piątek, 24 marca 2017

''Carpe diem'' Diane Rose [PATRONAT]

Carpe diem
Diane Rose
Wydawnictwo: Videograf SA
Premiera: 28 marca
Ocena: 5+/6
Patronat medialny:
LITERACKI ŚWIAT CYRYSI

  Rosalie Heart ma 22 lata, studiuje prawo, dba o linię i spotyka się ze swoimi przyjaciółmi. Jednym słowem – szczęśliwa młoda kobieta czekająca już tylko na miłość. Jednak za nim zaczniecie jej zazdrościć, przemyślcie to. Rosalie zostało już tylko 600 dni życia. Pogodziła się z tym, że umrze. Teraz tylko stara się oswoić z tym swoich przyjaciół i rodzinę. Żyje chwilą i próbuje zrobić jak najwięcej. Nie myśli o miłości i związkach, uważa, że jest to dla niej zakazanym owocem. Po prostu trwa i czeka na ten ostatni dzień, kiedy już się nie obudzi. Jednak pewnego dnia Rosalie poznaje kogoś, z kim chciałaby spędzić jak najwięcej wspólnych chwil…

  Diane Rose to pseudonim literacki studentki prawa, zakochanej w prawie karnym i żywo zainteresowanej psychologią śledczą. Od ponad dwóch lat recenzuje książki na blogu Recenzje z Pazurem. Nałogowo czyta, głównie kryminały, thrillery i powieści New Adult, chociaż te ostatnie trochę rzadziej. Mnóstwo pisze i to wszędzie. Nie potrzebuje ani ciszy, ani spokoju, ani muzyki. W ekstremalnych przypadkach wystarczy nawet kartka papieru i długopis, a jeśli nie, to zawsze zostaje jeszcze telefon komórkowy z aplikacją do notowania.

  ,,Carpe diem'' jest debiutem literackim młodej autorki, który miałam przyjemność poznać jeszcze w wersji surowej. Już wtedy dostrzegłam w nim spory potencjał, dlatego przeogromnie się cieszę, że znalazł się pod skrzydłami wydawcy. Mam nadzieję, że Wy także pokochacie historię Rosalie. Że dostrzeżecie w niej coś więcej niż tylko przesłodzoną, infantylną, ckliwą powiastkę. Wystarczy tylko otworzyć odrobinę swoje serce, by dostrzec piękno ukryte w treści.

  Pierwsze co rzuca się w oczy, to niebanalny pomysł na fabułę. Wyścig z czasem stanowi istotę funkcjonowania dwudziestodwuletniej Rosalie Heart. Dziewczyna należy do niewielkiej ilości populacji osób cierpiących na niewydolność serca. Zdaniem lekarzy zostało jej jeszcze około dwa lata życia. Uratować może ją tylko przeszczep. Niestety, dotąd nie znaleziono dawcy. Czy mimo wszystko los okaże się dla Rose łaskawy? A może trzeba będzie pogodzić się z tym, co nieuchronne?

  To niezwykle przejmująca powieść o zmaganiach z okrutną chorobą, niemocą i bezsensem, ale przede wszystkim niesamowita historia walki o życie, szukaniu radości w codziennych drobiazgach oraz miłości, która wydobywa z człowieka to co najlepsze i motywuje do działania. Każda kolejna strona niesie ze sobą ogromny ładunek emocji i nasuwa wiele egzystencjalnych pytań, jakie stawiają sobie chorzy ludzie. Dlaczego ja? Jaki jest sens tego cierpienia, które mnie dotknęło? Czy istnieje nadzieja na powrót do zdrowia? Ta książka ubogaca, otwiera oczy na wiele spraw, o których na co dzień nie myślimy i ukazuje wielkość i ogromną wartość ludzkiego życia. Nie da się jej czytać obojętnie. Wszystko w środku wręcz krzyczy z nagromadzonych uczuć.

  Tworzenie wyrazistych i wiarygodnych bohaterów wymaga nie lada umiejętności. Na szczęście autorce udało się wykreować pełnokrwiste postacie, które nie dają o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury. Są po prostu tacy jak my – pełni wad, słabości, lęków i ograniczeń. Czują, kochają, cierpią i marzą jak inni. Bardzo się z nimi zżyłam i przeżywałam ich smutki, troski i radości jak swoje własne. Najbardziej polubiłam Jamesa - brata Rose. Ma w sobie dużą potrzebę troszczenia się swoich bliskich, mnóstwo braterskiej miłości, duży zakres tolerancji i wyrozumiałości, a także niebywałe zdolności kulinarne. Ale najbardziej zaimponował mnie tym, że kiedy ojciec zawiódł Rose, bez wahania przyjął siostrę pod swój dach, zapewniając jej poczucie bezpieczeństwa. Przecudowny człowiek. Również Rosalie wzbudza sympatię. Jest bezpośrednia, wesoła, ironiczna i żyje według hasła „carpe diem”. Acz czasami bywa też irytująca. Mnie osobiście drażniło jej ciągłe liczenie dni, nocy i godzin, które przybliżają ją do śmierci. Chociaż z drugiej strony, to chyba naturalny, wręcz instynktowny odruch. A na deser zostawiłam sobie najlepsze ciacho, czyli przystojnego doktorka Daniela Szymańskiego. Młody, ambitny, bogaty, ukończył z wyróżnieniem medycynę na jednym z lepszych uniwerków w kraju. Posiada jednak jedną bardzo poważną wadę. Nie ma za grosz empatii w stosunku do swoich pacjentów. Czy zmieni kiedyś swoje nieprzyjazne nastawienie? Tego musicie dowiedzieć się sami.

