wtorek, 20 października 2015

Wywiad z Agnieszką Opolską

Książko Miłości Moja
1. Musi Pani spędzić czas na bezludnej wyspie, można wziąć ze sobą tylko trzy książki. Jakie powieści Pani bierze?


To zależy, ileż ja na tej wyspie mam zostać? Jeśli długo, to myślę, że wzięłabym książki filozoficzne, które trzeba rozgryzać, czytać po sto razy, wracać do nich, rozważać każde zdanie. Do opisu takiej książki pasuje mi Jacques Derrida, na przykład „Marginesy filozofii”. Z powieści wzięłabym „Jądro ciemności”, której nigdy nie przeczytałam. To książka, którą uwielbiam za pierwsze 5 stron (jest to opis wypływania okrętu na morze). Czasami siadam ot tak i czytam kilka pierwszych zdań. W tej powieści zaklęta jest siła i ja muszę ją przeczytać całą. Ostatnią książką byłby „Mały książę”, ale po francusku (jeśli mogłabym zabrać ze sobą słownik jako czwartą książkę, byłabym zobowiązana). Przetłumaczyłabym „Małego księcia” po swojemu.

2. Jaki jest Pani stosunek do audiobooków (ja osobiście ich nie lubię, dla mnie nie ma to nic wspólnego z książką i jest dobre dla dzieci nie umiejących czytać) ;)

Ja dość mocno eksploatuję wzrok i dlatego też dość często zamiast czytać, słucham książki. Uważam, że jest to nowa forma zbliżenia do literatury, a popieram wszystko, co do niej zbliża.

3. Jaka na co dzień jest Agnieszka Opolska?

Jejku, trzeba by zapytać moją rodzinę. Z mojej perspektywy jestem zapracowana. Co  więcej staram się wszystko robić najlepiej jak potrafię. Chcę być super mamą, super nauczycielką, super żoną, super przyjaciółką, super pisarką, po prostu super dla wszystkich. Sprzedaję „super” na kilogramy… A tak szczerze? To czasami to staranie bycia „super dla wszystkich” wychodzi mi żałośnie. 

Ewelka
1. Przez miesiąc ma Pani szansę dysponować nadprzyrodzoną mocą. Jaka by ona była i co przez ten czas chciałaby Pani zrobić?


Ratunku! Super moc? Myślę, że chciałabym zamrażać czas… albo nie! Przenosić się w czasie i eksplorować różne kultury… choć z moim szczęściem pewnie bym coś pomieszała i trafiła prosto pod stopę dinozaura… Może jednak jakaś bezpieczniejsza forma super mocy… Może czytanie w myślach? Choć, biorąc pod uwagę, że moje myśli już zajmują tyle miejsca, to ich większa ilość by mnie pozbawiła rozumu… Nie, ja chyba nie chcę żadnej mocy. Dobra – latanie, mogłabym latać!

2. Marzenia nic nie kosztują. Jakie jest Pani najśmielsze marzenie?

Chciałabym być na planie filmowym ekranizacji mojej książki i patrzeć na aktorów odgrywających postaci, które wymyśliłam.

2. Co by Pani zrobiła, gdyby miała jedną niepowtarzalną szansę cofnąć się w czasie?

Chciałabym się cofnąć miliardy lat wstecz i zobaczyć, jak wyglądała wtedy Ziemia i życie na niej.

Magdalena Sz L
1. Dlaczego wielka Brytania a nie Polska albo Lille?


Kilka czynników złożyło się na to, że wyjechałam z rodziną do UK. Pieniądze odegrały swoją rolę, ale nie decydującą. Zaważyła przede wszystkim chęć pogodzenia życia rodzinnego z biznesem, oddzielenie tych dwu światów od siebie. Jeśli ktoś jest biznes mamą „po polsku”, to wie, że wsparcie na macierzyńskim od państwa jest żadne. Nasz kraj jest, niestety, pełen absurdów. Nawet teraz kiedy o tym piszę, bardzo się denerwuję. Jako przedsiębiorczyni, o zasiłek macierzyński musiałam walczyć.  Okazało się bowiem, że na czas nie wpłaciłam składki  zdrowotnej do ZUS-u i tym samym zostałam skreślona z listy osób objętych tych ubezpieczeniem. Spóźnienie wynikało z akcji porodowej, która wtedy właśnie się rozpoczęła. Walczyłam z ZUS-em, argumentując moją sytuację, i ostatecznie przyznali mi zasiłek w wysokości stu paru złotych. Więc gdy mój syn, Hieronim, miał trzy tygodnie, byłam zmuszana wrócić do pracy. Mieliśmy kredyt mieszkaniowy „rodzina na swoim”, ale chyba lepiej pasuje „bank na rodzinie”. Przez ciągłe wyjazdy, które były integralną częścią pracy, wciąż oddawałam mojego synka pod opiekę babci. Żyłam w dużym konflikcie i wciąż miałam wyrzuty sumienia, że tak mało mam dla niego czasu. Wtedy zadzwoniła moja bratowa, że może byśmy otworzyły przedszkole w UK, w mieście, w którym ona już mieszkała. Spakowaliśmy się w miesiąc i wyjechaliśmy. Mój syn trafił do mojego przedszkola. Teraz jest w nim też moja córka, Elżbieta.
Francja nie, bo mój mąż po francusku umie powiedzieć tylko „Je t’aime”, co w pewnych warunkach jest wystarczające ;)

