"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

sobota, 21 maja 2016

Wywiad z Magdaleną Majcher

Fot. FotoMania Paulina Mirek
1. Pani Magdo, ma Pani za sobą setki napisanych recenzji powieści obyczajowych... Czy pisząc własną książkę powracała Pani pamięcią do tych prac, starając się np. uniknąć błędów innych autorów? :)
Ula J.

Nie wracałam do żadnych konkretnych tytułów, jednak uważam, że wszystkie przeczytane przeze mnie książki miały mniejszy lub większy wpływ na ostateczny kształt mojej powieści. W Polsce (i z pewnością nie tylko) wydaje się mnóstwo niedopracowanych książek, z licznymi błędami, nie tylko ortograficznymi, stylistycznymi czy gramatycznymi, ale również z fabularnymi. Na pewno liczba przeczytanych i zrecenzowanych przeze mnie książek sprawiła, że jestem czytelnikiem wnikliwym, co mogłam wykorzystać podczas pracy nad moją powieścią, która, wbrew pozorom, nie opiera się tylko na pisaniu, lecz także na czytaniu. W sumie czytałam „Jeden wieczór w Paradise” pięć razy, siedziałam nad tekstem, wyszukując najdrobniejszych nawet potknięć. Nie lubię niczego robić po łebkach i nie wyobrażam sobie całej pracy nad redakcją zostawić redaktorowi czy korektorowi. Mam nadzieję, że wraz z upływem czasu nie stanę się bardziej wygodnicka. Czasami, kiedy czytam książki polskich bestsellerowych autorek, łapię się za głowę… Kto to puścił do druku?!

2. Czy literatura obyczajowa to Pani kierunek w dalszej karierze pisarskiej:)?
Ula J.


Zdecydowanie tak, chociaż zamierzam trochę poflirtować. Skończyłam już pisać kolejną książkę, która obecnie czeka na werdykt w wydawnictwie. ;) To klasyczna powieść obyczajowa, z rozbudowanym wątkiem natury społecznej. Najogólniej mówiąc, to książka o badaniach prenatalnych i decyzji, jaką musi podjąć matka obarczona wysokim ryzykiem urodzenia chorego dziecka.

Rozpoczęłam już research do nowej książkę. Zostaję przy klimatach obyczajowych, jednak tym razem mam w planach napisać powieść historyczno-obyczajową. Część akcji będzie rozgrywać się w okupowanej przez hitlerowców Warszawie, ze szczególnym uwzględnieniem dni Powstania Warszawskiego.

W głowie mam kolejnych pięć historii… Tylko czasu wciąż brak. :) Mam w planach również flirt z kryminałem i powieścią psychologiczną, będzie to swego czasu eksperyment – powieść psychologiczno-obyczajowa z wątkiem kryminalnym.

3. Dużo Pani pisze na klawiaturze, a to niestety grozi kilkoma schorzeniami i chorobami. Co Pani robi w ramach relaksu dla swoich dłoni, nadgarstków, łokci i kręgosłupa?
Martucha180


Trafiła pani w punkt!!! Bo… nie robię kompletnie nic! Nadgarstki powoli zaczynają dawać o sobie znać, co odczułam szczególnie dotkliwie podczas czterodniowego maratonu, kiedy kończyłam pisać nową powieść. Pisałam po 30-40 tysięcy znaków dziennie. Chyba naprawdę muszę pomyśleć o sobie, tylko… no właśnie, znowu ten brak czasu. :)

4. Za co uwielbia Pani Bałtyk?
Martucha180


Wykorzystam cytat z mojej książki: „Uwielbiała Bałtyk. Za żadne skarby świata nie zamieniłaby tego na wakacje w egzotycznym kraju. Przeciwnicy wypoczynku nad polskim morzem wspominali o niepewnej i zmiennej pogodzie, ale ona właśnie to lubiła najbardziej. Kochała wybrzeże za chłodne wieczory, kapryśną aurę, ostry wiatr i ogromne fale. Dotychczas była nad Adriatykiem, Morzem Śródziemnym i Północnym, ale to właśnie polskie morze było jej ulubionym. Nie wyobrażała sobie wakacji w żadnym innym miejscu.” To, oczywiście, o Mariannie, ale ja mogłabym się podpisać pod tym obiema rękami. :) W każde wakacje jeździmy nad Bałtyk i nie zamieniłabym tego za nic w świecie. W ubiegłym roku byliśmy w Ustroniu Morskim i wróciłam do tego urokliwego miasteczka na kartach mojego „Jednego wieczoru w Paradise”. Piłam gorącą czekoladę w tej samej knajpce, w której Mania wpatruje się w morze :)

