wtorek, 3 maja 2016

WYNIKI KONKURSU pełnego szczęścia :)

Kochani,

czas ogłosić wyniki konkursu, w którym można było wygrać:

Szczęście na wagę - Agnieszki Olejnik

Dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu za tak liczny udział. Przeczytałam wszystkie Wasze wspomnienia szczęśliwych chwil i kolejny raz miałam problem z wyborem zwycięzcy. 
   
Niestety reguły konkursu są twarde i mogłam wybrać wyłącznie 2 laureatów. Kierując się subiektywnym odczuciem, postanowiłam nagrodzić wypowiedź:
 Ejotka oraz Ruda Recenzuje.

~~ * ~~

ejotek

Niewątpliwie do chwil szczęśliwych inaczej podejdą kobiety, inaczej mężczyźni. To pojęcie względne i jakże ulotne. Dla jednych to narodzenie dziecka, dla innych dzień ślubu czy zaręczyn, a jeszcze dla kogoś - poznanie drugiej połówki.
Z niektórymi z tych chwil ja się zgodzę – owszem! Ale nie byłabym sobą, gdybym nie spojrzała na sprawę inaczej.
Kiedy był mój najszczęśliwszy i najbardziej niezwykły dzień? 27 kwietnia jest jego szósta rocznica! A jak to się zaczęło? Ślub, podróż poślubna i marzenia… o cudzie, który maleńkim paluszkiem złapie mnie za kciuk, który obdaruje uśmiechem, który gdy podrośnie powie „kocham cię mamusiu”. O maleństwie, na które można patrzeć godzinami, gdy słodko śpi; które uczy się od ciebie poznawania tego co nas otacza. Tylko jak w świecie, w którym wciąż słyszy się tyle o niepłodności wierzyć w ten cud? Nie było starań „na akord”, nie było nóg w górze, nie było oczekiwania co miesiąc na decyzje ciała na „tak” lub „nie”.
Kiedy 26 kwietnia 2010 roku nie pognębiła mnie kobieca przypadłość to rankiem 27 zrobiłam test. Ze spokojem, bez stresu… Jakoś czułam podświadomie jaki będzie wynik. Nie miałam histerii, nie trzęsły mi się ręce… Nie miałam paniki w oczach. Odłożyłam test na pralkę, odliczyłam… Zobaczyłam dwie kreski i … ze spokojem wyszłam z łazienki, by zawołać tatę kiełkującego we mnie cudu… Byłam tego tak pewna i tak o tym przekonana, że szczęście przyszło ze spokojem w parze. Moje serce już czuło, że nie jest samo, że nie ma czym się denerwować, ponieważ stres szkodzi maleństwu… To była bardzo wzruszająca i jedyna tak niesamowita chwila w moim życiu. Tak, dzień sprzed sześciu lat jest dla mnie tym najbardziej niezwykłym!

~~ * ~~


Ruda Recenzuje
Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to trudne pytanie, bo czy pisanie lub rozmawianie o szczęściu może być łatwe? Czy faktycznie tak łatwo wytypować ten jeden dzień? A przede wszystkim czy najgorszy dzień może być także najlepszym? 30 października 2000 roku. Miałam 10 lat, a moja młodsza siostra jeszcze 7- następnego dnia miała skończyć 8. Z tej okazji przygotowywaliśmy z rodzicami niewielkie przyjęcie. W ostatniej chwili okazało się jednak, że zabrakło nam lodów. Mimo że był chłodny październik, żadna z nas nie umiała sobie wyobrazić zabawy bez nich. Mama, która zawsze była bardzo ostrożna, wyjątkowo pozwoliła nam iść do sklepu bez niej. Jeden przystanek od domu, kilka minut autobusem. Czy coś mogło pójść nie tak? Na dworze było zupełnie ciemno, a my wraz z kilkunastoma innymi osobami stałyśmy na przejściu dla pieszych. 
Kiedy zapaliło się zielone światło, wszyscy bez mrugnięcia okiem weszliśmy na ulicę. Nikt nie zauważył auta, które jechało ze zbyt dużą prędkością i nie zwolniło dojeżdżając do przejścia dla pieszych. Ten kierowca uderzył w moją siostrą, która na moich oczach przeleciała kilka metrów. Nie będę opisywać, co działo się dalej, bo to nie miejsce na żale. Dodam tylko, że ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Myślę, że ten najgorszy dzień mogę uznać również za najlepszy, w końcu dalej mam młodszą siostrę, moją jedyną siostrę.

~~ * ~~

Gratuluję!

14 komentarzy:

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...