2. Co najbardziej lub kogo zapamiętała Pani najbardziej z domu dla bezdomnych?

Siostrę Irene. To była założycielka Magdali. Wybitna postać, bezgranicznie oddana pracy na rzecz bezdomnych. Kiedy trafiłam do tego domu, Irene była ciężko chora na raka. Do ostatniego dnia swojego życia pracowała. Są też inne osoby, które silnie tkwią mi w pamięci. Wiele z nich od dawna nie żyje.

3. Czego nauczyło Panią to doświadczenie pracy w domu Magdala?

To było bardzo intensywne przeżycie. Przez rok mieszkałam w Lille, w domu dla bezdomnych, słuchając tych bardzo samotnych i pokrzywdzonych ludzi, których historie jeżą włos na głowie. Magdala nauczyła mnie tego, że bezdomność ma też inne oblicze – samotnego serca. Często ludzie, którzy przychodzili do Magdali, szukali domu w drugim człowieku. Myślę, że taka bezdomność dotyka wszystkich ludzi. To było wtedy dla mnie wielkim odkryciem, bo sama czułam się bezdomna.

Patrycja Sudoł
1. Nie boi się Pani, że Pani książki nie trafią do czytelników?


Ja wszystkiego się boję, tylko nie pokazuję po sobie i staram się tym nie zadręczać. Chcę, by mnie czytano, to jest dla mnie najważniejsze, tylko wtedy pisanie ma sens. Sporo osób już przeczytało moją książkę i jak na razie nie ma rozczarowania. Zdaję sobie sprawę, że kiedy pokazuję coś swojego, to wystawiam się na baty publiczności. Jestem przygotowana na wszystko.
 
2. Co lub kto jest dla Pani inspiracją?

Życie jest inspiracją. Jestem w ciągłym procesie obserwacji i analizy świata. Kiedy spotykam ludzi, z uwagą słucham tego, co mówią, w jaki sposób mówią, jak się śmieją, jak gestykulują. Czasami podczas takich rozmów myślę: ta postać idealne pasuje dla mojego bohatera. Łatwiej jest wtedy pisać, kiedy ma się w głowie prototypy osób, sytuacji.

3. Co jest najważniejsze w życiu?

Rodzina i miłość, którą dajesz, i którą otrzymujesz. 

izabela81
1. Fabuła "Anny May" opiera się na specyficznej więzi malarz – muza. Czy chciałaby Pani być czyjąś muzą?

W mojej książce jest relacja malarz – modelka. Muza to inspiracja. Czy chciałabym być inspiracją dla kogoś? Jasne!

2. Pani książka zdobyła 1 miejsce w IV edycji konkursu "Literacki Debiut Roku". Jestem ciekawa, jakie emocje to wyróżnienie w Pani wywołało?
 

Emocji było sporo, szczególnie radość. Zadzwoniła do mnie pani z Kapituły i powiedziała mi, że moja książka jest nominowana. Byłam na wakacjach we Francji i akurat oglądałam obrazy w galerii… Potem chodziłam po tej galerii, nie mogąc przestać się uśmiechać. Po tamtym telefonie śniło mi się, że wygrałam konkurs (przywiązuję dużą uwagę do snów). Ten sen śnił mi się dwa razy. Potem, kiedy już dowiedziałam się, że wygrałam, nie byłam tak bardzo zaskoczona, ale moja radość się nie zmniejszyła.

3. Narracja "Anny May" jest pierwszoosobowa. Osobiście taką lubię najbardziej, dzięki której mam okazję wraz z danym bohaterem przeżywać wydarzenia z wielką dozą emocji i rozterek. A czy Pani myśli, że dzięki narracji pierwszoosobowej można przykuć uwagę i stworzyć wyjątkową więź z czytelnikiem bardziej niż w innej narracji?