5. Znam Panią za sprawą Pani rzetelnych recenzji. Teraz postanowiła napisać Pani coś swojego. Wiadomo, debiuty są bardzo trudne. Trudno jest się wybić w zalewającej nas masie książek. Czy towarzyszyły Pani jakieś obawy związane z wydaniem książki, jak będzie odebrana?
Izabela81


To nie jest książka dla wszystkich, oczywiście. Zdaję sobie sprawę, że nie spodoba się miłośnikom powieści sensacyjnych, kryminalnych czy reportażu. Ale tak sobie nieskromnie myślę, że przypadnie do gustu kobietom zaczytującym się w literaturze obyczajowej. Mam ogromny dystans do swojej pracy, cały czas się uczę, ale… Był taki moment, chyba po pierwszej redakcji, kiedy przeczytałam moją książkę i pomyślałam, że spodobałaby mi się jako czytelniczce. Reasumując – nie boję się o opinie. Wiem, że będą również krytyczne i nie zamierzam chować głowy w piasek, jednak jestem zadowolona z końcowego efektu. A że ktoś wyrazi na jej temat negatywną opinię? Cóż, liczę się z tym. Kiedy autor oddaje rezultat swojej pracy w ręce czytelników, musi mieć świadomość, że może spotkać się z niepochlebnymi recenzjami. Wszystko jest dla ludzi, ale nie wszystko dla wszystkich. :)

6. Wierzy Pani w wenę, czy jest ona wyłącznie wynikiem ciężkiej pracy? A może wena nawiedza Panią w najmniej spodziewanych momentach, np. podczas zmywania naczyń, podróży komunikacją miejską? Jeśli tak, notuje Pani wszystko, czy może zapamiętuje każdy szczegół, by później wszystko spokojnie przelać na papier / wystukać na klawiaturze?
Megami R.


Wierzę w wenę, ale czasem muszę jej pomóc. :) Utrzymuję się z pisania, więc muszę być zorganizowana i nie mogę czekać, aż wena przyjdzie sama. Inaczej rzecz ma się w przypadku książki – wolę poczekać kilka dni, niż opisywać historię, nie będąc do niej przekonaną. Czytelnicy wyczują ten fałsz.

Nigdy nie zapisuję swoich pomysłów. One przez cały czas są w głowie. A jeśli z niej wylecą, to znaczy, że nie były wystarczająco dobre.

7. Czy przy pisaniu musi mieć Pani wokół siebie ciszę absolutną, czy może wręcz przeciwnie - to harmider pomaga się Pani skupić?
Megami R.


Mam dwóch synów, jeden w tym roku skończy 6 lat, drugi ma 15 miesięcy. Chyba już odpowiedziałam na to pytanie. :) A tak całkiem na poważnie – oczywiście, wolałabym pracować w ciszy, ale to niemożliwe. Przyzwyczaiłam się już pisać w hałasie, chociaż muszę przyznać, że zdecydowanie więcej jestem w stanie zdziałać, podczas gdy młodszy syn ma drzemkę, a starszy jest w przedszkolu.

8. Czy ma Pani jakąś radę dla przyszłych początkujących pisarzy?;)
Patrycja Fornal


Jedną – nie wydawajcie swoich książek w trybie self publishingu, vanity czy jakkolwiek to nazywają. Nie płaćcie za wydrukowanie książki, bo „wydaniem” tego nazwać nie można. Piszcie, próbujcie do skutku, a jeśli żadne z „normalnych” wydawnictw nie zechce wydać waszej powieści, dopracujcie ją lub spróbujcie sił w innym temacie czy gatunku. Lepiej poczekać na swoją szansę, niż zapłacić za wydanie książki, która i tak się nie sprzeda, bo tacy „wydawcy” zarabiają na autorze, a nie na sprzedaży książek. Zerowa promocja, brak redakcji i korekty to tylko nieliczne z wad „profesjonalnej” obsługi, za którą słono zapłacicie. Wiem z doświadczenia, że wielu bardziej świadomych czytelników automatycznie odrzuca możliwość zakupu książki wydanej ze współfinansowaniem autora, gdyż obawia się, że powieść mogłaby okazać się słaba.

