poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Wywiad z Bożeną Pajdosz

Mateusz Wąsik
Jaka była pierwsza książka, która sprawiła że Pani płakała?

Dokładnie nie pamiętam. To musiała być „Dziewczynka z zapałkami” albo „O psie, który jeździł koleją”. Nie wiem czy płakałam... Na pewno mocno mnie poruszyły. Ja jestem beksa. Płaczę z radości, ze złości, ze smutku i wzruszenia. Lektury obowiązkowe w szkole podstawowej były zupełnie inne niż teraz. Wiele z nich mogło doprowadzić do łez nie tylko dziecko, którym wówczas byłam. „Anielka”, „Janko muzykant”, „Nasza szkapa”... Któż przy tym nie płakał?

Czy kiedykolwiek rozważała Pani pisanie pod pseudonimem?

Cztery lata temu, gdy wydawałam swoją pierwszą książkę nie zastanawiałam się nad tym. Bardzo trudno jest zaistnieć debiutantowi w czasach kiedy odnoszę wrażenie, że więcej ludzi pisze niż czyta. Wydać drugą pod pseudonimem to zaczynać tę drogę od początku. Poza tym ja jestem chwalipięta. Radość z wydanej książki byłaby mniejsza, gdybym nie mogła się tym chwalić na lewo i prawo. Ból po krytyce pewnie odczułabym równie wielki w obu przypadkach. Rozumiem, że niektórzy chcąc chronić prywatność swoją i swoich bliskich, tworzą pod pseudonimem. W tym właśnie kontekście pytanie o pseudonim usłyszałam dziś wieczorem od moich długoletnich znajomych będących jednymi z pierwszych czytelników. Znali oni moją pierwszą książkę „Pisane nocą”, w której jest całkiem spora dawka prawdziwych wspomnień, rozważań i uczuć. Czytając „Puch niemarny” zaczęli spekulować kto jest kto. Ogłaszam więc wszem i wobec, że wszystkie postacie w mojej drugiej książce są fikcyjne.

Co jest najtrudniejsze w pisaniu książek?

Najtrudniej jest wygospodarować czas. Pisanie, przynajmniej w moim przypadku, nie jest zajęciem dochodowym. Mam w związku z tym wyrzuty, że marnuję czas zamiast zająć się czymś pożytecznym. Byłoby fajnie móc się utrzymać z pisarstwa... tylko czy wówczas, kiedy stałoby się to pracą, nadal sprawiałoby taką frajdę.

Bardzo trudne jest też oczekiwanie na pierwsze opinie. Ja nie potrafię obiektywnie ocenić swoich książek. Są dni kiedy wydają mi się genialne i są takie kiedy zmięłabym kartki i wrzuciła do płonącego kominka. Na szczęście dziś nie piszemy na kartkach i kiedy złe emocje mijają, nie trzeba zaczynać od początku.

Ewa C.
W wielu książkach bohaterowie wierzą w to, że miłość zwycięża wszelkie przeciwności. Czy według Pani, miłość wystarczy by pokonać przeciwności życia, czy czasem to trochę za mało? 

Ja bardzo chciałabym wierzyć, że miłość zwycięża wszelkie zło. Niestety tak nie jest. Miłość czasem nawet przyczynia się do czynienia zła. Bilans jest jednak na plus dla miłości, warto więc kochać i dobrze jest kiedy ta miłość jest w czołówce listy naszych priorytetów. W dzisiejszych czasach to szwankuje. Rezygnacja na przykład z kariery dla ukochanej osoby jest uznawana za głupotę. 

Zatraciła też ludzkość zdolność pielęgnowania miłości. Nie mamy czasu dla bliskich. Nie tylko dla partnerów ale i dla dzieci, starszych rodziców. Utrzymywanie kontaktów z dalszą rodziną ratują trochę portale społecznościowe...

Czasem to los rozdziela kochanków. Śmierć, wojna... Nie mamy na to wpływu.
No i przede wszystkim do tanga trzeba dwojga. Kiedy kocha tylko jedno, małe szanse na przezwyciężenie nawet drobnych przeciwności.

Co najbardziej lubi Pani w winie?