Według mnie narracja pierwszoosobowa jest najtrudniejsza, choć gdy zaczęłam pisać „Annę May”, wydawało mi się zupełnie odwrotnie. Do tego pisałam w czasie teraźniejszym, a to już mega trudne. Po kilku rozdziałach zmieniłam całą treść na czas przeszły, bo dawał więcej możliwości. Narracja pierwszoosobowa jest zero-jedynkowa. Taką narracją albo wygrywasz i czytający jest w głowie bohatera, wierzy mu, chcę poznać jego historię, albo przegrywasz z kretesem. Tu wszystkiego broni bohater – jest okiem, uchem, ręką całej historii. Nie lubisz bohatera, nie interesuje cię, co ma do powiedzenia, to koniec. Inne narracje, choćby trzecioosobowa, z możliwością obserwacji zdarzenia z różnych perspektyw, wydaje się łatwiejsza. Aktualnie próbuję się z taką narracją…

martucha180
1. Czym jest dla Pani SŁOWO?


Ciekawe pytanie. Przywiązuję ogromną wagę do słów, szczególnie tych pisanych. Słowo to moc, za pomocą której budujesz lub niszczysz. Twierdzę, za Wittgensteinem, że język tworzy rzeczywistość. To jak o czymś mówimy, sprawia, że takie mamy do tego nastawienie. Kiedy zmieniamy język, zmieniamy postawę.

2. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki, czy wręcz przeciwnie?

W podstawówce tak, miałam tam spore fory, mimo niewyparzonego języka. Moja nauczycielka polskiego, Marzena Leśniewska, była młodą kobietą zaraz po studiach, pełną pomysłów teatralnych i literackich. We wszystko mnie angażowała. Dużo wtedy pisałam do gazetki szkolnej. Problemy zaczęły się w liceum. Tam zderzyłam się z moją polonistką, która nie akceptowała mojego „kolokwializmu” mowy. Przez cztery lata uczyła mnie ogłady języka. Efekt na koniec nie był chyba najgorszy – postawiła mi piątkę na maturze i to była u niej moja jedyna piątka za wypracowanie przez okres całego liceum. 

3. Praca w domu dla bezdomnych czy praca w przedszkolu wymagają od Pani więcej osobistego zaangażowania i dlaczego?

Myślę, że obie te prace wymagają osobistego zaangażowania, w końcu robię i robiłam je osobiście ;) Na pewno trudniejsza jest praca z ludźmi dorosłymi. Dzieci nie mają trudnych doświadczeń, nie są zgorzkniałe, smutne, samotne, nieszczęśliwe. Dzieci są szczere i bezpośrednie, ich potrzeby są łatwe do odczytania. Ludzie dorośli z poczuciem ogromnej krzywdy potrafią w jedną minutę rozłożyć cię na łopatki swoją nieuzasadnioną złością. Praca z bezdomnymi to praca z bardzo silnymi emocjami.

po.zachodzie.slonca
1. Jakie jest Pani ulubione danie? A jeśli już przy tym jesteśmy, załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa. Jakie byłyby według Pani jej składniki?
 
Nie przywiązuję zanadto uwagi do jedzenia. Wychodzę z założenia, że jest ono po to, by przeżyć. Lubię wszystko, co jest zdrowe, oprócz rzeczy dla mnie obrzydliwych, jak wątróbka (choć słyszałam o cudownym przepisie na wątróbkę…), surowe mięso, mięso z żyłkami. Za to lubię desery i tu mam mnóstwo upodobań – mój ulubiony deser to crème brulée.
Przepis na książkę:
Jeden sprawny komputer (niesprawny może zniechęcić, szczególnie kiedy zjada ci tekst)
Wielka szklana chęci
Szczypta inspiracji
Jedno jajo humoru
Kilogram emocji
Długi sznurek przywiązania do bohatera
Około roku entuzjazmu (w zależności jak szybko się pisze i czy komputer jest sprawny)
Szczypta seksu do smaku

2. Załóżmy, że istnieje możliwość przeniesienia się do świata przedstawionego w dowolnej powieści. Do jakiej Pani by się przeniosła i dlaczego? A może do żadnej?


Długo się nad tym pytaniem zastanawiałam. Przypominałam sobie książki, które czytałam, i trochę na siłę zaczęłam pisać, że może przeniosłabym się do świata wykreowanego przez Tolkiena, ale tak po głębszym namyśle stwierdziłam, że ta odpowiedź byłaby naciągana. Nie mam takiego świata przedstawionego, nie tęsknie za żadnym, może dlatego, że każdego dnia mam swój własny, dość barwny – świat moich powieści, w  którym tkwię po uszy, w którym wszystko wymyślam sama od początku.