A jeśli, mimo usilnych prób i starań, nie udaje się po raz piąty czy dziesiąty… może jednak to nie „to”?

9. To, że kocha Pani książki wiedzą wszyscy :) Opisać miłość nie jest łatwo. To złożone, dość skomplikowane uczucie. Miłość do książek - jak uczucie to zmieniło Pani życie? Jaki drogowskaz wskazało? W jaki sposób wzbogaciło Pani życie? A może coś odebrało...?
Księgarnia wspomnień


Dostrzegam wiele korzyści płynących z czytania książek. Już nawet nie wspominam o takich z pozoru zwyczajnych profitach, jak wzbogacenie zasobu słownictwa czy wiedzy. Ja… podporządkowałam książkom swoje życie. :) Nie wyobrażam sobie mojego codziennego dnia bez literek. Gdybym nie czytała, nigdy nie zaczęłabym pisać i nie osiągnęła tej życiowej satysfakcji, do jakiej można dojść tylko wtedy, gdy pasja staje się źródłem utrzymania.

Fot. FotoMania Paulina Mirek
10. Dlaczego nadała Pani swojej książce tytuł "Jeden wieczór w Paradise". Paradise to raj, a w książce porusza Pani temat zdrady.
Monika Hetz


Owszem. Moja bohaterka, Marianna, kiedy spotyka swoją dawną miłość i rzuca się w wir romansu, ma wrażenie, że oto właśnie trafiła do swoistego raju, swojego prywatnego Paradise. Proszę zwrócić uwagę, że pełen tytuł brzmi „Jeden wieczór w Paradise”, a ten „jeden wieczór” sugeruje ulotność i ułudę chwili. Poza tym Paradise to pewne miejsce w książce. Więcej nie zdradzę, odsyłam do lektury. :)

11. Na temat debiutów literackich znanych blogerek opinie są podzielone. Jedni twierdzą, że jest im łatwiej, ponieważ mają kontakty z wydawnictwami i nie muszą miesiącami czekać na odpowiedź. Inni uważają, że jest im trudniej, ponieważ oczekiwania czytelników wobec nich są większe - przykładowo autorka bloga Pisaninka spotkała się na portalu Lubimy czytać z opinią, że sama pisze gorzej niż autorka, którą krytykowała w swoich recenzjach. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Perus


To jest bardzo dobre pytanie! Nie chcę tutaj oczerniać Ani Grzyb, której osobiście nie znam i której powieści nie czytałam, ale rzeczywiście, słyszałam sporo negatywnych opinii na temat jej książki. Może kiedyś przeczytam z ciekawości, żeby się przekonać? Wracając do głównego wątku – jej debiut, jak i kilku innych blogerów, nie koniecznie książkowych, uznano za nieudany, co odbija się czkawką nawet mnie, chociaż, jak już wspominałam, nie znam jej osobiście i nie czytałam jej książki. Niestety, nie wszystkie blogi są dobre. Całkiem nieźle funkcjonuje wiele fatalnie prowadzonych blogów, których autorki popełniają rażące błędy ortograficzne i nie potrafią sklecić poprawnie zdania. Taka sytuacja jest krzywdząca dla dobrych blogerów, bo te kilka blogów psuje opinię o całej blogosferze. Mówi się, że blogerom wydaje się, że potrafią pisać, a w rzeczywistości kiepsko im to wychodzi. Nie zgodzę się. Musimy grubą kreską oddzielić kiepskie blogi od dobrze prowadzonych blogów ludzi, którzy mają pojęcie o tym, co robią i pisać naprawdę potrafią. Za przykład niech posłuży tutaj Asia Szarańska – autorka bloga „Babskie czytanie”, która kilka miesięcy temu zadebiutowała kapitalną powieścią „I że ci nie odpuszczę”. Sama spotkałam się w sieci z opiniami, że teraz wszyscy piszą książki, a prym wiodą w tym blogerzy, którym miałoby się wydawać, że mają ku temu predyspozycje, dlatego uważam, że nam, blogerom, może być nawet trudniej niż osobom z zewnątrz.