Najbardziej lubię ten stan po spożyciu :) A tak poważnie... Cenię złożoność wina. Wino potrafi pieścić tak wiele zmysłów, jest dobrym partnerem przy każdym nastroju. Pośmieje się z człowiekiem, pocieszy go .Towarzyszy zarówno chwilom wielkim i wzniosłym jak i szaremu dniu. Dzięki winu poznałam mnóstwo pięknych miejsc i ciekawych ludzi. Wino jest jak pies najlepszym przyjacielem człowieka.

Jakie jest Pani wymarzone miejsce na wakacje i dlaczego? 

Ciche miejsce, gdzie można zarzucić wędki i spokojnie poczytać. Nie lubię dalekich podróży, nie lubię tłumów.

Sabina
Czy pomaga Pani synowi przy produkcji wina, czy tylko konsumuje?

Przy produkcji wina pomagam niewiele bo tam jest potrzebna po pierwsze wiedza (moja jest znikoma), po drugie siła fizyczna. Moja pomoc w winiarni ogranicza się do przynieś, wynieś, pozamiataj. Więcej pomagam na winnicy, gdzie praca zaczyna się w marcu od zimowego cięcia krzewów, a kończy zbiorami w listopadzie. Staram się odciążyć go w prowadzeniu dokumentacji i bieganiu po urzędach, bo tego nie lubi najbardziej a zajmuje to sporo czasu. Do niedawna było siedem instytucji kontrolujących winiarza. Teraz jest o dwie mniej bo niektóre się połączyły, ale papierologii nie ubyło. W tym miejscu uczciwie muszę przyznać, że na szczęście urzędnicy w naszym regionie są Ludźmi przez duże L i oby nigdy się to nie zmieniło. 

Przede wszystkim zajmuję się wysyłką win i przyjmowaniem ekoturystów. Zrobienie zakupów do przygotowania posiłku lub tylko samych przekąsek jest bardzo czasochłonne. Po wyśmienite sery jeździmy do lokalnego serowara, nabiał kupujemy we wsi oddalonej o 10 km. Po wiejskie wędliny jeździmy w przeciwnym kierunku. Po jaja za las. Kozie twarożki są dowożone. Pasztet z królika i domowy smalec robi moja mama. Chleb piekę sama z mąki z lokalnego, małego młyna.

Czym zajmuje się Pani zawodowo?

Do niedawna pracowałam w laboratorium wodno-ściekowym. Kilka miesięcy temu zrezygnowałam. Trochę ze względów zdrowotnych, trochę z chęci większego uczestnictwa w całym tym zamieszaniu zwanym winiarstwem, no i przede wszystkim żeby mieć więcej czasu na pisanie dla Was, drodzy czytelnicy, kolejnych książek. :)

Mieszka Pani od 16 lat na wsi i gdzie Pani lepiej i łatwiej się żyje-w mieście czy na wsi?

Gdzie łatwiej? To jest sprawa drugorzędna. Lepiej zdecydowanie na wsi. Uwielbiam swoją wieś, do której wszystkich serdecznie zapraszam. Oprócz wyśmienitego wina i widoku najpiękniejszej polskiej winnicy, można tu podziwiać ruiny pałacu neogotyckiego z parkiem przypałacowym., rezerwat przyrody Buczyna Jakubowska, czy sanktuarium św. Jakuba, które jest zabytkiem z ponad tysiącletnią tradycją. Jest jeszcze kilka innych atrakcji turystycznych, o których możecie przeczytać w mojej książce, choć „Puch niemarny” przewodnikiem zdecydowanie nie jest.

Gosia
Jakie jest Pani ulubione miejsce do czytania?

Jak pisałam wyżej, ciche miejsce gdzie można zarzucić wędki. A tak na co dzień to poczekalnia u dentysty. Wieczorem w łóżku też jest przyjemnie. Tyle, że często zmęczenie daje się we znaki i coraz rzadziej zdążą mi się zarwać noc dla książki.

Również uwielbiam wina, ale nie znoszę kiedy niezdarnie jakimś cudem przechyli mi się kieliszek i zawartość ląduje na kanapie lub obrusie....Czy Pani również zdarza się podobna sytuacja, a może opatentowała Pani metodę jak pozbyć się takich plam? ( mi niestety zdarza się to często i zazwyczaj piorę wszystko kilka razy ręcznie zanim skutecznie usunę plamę:) ) 

To może lepiej nie męczyć się z ich usuwaniem tylko każdą plamę podpisać gatunkiem I rocznikiem? :)

Czy zamieniłaby Pani mieszkanie na wsi na duże miasto?