3. Co sprawia Pani największą trudność w pisaniu?

Moje dzieci skaczące mi po głowie i dręczące  mnie pytaniami. Może sobie pani wyobrazić małą rączkę, która wpycha się na moją klawiaturę i wciska klawisz „e”, wołając „e, jak Ela!”. Pisz, człowieku, książkę z takim pomocnikiem. Ale to trudności fizyczne, które da się łatwo opanować. Inna to niemoc. Są czasami takie momenty, że tonę w tekście i czuję, że to nigdzie nie idzie donikąd nie prowadzi, że scena nie ma związku z fabułą, że odpływam. Zwykle to się zdarza, gdy nie gra fabuła. W tedy zaczynam kombinować, przeklejam wątki, zmieniam kolejność. To trudny moment. 

Sylwia Niemiec
1. Jak pisanie zmieniło Pani życie?


Myślę, że wszystko jest inne. Mój dzień, w którym szukam czasu na refleksję o tym, co piszę, i czas na to, by te refleksje włożyć jeszcze w opowieść. Wszystko co odbieram (ludzie, sytuacje), filtruję przez pryzmat mojej książki lub potencjalnych książek.

2. Co Panią skłoniło do rozpoczęcia przygody z pisaniem?

Byłam w ciąży i czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce, w tym całe mnóstwo literatury kobiecej. Mówi się, że kobiety w tym okresie są bardziej „pobudzone” i można powiedzieć, że ja właśnie taka byłam. Przyśniła mi się jedna scena z „Anny May” i po prostu, bez większego zastanowienia, zaczęłam pisać. Cała „Anna May” to jest spontaniczne pisanie. To taka wewnętrzna potrzebna wyrzucenia z siebie pewnej historii.

Joanna Mikulec
1. A gdyby tak na Ziemi nagle wybuchła apokalipsa... co by Pani w takiej sytuacji zrobiła, jak się zachowała, co pomyślała?


Odniosę się do cytatu z Szymborskiej: „tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono”. Myślę, że apokalipsa to tak ekstremalna  sytuacja, iż trudno powiedzieć w jaki sposób byśmy się zachowali. Badania znanych psychologów społecznych: Stanleya Miligrama czy Philipa Zimbardo pokazują tylko, że każdy z nas w pewnych sytuacjach może zachować się inaczej, niż założył. Ale gdyby rozpoczęła się Apokalipsa, pewnie jedyne o czym bym myślała to rodzina i ratunek bliskich. 

2. Czy gdyby tytułowa główna bohaterka Pani powieści nagle ożyła, chciałaby się Pani z nią zaprzyjaźnić, poznać ją z jej strony?

Ja tę kobietę znam jak zawartość mojej torebki, ona wyszła z mojej głowy, wiem co lubi, wiem czego pragnie… Czy chciałabym się z nią zaprzyjaźnić? Myślę, że tak. To barwna postać. Bardzo chciałabym ją zobaczyć w akcji jak wygląda w rzeczywistości i usłyszeć co by powiedziała, gdybym przestała nią sterować.

3. Jak dla mnie rozpoczęcie i skończenie powieści to już ogromny fenomen. A wydanie... no to tu już sukces w kieszeni. Pani się to udało i serdecznie tego gratuluję. Jestem jednak ciekawa Pani uczuć jakie towarzyszyły podczas tego początku i końca książki. Czy wiedziała Pani, że koniec się już zbliża, czy może to wyszło przypadkiem?

Dla mnie pisanie początku książki zawsze jest łatwiejsze niż jej kończenie. Lubię tworzyć nowych bohaterów, określać kim są, gdzie się znajdują, jak wygląda ich życie, z kim się przyjaźnią. Czasami pierwszy rozdział powstaje bez planu tylko dlatego, że tak bardzo chce mi się pisać. Jest we mnie podniecenie i entuzjazm, choć mam tylko mglistą ideę tego, czego chcę. Za to koniec… to przejście przez mękę.
Szczególnie tak było przy „Annie May”. Ja tę książkę rzucałam kilka razy. Potem wracałam i znów porzucałam. Początek w każdej wersji roboczej był taki sam, ale z końcem było różnie. Mam jakieś 300 stron wyrzuconego tekstu, który uznałam za beznadziejny. Aktualnie skończyłam drugą swoją powieść i tu w ogóle wszystko było inne. Podczas gdy „Annę May” z przerwami pisałam dwa lata, druga książka po prostu „się napisała” – 400 stron w niecałe sześć miesięcy. I chyba byłam podekscytowana od początku do końca. Bardzo to szybko szło.

Musza K.
1. Pani życie, jak widać, to podróż. Które z tych miejsc miało największy wpływ na Pani życiowe decyzje? Czy może któreś z nich miało wpływ na to, że zaczęła Pani pisać swoją pierwszą powieść? 