Współpracuję z wieloma prestiżowymi wydawnictwami, lecz nigdy nie wykorzystywałam faktu, że prowadzę bloga i nie próbowałam niczego „załatwić”, opierając się na moich kontaktach. Ja również czekałam długie tygodnie i miesiące na odpowiedzi z wydawnictw. Moją propozycją wydawniczą było zainteresowanych trzech wydawców, ostatecznie wydałam swoją powieść w Edipresse Książki – wydawnictwie, z którym nigdy nie współpracowałam. Myślę, że to dla mnie komfortowa sytuacja, gdyż ktoś po prostu dostrzegł mój potencjał, bez zastanawiania się, kim jestem i z kim współpracuję.

12. Która polska powieść ostatnio wywarła na Pani największe wrażenie?
Iza Czyta


Proszę wybaczyć, nie jestem w stanie wskazać jednej. :) Zachwyciła mnie powieść Magdaleny Kawki „Pora westchnień, pora burz”, natomiast książkę Magdaleny Knedler „Nic oprócz strachu” pochłonęłam na raz, mimo objętości – ma ponad 500 stron, ale silnie uzależnia i MUSIAŁAM wiedzieć, kto zabił. :) Wszystkim polecam książkę Liliany Fabisińskiej „Sanatorium pod Zegarem”, to naprawdę kawał dobrej roboty i nieprzeciętna literatura rozrywkowa. Na długo zapamiętam również powieść Małgorzaty Mroczkowskiej „Zanim zrozumiem” i „Siostry” Agnieszki Krawczyk. Z niecierpliwością czekam na nową książkę Joanny Szwechłowicz, bo dwie poprzednie były kapitalne. Uwielbiam kryminały Katarzyny Puzyńskiej, chętnie czytam też Remigiusza Mroza. Za bardzo udany uważam debiut Marcina Grygiera, „Nie patrz w tamtą stronę”. A jeśli ktoś ma ochotę na coś lekkiego, śmiało polecam mu „I że ci nie odpuszczę” Joanny Szarańskiej. W roku 2015 szczególnie zachwyciły mnie powieści Joanny Marat „Jedenaście tysięcy dziewic”, Joanny Sykat „Jutro zaświeci słońce” i Katarzyny Kołczewskiej „Wbrew sobie”. Proszę wybaczyć, miała być jedna książka. :) Zboczenie prawie że zawodowe. Czytam około stu pięćdziesięciu książek rocznie, więc mogę na ten temat mówić i mówić…

13. Widzę, że całe swoje życie oddała Pani w ręce pisarstwa ;). Całkiem odważnie, zważywszy, że zawsze coś mogło pójść nie tak w tym kierunku. Jednak to miłe, że udaje się Pani robić to, co chce, co Pani lubi. Ale czy mimo wszystko czasem Pani nie żałuje tego poświęcenia się właśnie w tym kierunku (chodzi mi o pisanie)? Czy czasem Pani nie czuje potrzeby robienia czegoś innego?
Joanna Mikulec


Absolutnie nie! Nie wyobrażam już sobie robić coś innego. Kiedyś próbowałam mieć „normalną” pracę i żyć jak większość społeczeństwa, ale szybko się poddałam. :) Jestem szczęśliwa, pisząc.