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co musiałoby się stać żebym zechciała wrócić do miasta.

fruda87
Czym jako pisarka najbardziej chciałaby Pani uwieść czytelnika: oryginalną fabułą, ciekawymi postaciami bohaterów, czy własnym, niepowtarzalnym stylem?

Wszystkie trzy elementy są bardzo ważne. Ja jednak jako czytelnik najbardziej cenię sobie w książkach emocje. Jako autorka właśnie nimi chciałabym się dzielić.

Co jest ważniejsze w twórczości pisarskiej: wena czy pracowitość?

Doświadczonym pisarzom z dużym dorobkiem zapewne wystarcza pracowitość. Ja potrzebuję weny. Nawet z nią nie jestem pewna czy to co piszę jest dobre. Wyczytałam kiedyś radę dla pisarzy: “Pisz pijany, redaguj trzeźwy”. Coś w tym jest. Życiorysy sławnych to potwierdzają. Mojej wenie, choć sławna nie jestem (mam nadzieję, że ten stan niebawem się zmieni :)) kieliszek wina pomaga.

Czy sama również czytuje Pani powieści obyczajowe? A może dla rozrywki preferuje Pani inne gatunki np. kryminały lub thrillery?

Nie mam ulubionego gatunku. Jeśli książka napisana jest z polotem, jeśli są w niej emocje, czuję żal gdy za zakładką niewiele już stron. Niektóre pozycje odrzucam po paru kartkach bo nie potrafią mnie wciągnąć. Raz zmusiłam się do dobrnięcia do końca bo wyczytałam, że jak chce się dobrze pisać to należy czytać wszystko, te kiepskie też. Moim zdaniem to była zła rada, która zmusiła mnie do przeczytania złej książki. Życie jest zbyt krótkie żeby pić kiepskie wino i czytać kiepskie książki.

Agnieszka
Czy nastaje w życiu kobiety moment, gdy faktycznie czuje się jak wino które zyskuje z każdym wiekiem?

Z winem wcale tak nie jest. Istnieje tylko kilka gatunków winorośli, z których wino ma tak zwany potencjał starzenia i wówczas rzeczywiście z wiekiem zyskuje. Większość win powinno się jednak wypić do trzech lat. Bardzo stare wina, które sprzedawane są za grube pieniądze mają najczęściej wartość kolekcjonerską.

Jak jest z kobietami? No cóż… każdy wiek ma swoje zady i walety :) Myślę, że każda z nas chciałaby mieć mądrość i doświadczenie dojrzałej kobiety a urodę młodej.

Bajka z dzieciństwa którą Pani kojarzy zza czasów małej dziewczynki, a teraz jest zapomniana/mało znana? 

Ja nie mam jeszcze wnuków. Nie jestem więc zorientowana w temacie dzisiejszych bajek. Nie wiem co się jeszcze pamięta a co już pokrył kurz i oplotły pajęczyny.

martucha180
Czym dla Pani jest SŁOWO?

Słowo jest potęgą. Może ranić, może nawet zabić, może uskrzydlić, dowartościować, sprawić radość, może nauczać. Ze względu na tę wielką moc słów, powinniśmy strzec ważnej zasady, żeby nie były one szybsze niż myśli.

In vino veritas! A Pani powiada, że wino otwiera wszystkie drzwi w Pani głowie. Jak to jest z tą prawdą i wyobraźnią?

Myślę, że one się mocno zazębiają i uzupełniają. W moim przypadku często jakiś z pozoru nic nie znaczący szczegół ze świata realnego potrafi rozbujać wyobraźnię. W “Puchu niemarnym” przykładem tego są tory, którymi Małgosia szła do Anielki. W swojej pracy zawodowej dużo jeździłam w teren. Często przejeżdżałam przez przejazd kolejowy zagubiony wśród pól, przez który przejeżdżał ponoć tylko jeden pociąg na dobę. Te tory mnie za każdym razem zachwycały. Wiem, że zachwycać się torami to nie do końca objaw dobrej kondycji psychicznej… Cóż jednak poradzić? Zachwycały i już. Były takie prościutkie po sam horyzont, takie bezkresne jak kosmos.

