. Koniec sesji na ostatnim roku studiów. Egzamin miał się odbyć o 9. dojazd na uczelnię zajmował mi ponad godzinę. Wybiegłam z mieszkania potykając się o własne nogi, ale i tak tramwaj zatrzasnął mi drzwi tuż przed nosem! Jaka byłam zła i sfrustrowana, to miał być ostatni egzamin do którego bardzo skrupulatnie się przygotowałam. Już miałam zaplanowane popołudnie, wolne popołudnie z relaksującą książką, która nie jest podręcznikiem do rachunkowości podatkowej! Niestety na egzamin tego dnia nie dotarłam, musiałam mocno się tłumaczyć na uczelni. Na szczęście dostałam drugą szansę, ale kosztowało mnie to sporo nerwów. Naprawdę nie wiem, czym ja sobie na to zasłużyłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. To było upalne lato bardzo podobne do obecnego. Nosiłam po domu zwiewną długą spódnicę, a moja raczkująca wówczas córeczka bawiła się u moich stóp. Wtedy przyjechał kurier z paczkami i kiedy stałam z nim podpisując dokumenty przewozowe, moja wspaniała dziecinka postanowiła porzucić pełzanie i podnieść się na nogi. Chwyciła z całych sił moją spódnicę... i opuściła ją aż do kolan. Myślałam, ze ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Zdążyłam tylko pomyśleć: Naprawdę nie wiem, czym ja sobie na to zasłużyłam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jutro minie 5 miesięcy od tego wydarzenia, ale emocje są jeszcze ciągle we mnie. Ta niedziela 27 stycznia br. miała być miła, spokojna i refleksyjna, bo w sobotę obchodziłam swoje urodziny w gronie najbliższych, kochanych osób, przyjmując serdeczne życzenia – głównie zdrowia. Niedzielny ranek był śnieżny, ale niezbyt mroźny i na godzinę 13.00 wybrałam się do kościoła na Mszę św. Wychodząc o godzinie 14.00 poślizgnęłam się na placu kościelnym na marmurowych płytach, całkowicie pokrytych śniegiem. Znałam to miejsce, wiedziałam o zagrożeniu, ale wydawało mi się, że idąc właśnie je omijam. Niestety, jedna noga pozostała na tej ślizgawce i upadek był nieunikniony. Pozostałą część tej niedzieli spędziłam na SOR-ze w szpitalu. Diagnoza zasmucała – złamanie prawej ręki w barku i decyzja o ewentualnej operacji w poniedziałek po konsylium lekarskim. Unieruchomiona w ortezie, ze środkami przeciwbólowymi wróciłam do domu. W poniedziałek odebrałam telefon ze szpitala – operacja jest konieczna. Po tygodniu oczekiwania przeprowadzono operację trwającą 3 godziny w pełnym znieczuleniu. W stawie barkowym mam tytanową płytkę i 9 śrub. Osiem tygodni byłam unieruchomiona w ortezie, a potem przeszłam bardzo bolesną rehabilitację. Aktualnie choć ręka powoli wraca do sprawności mam ograniczone w niej dźwiganie. Cały czas nie mogę uwierzyć w to co się stało i naprawdę nie wiem czym ja sobie na to zasłużyłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Było to kilka dobrych lat temu, kiedy dojeżdżałam do pracy codziennie 40 kilometrów w jedną stronę. Byłam wówczas w ciąży z drugim synem. A ponieważ bardzo dobrze się czułam, nie narzekałam na żadne ciążowe dolegliwości, byłam obowiązkowym pracownikiem, to nie widziałam powodu, by iść na L4. Miało to miejsce w styczniu, byłam już w 5 miesiącu ciąży. Całą niedzielę sypał śnieg jak oszalały. A ja byłam tego dnia jakaś nieswoja, moje myśli krążyły tylko wokół zwolnienia L4, nie mogłam sobie znaleźć miejsca, tak jakbym przez skórę czuła nadchodzące niebezpieczeństwo. Rano pojechałam jak zwykle do pracy. Pogoda była koszmarna. Minus 10 stopni Celsjusza, mżawka zamarzająca na szybach, co przy tak niskiej temperaturze powietrza jest ewenementem, lód na jezdni ukryty pod śniegiem i jezdnia oczywiście nieodśnieżona, bo zima znowu zaskoczyła drogowców... Jak każdego roku... Wpadłam w koszmarny poślizg. Mimo,że kurs prawa jazdy robiłam zimą, wiedziałam jak należy jeździć w takich warunkach pogodowych, egzamin zdałam błyskawicznie, kilka razy udało mi się samochód wyprowadzić z poślizgu, tym razem nie udało mi się to. Ściągnęło mnie na przeciwległy pas, obróciło o 180 stopni. Przed śmiercią lub poważnymi obrażeniami uratowało mnie tylko to, że nikt nie jechał z naprzeciwka. Stres był tak ogromny, że z wrażenia zapomniałam, gdzie znajduje się sprzęgło... Na szczęście skończyło się tylko na strachu, a o zwolnienie poprosiłam mojego lekarza już następnego dnia wyjaśniając całą sytuację. W mojej głowie bardzo długo rodziły się pytania: dlaczego? Czym sobie na to zasłużyłam? Przecież nie oszczędzałam się w pracy, nie szukałam wymówek, by pójść na naciągane zwolnienie ciążowe. Jechałam wolno i ostrożnie, nie narażałam siebie oraz innych, byłam dobrym kierowcą. A może to było takie ostrzeżenie dla mnie, że chyba pora odpocząć i skupić się na sobie i dziecku? Naprawdę nie wiem, czy ja sobie na to zasłużyłam. KINGA SALAMON

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem nauczycielem języka polskiego. Dokładnie cztery lata temu zacząłam uczyć kolejną czwartą klasę i wtedy w moim życiu pojawił się ON. Niewysoki i niczym niewyróżniający się chłopak. Jeszcze nie zdążyliśmy się dobrze poznać, jeszcze nie zdążył na dobre wziąć udział w moich lekcjach, a codziennie wchodził do sali z takimi słowami:Jak ja nie cierpię polaka! Znowu ten głupi polski! We wrześniu było mi zwyczajnie przykro. W październiku stawałam na rzęsach, żeby go przekonać do lekcji. W grudniu zwyczajnie odpuściłam. I tak dotrwaliśmy do końca roku szkolnego. Ja, sfrustrowany belfer i on, malkontent pełną gębą. Pierwszy dzień kolejnego roku szkolnego powitaliśmy na placu apelowym. Pierwszą osobą, jaką ujrzałam, był właśnie ON. Spojrzał mi w oczy i ku mojemu zdziwieniu przytulił się do mnie mocno i usłyszałam:Jak ja się za panią stęskniłem. Napraw nie wiem, czym ja sobie na to zasłużyłam. �� Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...