Lubię podróżować. Francja to był pierwszy przełom. Byłam zaraz po socjologii i wyjechałam do Lille, bo nie wiedziałam, co chcę zrobić ze swoim życiem. Trafiłam do domu dla bezdomnych Magdala jako wolontariuszka. To było mega trudne doświadczenie. Po pół roku życia w Magdali byłam w stanie rozbeczeć się na reklamie proszku do prania. By nie oszaleć, zaczęłam szukać jakiegoś hobby, czegoś, co by mnie trochę odseparowało od bezdomnych i emocji. Trafiłam wtedy do pracowni rysunku Kariny Waskcho w Centre d'arts plastiques et visuels i od razu wpadłam w wir pracy artystycznej. Wymyśliłam sobie, że będę wielką artystką. Jak się okazało, to nie było takie łatwe. Po roku studiów na grafice w Krakowie zrezygnowałam. Zaczęłam robić swój biznes i założyłam rodzinę. Pracowałam jako trenerka, koordynatorka projektów – praca w trybie siedem dni w tygodniu, taka, o której nie przestaje się myśleć po powrocie do domu. Po urodzeniu dziecka, każdą wolną chwilę spędzałam ze swoim synkiem. W tak zorganizowanym życiu nie było przestrzeni na nic, a już na pewno nie na tworzenie.
I dopiero po wyjeździe do Anglii, po roku, wszystko się uspokoiło. Wróciłam na właściwe tory. Hieronim był cały czas ze mną, mieliśmy zabezpieczenie finansowe, nastąpił rozdział między pracą i odpoczynkiem, wreszcie miałam wolne weekendy. Moje życie stało się przewidywalne i uporządkowane, miałam czas dla siebie i wtedy zaczęłam robić to, co lubię najbardziej – malować i czytać. Pisanie było później i, tak między nami, nie wiem do końca dlaczego akurat pisanie.

2. Czy marzy Pani o tym, aby jeszcze kiedyś wyruszyć w podróż i zatrzymać się na dłużej w jeszcze innym miejscu?

Ja tylko na to czekam i jestem przekonana, że nadejdzie taki dzień, że będę podróżować i pisać. Na pewno zatrzymałabym się na dłużej w Indiach i odwiedziła Bibliotekę Palmowych Liści.

3. Czy w trakcie pisania książki miała Pani chwile "pustki", zwątpienia, gdy myślała Pani "nie mam pomysłu, co dalej, nie dam rady" itp.? Jeśli tak, to co w takich chwilach Pani pomagało?

Myślę, że każdy pisarz ma takie momenty, a ja miałam ich całe mnóstwo. „Anna May” to pierwsza książka, pierwsza rzecz, jaką w ogóle napisałam. Początek szedł jak burza, to siedziało we mnie i musiałam to wyrzucić, ale gdzieś około 150 strony nagle wszystko się urwało. Nastąpiła pustka i zwątpienie. Wtedy zaczęłam szukać porad, napożyczałam sobie książek z biblioteki jak pisać powieści. Angielskie biblioteki są zapełnione taką literaturą, tu każdy może obudzić się rano i wpaść na pomysł by napisać powieść. Zaczęłam to czytać, książka po książce. Trochę mi się rozjaśniło, ale i tak nie wiedziałam co zrobić z „Anną May”. Poza tym przeczytałam w jednym poradniku, że pierwsze książki zwykle są słabe i autorzy wydają dopiero trzecią, czwartą. Postawiłam krzyżyk na „Annie May”, traktując ją jako próbę literacką, i zaczęłam pisać nową. Ale w międzyczasie wróciłam do niej kilka razy, dopisując alternatywne zakończenia. Cały czas nie grało mi tam coś. Dużo rozmawiałam o tej książce z moim mężem, Albertem, który widział w „Annie May” potencjał, i w pewnym momencie nastąpił „klik” – wpadłam na nowe rozwiązanie. Wywróciłam książkę do góry nogami. To co było na końcu, wskoczyło bliżej początku. Dodałam kilka rozdziałów i zamknęłam całość.

Sylwka S.
1.  Myślę, że każdy z nas ma w życiu swoje pasje, dla których poświęca swój czas i w których odnajduje ucieczkę i szczęście. Jaka pasja oprócz pisania pochłania Panią w całości, aż zapomina Pani o otaczającym świecie?


Malarstwo. To taka pasja, która pochłania mnie bez reszty. Czasami stoję przy sztaludze kilka godzin i kiedy próbuję się ruszyć, okazuje się, że moje ciało zdrętwiało.

2. Wspomnienie z dzieciństwa, które pamięta Pani do dziś?

Chyba moje wakacje u dziadków na wsi. Totalna wolność, łażenie po cudzych sadach, podkradanie gruszek, wspinanie się na drzewa, granie w nóż (nie mam pojęcia, jak się nazywała ta gra, co więcej  byłam w nią bardzo kiepska, ale była super fajna), podchody. Teraz to chyba niemożliwe, by pięciolatek był puszczony tak swobodnie.