Jaki gatunek wina, jaki rodzaj wina poleciłaby Pani osobie, która nie lubi tego trunku? 

Myślę, że to kwestia gustu. Nie ma reguły. Ważne, żeby było w odpowiednim szkle (podanie wina w jednorazowym kubku plastykowym jest profanacją), żeby było odpowiednio dobrane do posiłku i podane w prawidłowej temperaturze. Mawia się, że serwowanie wina w nieodpowiedniej temperaturze jest zniweczeniem pracy winiarza.

Gdyby mi jednak ktoś przyłożył pistolet do skroni i kazał odpowiedzieć na to pytanie, poleciłabym białe półsłodkie lub półwytrawne z chłodniejszych klimatów (niemieckie, francuskie, austriackie i oczywiście polskie).

Bożena Osowiecka
Szukałam informację o Pani w internecie i na jednym z portali znalazłam taki wpis: "Jest trochę z innej bajki, czyli nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. Za słaba na walkę ze złem tego świata, izoluje się od niego. Ciągle wierzy w miłość, dobroć i uczciwość." I super! Widzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego, ale nie ukrywam, że czasem czuję zwątpienie... Co Pani robi, by nigdy nie upadła w Pani wiara w drugiego człowieka? Jak traktować życie, by wiara w dobroć i uczciwość innych nigdy nie wygasła?

U mnie ta wiara jest chyba rodzajem mechanizmu samoobronnego. Podobnie jak wybiórcza pamięć długotrwała. Wypieramy rzeczy złe, pamiętamy dobre, żeby przetrwać. Gdybyśmy stracili wiarę w istnienie choć okruszyn dobra… po co żyć? Wierą w to, że dobro jest naturalnym stanem a każde zło ma przyczynę, łatwiej usprawiedliwić nie tylko innych ale i siebie. 

Z tym dobrem I złem jest jak z białym i czarnym. Między nimi cała gama szarości. I wszystko zależy od tego, kto patrzy, z jakiej perspektywy, w jakim świetle, kto pokazuje, czy dotyczy nas czy innych. To już temat dla filozofów nie dla nas.

Ada Frąckowiak
W dzisiejszym świecie ludzie w większości przypadków marzą o tym, by wyrwać się ze wsi i zamieszkać w mieście, robić tam karierę i być bardziej "światowi." Pani obrała inną drogę. Uciekła z miasta do miejsca, które pewnie mogłaby Pani nazwać "oazą spokoju." Czy wieś pomaga Pani odnajdywać inspiracje do pisania? Czy może jednak to w mieście odnalazłaby Pani teraz więcej punktów zaczepnych do tego, by o nich napisać? :)

Mam dokładnie odmienne zdanie na ten temat. W zachodniej części Polski, ludzie uciekają z miast na wieś. Co prawda wybierają miejsca bliskie miastu, w którym pracują i robią kariery. Mieszkanie na wsi nie przeszkadza w byciu “światowym”. Ale przyznam, że takich jak ja, którzy rzucają pracę zawodową by mieć więcej czasu na bycie w tej “oazie spokoju” jest niewielu. 

Większe inspiracje do pisania daje mi zdecydowanie wieś. Tu widać co wieczór gwiazdy, bo nie przeszkadza świetlna łuna znad miasta. Tu słychać ptaki, bo nie ma zgiełku ulicznego, tu się nie mija sąsiadów mamrocząc “dzień dobry” ale staje przy płocie i pyta o zdrowie, tu jest czysty śnieg, tu każda wiosna jest euforią i każdy spacer przynosi ukojenie. Zmęczenie po ciężkim dniu pracy daje poczucie dobrze spełnionego obowiązku a nie wypompowania i wyssania.

Karolina
"Puch niemarny" jest raczej skierowany do kobiet. Jak zachęciłaby Pani mężczyzn, by sięgnęli po tę książkę?

Próbowałabym im wmówić, że dzięki niej lepiej zrozumieją kobiety, choć wszyscy wiedzą, że to możliwe nie jest.

Komu ze współczesnych znanych ludzi podarowałaby Pani "Puch niemarny" w dowód sympatii i dlaczego? 

Nie bardzo się orientuję w światku celebrytów. Pewnie przez to, że nie oglądam telewizji. A książka jest częstym prezentem, nawet bez okazji.