14. Po zdjęciu widzę, że nosi Pani okulary. Sama też je noszę, ale gdyby to było możliwe i takie proste rzuciłabym je daleko w kąt. Oczywiście, są też soczewki, a jednak nie potrafię im zaufać. Po pierwsze dużo z tym zachodu i często trzeba byłoby je wymieniać, kupować, a po drugie, śmiertelnie boję się dotknąć oka ;). Nie dałabym rady. A czy Pani przeszkadza noszenie okularów? Czy sprawiają Pani dyskomfort, czy wręcz przeciwnie?
Joanna Mikulec


Okulary noszę od niedawna, od listopada ubiegłego roku. Zdążyłam się do nich przyzwyczaić i polubić. Moja wada wzroku nie jest aż tak duża, czasem o nich zapomnę, wyjdę z domu i nie jestem aż tak bardzo ślepa. :)

15. Co w drodze od myśli o napisaniu książki do jej faktycznego wydania było dla Ciebie najtrudniejsze? Jakiś wątek fabuły, oddanie emocji bohaterów, wymyślenie odpowiedniego tytułu, czekanie na odpowiedź z wydawnictwa po wysłaniu pierwotnej wersji tekstu, jego redakcja, a może pogodzenie chęci pisania z codziennymi obowiązkami?
Edyta Chmura


Najtrudniej jest… znaleźć czas. I tytuł. :) Nie miałam problemów z fabułą, poszczególnymi bohaterami, którzy w którymś momencie po prostu podążyli swoimi ścieżkami. Z natury jestem mocno niecierpliwa, więc rzeczywiście czekanie na odpowiedź z wydawnictwa było dla mnie problematyczne, ale jednak i tak uważam, że najtrudniejsze w pisaniu jest znalezienie wolnego czasu. Wiem, że niektórzy autorzy piszą książki przez pół roku albo i więcej, ale mnie szlag by trafił, gdyby jakiś projekt wisiał nade mną tyle czasu. Wszystko muszę mieć gotowe już, teraz, zaraz i irytuję się, kiedy chcę skończyć książkę, a nie mam na to czasu. „Jeden wieczór w Paradise” pisałam dwa miesiące, „Kołysankę” (tytuł roboczy) – trzy i pół. Pisząc „Paradise” miałam ten komfort, że byłam jeszcze na urlopie macierzyńskim, więc mogłam poświęcić więcej czasu na samą książkę, jednak teraz muszę godzić wszystkie swoje role. Próbuję jakoś to usystematyzować, od poniedziałku do piątku piszę teksty copywriterskie, wieczorami i przez weekendy – powieść, jednak proszę pamiętać, że mam małe dzieci, więc czasem plan nie wypala. Często dochodzi też czynnik ludzki – zmęczenie i po prostu padam o 21. :) Każdego dnia również czytam minimum kilkadziesiąt stron książki, dwa, trzy razy w tygodniu przygotowuję recenzje na bloga. No, łatwo nie jest. Ale jestem szczęśliwa.

16. Zieleń to kolor nadziei i to właśnie jego odcienie dominują na okładce Pani debiutanckiej książki. Przed jej przeczytaniem mogę jedynie domyślać się, że podobne przesłanie płynie również z treści. Wiem, że nie należy oceniać książki po okładce, ale większość osób właśnie nią się sugeruje. Czym Panią, jako czytelniczkę, musi książka urzec, przyciągnąć, zachwycić, aby zdecydowała się Pani na jej przeczytanie?
Flower4


Chyba jestem wzrokowcem, bo okładka ma dla mnie naprawdę duże znaczenie. Oczywiście, nie jest dla mnie najważniejsza, ale przyciąga mój wzrok. Kieruję się przede wszystkim intuicją, a największe znaczenie przy doborze lektury ma dla mnie opis wydawniczy. Jeśli wzbudzi moją ciekawość, jestem skłonna się skusić.

17. Już jedna chwila może zupełnie odmienić ludzkie życie, a ile może zmienić cały wieczór… Ale są też sytuacje, w których potrzebujemy więcej czasu. A czy pomysł na napisanie przez Panią swej pierwszej powieści zrodził się nagle, czy może stanowił pewien dłuższy proces?
Flower4


To jest impuls. Pomysł nagle przychodzi do głowy. Potem musi dojrzeć, przeleżeć na „półce” w głowie. Kiedy tak sobie leży, koncepcja ewoluuje, a bohaterowie zyskują w mojej wyobraźni twarz i imię. Tak, mam wrażenie, że moi bohaterowie sami wybierają sobie imiona i już się z nimi „rodzą”, zwłaszcza postacie płci żeńskiej. Z panami mam większy problem…