3. Czy wierzy Pani w reinkarnację? Gdy ktoś z naszych bliskich jest teraz kotem, psem lub innym zwierzęciem i pojawia się w naszym życiu w określonym celu?


Wierzę w wędrówkę dusz. Wierzę, że nasza dusza w ma swój cel do zrealizowania by osiągnąć wyższy poziom, a wszystko, co pojawia się na naszej drodze, ma swój sens.  

Danuta
1. Książka dla pisarza jest niczym dziecko i chciałabym się dowiedzieć czy pisząc dzieła łatwo daje je Pani czytać, prosi o jakąś pomoc czy sugestie i jak znosi Pani tzw. "dobre rady"?
 
Ja bardzo lubię dzielić się tym, co robię. Najbardziej zadręczony moją twórczością jest mój mąż – on naprawdę jest biedny, musi wysłuchiwać tego wszystkiego, co na bieżąco wymyślam. Opowiadanie na głos moich myśli bardzo mi pomaga je uporządkować. Lubię konstruktywną krytykę i jestem na nią otwarta. Po skończeniu książki tworzę grupę kontrolną i chcę usłyszeć, co ludzie myślą o tym, co napisałam. Gdyby okazało się, że większość ludzi mówi, iż moja książka jest do niczego, pewnie schowałabym ją w szufladzie.

2. Pisanie jest tylko powodem wielkiej wyobraźni, marzycielstwa czy może tęsknoty? Może to nie fikcja, a prawda przeplatana między słowami? Jak jest u Pani?

Pisząc, nie da się odciąć od własnych doświadczeń i przemyśleń. W mojej książce bliskie otoczenie może znaleźć pierwiastki siebie w różnych bohaterach. Miejsca, które lubię, zwykle stają się tymi, które lubią też moi bohaterowie, w których dzieje się akcja mojej powieści. Nie ma wątpliwości, że jest dużo prawdy w tym, co piszę, ale jest ona tak przerobiona w książce, że staje się częścią fikcji literackiej. 

Agnieszka Wójcik
1. Jeśli jesteśmy już przy imieniu ''Agnieszka'' . Ostatnio duże wrażenie na mnie wywarło znaczenie tego słowa , gdyż praktycznie w 100 % pokrywa sie z moim charakterem. A jak to jest w Pani przypadku? Wierzy Pani ogólnie w przesądy, proroctwa, horoskopy i w to, że światem rządzi przeznaczenie?


Jeśli chodzi o mnie, bardzo głęboko wierzę w moc imion. Mój syn ma imię po wielkim malarzu, Hieronimie Boschu. Moja córka po ważnych Elżbietach z mojego życia, w tym mojej mamie.
Myśląc o imionach dla swoich dzieci, raczej miałam w głowie ludzi, którzy je posiadali, chęć ich upamiętnienia. Ale Pani pytanie tyczy się czegoś innego, jakby nadanie imienia predestynowało do posiadania określonych cech osobowości. Zainspirowała mnie Pani do poczytania o imieniu „Agnieszka”. I przyznam, że faktycznie coś w tym jest: Agnieszka to: „niespokojna dusza”, „ruchliwa”, „narwana”, „chce przekazać coś światu”, „nie jest łatwa w pożyciu”, „przechodzi szybko od szalonego podniecenia do głębokiej depresji.” Kurczę, przecież to ja!
Czy wierzę w proroctwa i przesądy? W pewne proroctwa – tak, w przesądy – nie. Wierzę w przeznaczenie, ale też w wolną wolę. Możemy nie wybrać naszego przeznaczenia.

2. W książce poruszany jest temat homoseksualny. Jestem ciekawa, czy na co dzień jest Pani tolerancyjna? Jakby się Pani zachowała, gdyby to Pani dziecko powiedziało taką tajemnicę? Zareagowałaby Pani spokojnie , czy wręcz przeciwnie? Proszę się wypowiedzieć.

Jestem tolerancyjna. Jedyne czego nie toleruję, to agresja i zło. Uważam, że ludzie są równi niezależnie od poglądów, pochodzenia, koloru skóry, religii jaką wyznają, dopóki nie krzywdzą innych ludzi.
Moje dziecko ma przyzwolenie i pełną akceptację do bycia tym, kim tylko chce. Jeśli okaże się, że mój syn lub córka będą homoseksualni, zaakceptuję to tak samo, jak gdyby byli heteroseksualni. Homoseksualizm w większości przypadków nie jest wyborem. To tak jakby dziecko urodziło się z niebieskimi oczami, a mama zaplanowała, że będzie miało brązowe. Zamiast fiksować na temat tego, na co nie mamy wpływu, lepiej zastanawiać się w jaki sposób i jakimi środkami możemy stymulować emocjonalny i umysłowy potencjał własnego dziecka tak, aby wyrosło na kreatywnego i  wrażliwego człowieka. Przekazuję moim dzieciom wartości, którymi sama się kieruję, i mam nadzieję, że będą dobrymi ludźmi i niczego nie będą musiały udawać.
 