W filmie „Powrót do Brideshead” jeden z bohaterów mówi, że wino tworzy więź między mężczyznami. Mnie zawsze się wydawało, że bliższa więź z winem jest między kobietami, a mężczyźni wolą mocniejszy alkohol. Jak Pani sądzi? 

Myślę, że to nie jest kwestia płci. Raczej tradycji, trendu. Są kraje gdzie od zawsze króluje wino, w innych piwo. W Polsce rzeczywiście były czasy kiedy na stołach gościły tylko mocne trunki i to nie te z najwyższej półki. Dziś, na szczęście to się zmieniło. Wino nie jest już trunkiem “patykiem pisanym”.
Wspomnianego filmu nie oglądałam.

Edyta Chmura
Czytałam "Pisane nocą" - opowieść bolesną, osobistą, opartą na emocjach. Czy w "Puchu niemarnym" również zobaczę kawałek Pani świata - tego prawdziwego, nie tylko istniejącego w wyobraźni?

Zdecydowanie mniej. Nie ma tu moich wspomnień. Może kilka rozważań i refleksji. Jak pisałam wyżej wiele prawdziwych incydentów pobudziło moją wyobraźnię. Jednak prawdziwe, nie oznacza moje osobiste. Dużo jest zasłyszanych, jak chociażby wojenna opowieść pani Helenki.

Czy pisanie ma dla Pani działanie terapeutyczne, odpręża czy pozwala uciec do innego świata? Jakie znaczenie mają w codziennej rutynie godziny spędzone na tworzeniu książki?

“Pisane nocą” rzeczywiście było moją autoterapią. Z “Puchem…” jest zupełnie inaczej. Tu chciałam pokazać, że skomplikowana natura kobieca, niezrozumiała dla niej samej, nie jest tylko tematem do żartów. Ta natura boli i drażni same kobiety. My wcale nie chcemy być zołzy, marudy i histeryczki. Wolałybyśmy się śmiać całymi dniami a nie płakać bez powodu. Znam wiele popapranych kobiet. Wszystkie są cudownie wrażliwe.

Uciec do innego świata obecnie bardziej pozwala mi czytanie. Nie bardzo teraz nawet mam potrzebę ucieczki. Podczas tworzenia “Pisane nocą” rzeczywiście uciekałam od myśli, uczuć, świata. Ale to był rozdział mojego życia, o którym już nie chcę pamiętać. Jak działa na mnie pisanie dziś? Chyba jeszcze nie wiem. Wiem natomiast, że radości towarzyszącej otwieraniu przesyłki z pierwszymi wydrukowanymi egzemplarzami, z niczym nie da się porównać.

Pisanie nie jest elementem mojej rutyny. Robię to bardzo nieregularnie. Mam dużo notatek robionych nocą, na spacerze, na urlopie, na rybach… Każdy zachwyt i każdy ból coś tam ze mnie wyciska na papier. A potem jakoś to montuję. To nie jest tak, że ja mam pomysł i plan na książkę. Ja mam problem i emocje z nim związane, ja mam radość, którą się trzeba podzielić, ja mam wybujałą wyobraźnię, której trzeba dać ujście.

W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Pani Bożenie Pajdosz za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatem zwycięskiego pytania zostaje:
martucha180

Serdecznie gratuluję i czekam na maila.

Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco,
Cyrysia

15 komentarzy:

  1. Podpisywanie plam to świetny pomysl:-) muszę to koniecznie rozważyć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie mój pomysł. Ktoś mi kiedyś opowiadał, że widział taką koszulkę. Ja
      mam w jadalni zwanej pokojem biesiadnym nielakierowane meble i na nich odbite kółka od czerwonego wina. Niestety niepodpisane :-(

      Usuń
  2. Bardzo fajnie się czytało:)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. O proszę! Ale niespodzianka. Dziękuję za wyróżnienie moich pytań. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zabawny pomysł z podpisywaniem plam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po raz kolejny gratuluję dobrego wywiadu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam czasem wrażenie,że więcej osób pisze niż czyta :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję udanego wywiadu !

    OdpowiedzUsuń
  8. Również płakałam przy "Psie, który jeździł koleją". Zgodzę się również, co do wina - uważam, że dostosowuje się do każdej sytuacji! Lubię kosztować jego różne smaki. Świetny wywiad! ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Super wywiad, bardzo interesująco się czytało :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...