18. Czym jeszcze interesuje się Pani oprócz "słowa pisanego"? Czy gdyby nagle zniknęły książki, gazety, komputery, odnalazłaby się Pani w innej pracy?
Wiktoria Guziewicz

Wątpię. Przypuszczam, że byłabym sfrustrowana, gdybym nie mogła pisać. Oczywiście, jeśli kiedyś pojawi się taka konieczność, nie będę żyć mrzonkami, a podejmę jakąkolwiek pracę, by zapewnić mojej rodzinie godny byt, ale… Wolałabym nie. J Chwilę zastanawiałam się nad tym pytaniem i doszłam do wniosku, że wszystkie moje zainteresowania związane są ze słowem pisanym. No, może lubię czasem jeszcze wyskoczyć do kina, co ostatnio, niestety, nie zdarza się zbyt często.

Fot. FotoMania Paulina Mirek
19. Czy jest Pani osobą zorganizowaną i potrafiącą dobrze rozplanować dzień czy raczej działa Pani spontanicznie?
Wiktoria Guziewicz


Z natury jestem roztrzepana, ale muszę się jakoś organizować, żeby to wszystko ogarnąć. Od jakiegoś czasu starannie planuję swój dzień, dzięki czemu wiem, na co mogę sobie pozwolić. Dokonuję hierarchii spraw na ważne, ważniejsze i najważniejsze, chociaż wciąż zdarza mi się być spontaniczną. Z wiekiem (ależ poważnie zabrzmiało!) staje się coraz bardziej zorganizowana, chociaż podejrzewam, że nie jestem taka nawet w połowie. Mój mąż wciąż się dziwi, że głowy nie zgubiłam i nie zapomniałam wziąć dziecka, wychodząc z nim na spacer. :)

20. Jeśli miałby się zdarzyć jeden taki wieczór w paradise to z kim i gdzie istnieje takie ten Pani "Paradise":)?
Iwona Pietrucha


Jestem młodą (chyba mogę tak jeszcze o sobie powiedzieć?), zapracowaną mamą. Od 15 miesięcy właściwie nie miałam chwili tylko dla siebie, dosłownie raz byliśmy z mężem w kinie. Mój młodszy syn jest, no cóż, mocno wymagającym egzemplarzem. J Dlatego marzy mi się jakiś weekend z moim mężem w hotelu z bogatym zapleczem zabiegowym. SPA, masaże, basen… No dobra, wiem, że na razie nikt nie zostanie na noc z moim małym wrzaskunem, dlatego mogę się zgodzić tylko na jeden dzień. To by było takie moje małe Paradise.
 
~~ * ~~

  W imieniu swoim i czytelników mojego bloga dziękuję Magdalenie Majcher za niezwykłe interesujący wywiad.

Nagrodę w postaci książki
„Jeden wieczór w Paradise'' otrzymują:

Perus i Joanna Mikulec

Gratuluję i pozdrawiam,
Cyrysia

13 komentarzy:

  1. Jak zwykle przeczytałam z zainteresowaniem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wywiad, gratulacje dla wyróżnionych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, sporo tych znaków dziennie napisanych. Ja też powinnam pomyśleć o swoich rękach. Może nie piszę aż tyle dziennie ale sporo by tego wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam Magdę osobiście, studiowałyśmy przez pewien czas razem i cieszę się, że udało jej się wydać książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy wywiad. Widzę, że pomysłów na nowe książki autorce nie brakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy wywiad! Wiem, że muszę przeczytać tą książkę ;)
    Ja również jestem wzrokowcem i choć okładka nie jest dla mnie najważniejsza, to ma spore znaczenie. Książka Pani Magdy zapadła mi w pamięci i cały czas widzę przed oczami okładkę;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, bardzo mi miło z powodu tego wyróżnienia! Dziękuję serdecznie autorce, że umożliwia mi przeczytanie jej powieści i przesyłam gratulacje dla Perus ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo miło czytało się wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wywiad,z autorką , która stwarza własny świat, świat liter, i jakby nie dostrzega że to obraz zawładnął naszą rzeczywistością...ale tyle mód przeminęło bo książka to wynalazek doskonały.

    GP

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...