3. Gdyby mogła Pani rzucić wszystko i zamieszkać w dowolnym miejscu na świecie . To gdzie by to było ? We wsi , mieście ? Z dala od cywilizacji czy może wręcz przeciwnie. Kogo by Pani sobie wybrała na sąsiadów , mając całkowitą dowolność (osoby nieżyjące czy bohaterowie literaccy też wchodzą w grę :) ) Byłaby Pani patriotką i została w Polsce czy jednak wyjechała za granicę ? Proszę się wypowiedzieć :)

Zdecydowanie południe Francji. Lubię ciepły klimat i nasycone kolory. Mój dom będzie zlokalizowany gdzieś w pięknym pejzażu na odludziu – sąsiedzi kilkanaście kilometrów od mojej chaty.

Zosia Samosia :)
1.  Jakie jest Pani motto, którym kieruje się w życiu?


Na to pytanie szukałam odpowiedzi kilka dni (dlatego nominuję ten zestaw do nagrody). Dopiero rozmowa z moim mężem uświadomiła mi, co to jest. To głód wiedzy i ciekawość. Z wszystkiego co robię, wyciągam wnioski. To obsesyjne pragnienie poznania. To tak mocno we mnie siedzi, że nawet gdy oglądam durne seriale w telewizji, wciąż myślę o szerszej perspektywie. Wszystko co robię, przetwarzam na cegiełkę wiedzy i wkładam ją w budowlę moich przemyśleń.  
Nie umiem ułożyć jednozadaniowego motta, które by pasowało do tego, o czym napisałam.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Chaty mojej prababci, Genowefy, która pachniała kurzem i mlekiem.

3. Gdyby wiedziała Pani, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pani spędziła i co by robiła w tych ostatnich minutach? Oprócz spędzenia czasu z najbliższymi bo tego pragnie każdy z nas.

Mam dwie opcje. Pierwsza: jadę do Meksyku i siedzę w słońcu na piramidzie.
Druga opcja: siadam i spisuję moje pomysły książkowe, i daję je do skończenia mojemu przyjacielowi.

Sara Anders
1. Jak narodziły się, w jakich okolicznościach i skąd czerpała Pani pomysły do napisania tej książki? (czy pomocne były na przykład jakieś Pani sny, przeczytane książki, obejrzane filmy, miejsca, w których Pani przebywała, życie ludzi z otoczenia itd.)


„Annę May” zaczęłam pisać pod wpływem snu. Śniła mi się jedna scena z książki i dwójka bohaterów: Anna – modelka i Adam – malarz. Obudziłam się i uznałam, że to fajny pomysł.

2. Czy ma Pani ulubioną książkę, do której lubi wracać?

Lubię „Alicję w krainie czarów” z ilustracjami Dušan Kállay i chyba wracam do niej ze względu na ilustracje, są wspaniałe.

3. Czy zgadza się Pani ze stwierdzeniem 'pisać każdy może', mając na uwadze, że dzisiaj dużo młodych ludzi zamieszcza swoje opowiadania w sieci?

Jestem o tym przekonana. Każdy z nas zna alfabet, umie pisać słowa i zna ich znaczenie, formułuje zdania. To kwestia przelewania rzeczy na papier. Jedyną przeszkodą może być brak chęci i determinacji.

Edyta Chmura
1. Jak reaguje rodzina, przyjaciele na Pani książkę? Zdawali sobie sprawę z talentu, jaki w Pani drzemał czy są zaskoczeni?

Myślę że większość osób była jednak bardzo zaskoczona. Niewiele osób wiedziało, że piszę. Tylko moja najbliższa rodzina i przyjaciele. Wszystkich, którzy nie wiedzieli, zżera ciekawość, co ja tam wymyśliłam w tej książce.

2. „Prawie całe zło świata wywodzi się z faktu, że ktoś się czegoś boi.” – tak mówiła Valancy w „Błękitnym zamku” Lucy Maud Montgomery. Zgadza się Pani z tą opinią? Czego Pani boi się najbardziej?

Jejku, czytałam tę książkę kiedyś i nic nie pamiętam… Ale nie zgadzam się z autorką. Zło nie pojawia się z lęku. Myślę, że to czarna natura człowieka, która dochodzi do głosu, a lęk jest tylko jej zapalnikiem.
Najbardziej boję się samotności.

3. Jak dużo Anny May jest w Agnieszce Opolskiej? Na ile udało się Pani odciąć od tworzonej przez siebie postaci? Czy w ogóle da się to osiągnąć w 100 procentach?

Anna to moja pierwsza bohaterka Stworzyłam ją z siebie, ale ja i ona to dwie różne osoby. Wiadomo – są podobieństwa: studia w Krakowie, miłość do sztuki, sposób mówienia, muzyka, której słucha. Ale różnic i tak jest więcej. Nie gram na gitarze, nie jestem modelką (nawet nie chciałabym być), nie podjęłabym podobnych decyzji co Anna.
Czy można się odciąć od swoich bohaterów w stu procentach? Według mnie nie. Można stworzyć bohatera odmiennego od siebie, ale mimo to zawsze jest w nim coś z autora.

Gab riela
1. Czy pisząc książkę, miała Pani problem, kiedy na przykład jedną i tą samą scenę musiała pisać po kilka razy? Czy często się to Pani zdarzało? Co pomagało wtedy w pisaniu?


Zwykle kiedy już miałam problem, to nie było to napisanie jednej sceny, ale całego rozdziału. W takich chwilach wracałam do wcześniejszych rozdziałów, próbując sobie przypomnieć, o co w tym wszystkim chodziło. Zdarzało mi się usuwać fragmenty i pisać je raz jeszcze od początku, choć bezpowrotne kasowanie tekstu, który napisałam, jest dla mnie ciężkie i bolesne. Dlatego zwykle kopiuję go do pliku roboczego i zapisuję na dysku z myślą, że zawsze mogę z niego skorzystać. To takie niewinne oszukiwanie samej siebie.

2. Czy pamięta Pani dzień, w którym coś podpowiedziało, że mogłaby Pani zacząć pisać? Jak dawno temu to było i co dokładnie się stało, że udało się Pani wygrać konkurs na "Literacki Debiut Roku"? Czy wiążą się z tym dniem jakieś szczególne wspomnienia?


Annę May zaczęłam we wrześniu 2012 roku. Dnia dokładnie nie pamiętam, to było zaraz po tym śnie, od którego wszystko się zaczęło. Co się stało, że udało mi się wygrać ten konkurs? Nie mam pojęcia. Chyba jednak „Anna May” spodobała się Jury.

3. Męstwo, bezinteresowność, otwartość na świat, dobroć, agresywność, stanowczość, nieśmiałość, chciwość... Są to przypadkowe cechy, którymi mogą odznaczać się bohaterowie książkowi. A jakie cechy musi według Pani posiadać postać, by stać się ulubieńcem czytelników? Jaka musi ona być?

W bohaterze musi być konflikt, coś, co sprawia, że czytelnik jest ciekawy, gdzie ten bohater zabrnie, jak potoczy się jego historia. Cechy charakteru bohatera mogą tylko mu pomagać lub wszystko komplikować. Ich wybór nie ma znaczenia, dopóki bohater jest spójny i wiarygodny. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Agnieszce Opolskiej za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.  


Nagrodę w postaci książki ''Anna May'' otrzymują:

 
martucha180
po.zachodzie.slonca
Zosia Samosia


Gratuluję i pozdrawiam!!!

cyrysia 

17 komentarzy:

  1. Czasem chciałabym by doba się wydłużyła, tak bym mogła poznać twórczość wszystkich tych fantastycznym polskich autorów. Pani Agnieszka zdaje się do nich zaliczać a wywiad skutecznie zachęca do zapoznania się z jej książką :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cyrysiu super są te Twoje wywiady tylko wygrywać w nich nie potrafię. Eh :-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile ciekawych pytań, niezły wywiad, jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedź o super mocy jest super :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję autorce zdobycia wyróżnienia, a uczestniczkom książek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za wyróżnienie :) Bardzo ciekawy wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny wywiad, bardzo miło się czytało :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow! No i fajnie! Super! Bardzo się cieszę. Dziękuję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. fajny pomysł na biznes autorka miała:D przedszkole w UK :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super wywiad :)
    Gratuluję zwycięzcom. Sama na pewno niedługo zabiorę się za tą książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Wywiad, jak zwykle, ciekawy, taki jak lubię:) Gratulacje:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejny bardzo ciekawy wywiad u Ciebie :)
    Gratulacje dla laureatów :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Już się przyzwyczaiłem, że wywiady nie schodzą poniżej pewnego poziomi i tak jest również tym razem. Kolejny raz czytam z przyjemnością:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochani, dziękuję bardzo za inspirujące pytania:)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...