  W powieści pojawia się także rozwinięty, ale nienachalnie eksponowany, wątek miłosny. Niespodziewanie na drodze Rose pojawia się jej książę z bajki. Czarujący, czuły, słodki. To dzięki niemu dziewczyna promienieje szczęściem. Niestety, chłopak nie wie, jego ukochana jest poważnie chora. Czy odkryje prawdę? Autorka funduje nam silną dawkę wrażeń. Chwile beztroski mieszają się z gorzką i trudną do zaakceptowania rzeczywistością, a spokój i harmonia zostają zakłócone przez nieoczekiwane perturbacje. W efekcie dochodzi do przewartościowania pewnych postaw, do wyciągnięcia wniosków i podjęcia próby ich weryfikacji.

,, Jeśli kogoś naprawdę kochasz, to nie opuścisz go, gdy zacznie spadać na dno. Będziesz po prostu robił wszystko, by go stamtąd wyciągnąć.''

  W książce poruszono również temat trudnych relacji na linii lekarz-pacjent. Telewizyjny doktor Gregory House powiedział kiedyś takie słowa: ,,Zostaliśmy lekarzami po to, aby walczyć z chorobami. Leczenie pacjentów czyni z nas nieszczęśliwych lekarzy''. W taki sam przedmiotowy sposób traktuje swoich pacjentów doktor Daniel. Dla niego ludzki organizm to tylko mechanizm, który wymaga naprawy. Czy umiejętność utożsamiania się z czyimiś uczuciami rzeczywiście przeszkadza w zawodzie lekarza? Każdy medal ma dwie strony, tę lepszą i tę gorszą. Mimo wszystko odrobina współczucia, wsparcia i zrozumienia potrzebna jest każdemu choremu. Bo to nie jest bezduszna, uszkodzona maszyna, lecz żywa istota, członek czyjeś rodziny. Czyjaś matka. Czyjś ojciec. Syn lub córka etc.

  Z niniejszej publikacji wyłania się jedno wielkie przesłanie: Bądźcie dawcami! Nie od dziś wiadomo, że transplantacja pozwala w znaczny sposób przedłużyć życie wielu pacjentom ze skrajną niewydolnością narządów. Jednak często rodziny zmarłego nie wyrażają zgody na przeszczep, twierdząc, że ich bliski by tego nie chciał. Niektórzy za życia deklarują, że nie podpiszą zgody na oddanie swoich organów po śmierci. Przyznam się szczerze, że do niedawna byłam przeciwna tej metodzie leczenia, czułam wewnętrzny opór. Dopiero perypetie Rose uświadomiły mi, jak strasznie czuć na plecach oddech Kostuchy, czekać na cud, który być może nigdy się nie zdarzy. Ten aspekt pomógł mi wyzbyć się egoizmu i obojętności na los drugiego człowieka. Mam nadzieję, że w Waszym przypadku będzie tak samo.

   Szczególną zaletą lektury jest prosty, plastyczny język, pozbawiony rozbudowanych i nużących opisów. Narracja biegnie dwutorowo - z jednej strony widzimy świat oczami Rose, a z drugiej obserwujemy poczynania Daniela. Dzięki temu zabiegowi równolegle poznajemy ich myśli, uczucia, intencje i rozterki. Akcja trzyma równomierne, nieśpieszne tempo, acz czasami dochodzi do niespodziewanych zwrotów i pewnych napięć. Prawdziwą wisienką na torcie jest jednak szokujące zakończenie. Radzę przygotować sobie coś na uspokojenie nerwów i paczkę chusteczek.

Podsumowując:
   Żyj chwilą. Pielęgnuj każdą sekundę. Ciesz się z małych przyjemności. Kochaj, jakby jutra miało nie być. Docenisz przekaz tych słów, kiedy poznasz wyjątkową historię Rosalie, która poruszy niejedno, nawet najbardziej zatwardziałe serce. Ta książka jest nie tylko urzekająca i błyskotliwa, ale przede wszystkim autentyczna, głęboka i pełna życiowej mądrości. Skłania do przemyśleń nad kruchością ludzkiej egzystencji, a zarazem uświadamia, jak ważnym fundamentem naszego istnienia jest zdrowie, wiara, nadzieja i… miłość. Polecam najgoręcej jak potrafię!


 https://www.facebook.com/magdalenamajcherautorka/?fref=ts

20 komentarzy:

  1. Piękna okładka :) a i wnętrze wydaje się być równie wartościowe. Chętnie przeczytam. Czekam na premierę.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowna recenzja :D Bardzo dziękuje <3 Nie mogę tylko uwierzyć, że naprawdę jest o mojej książce! To niesamowite uczucie czytać takie słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie opisałaś tę książkę Krysiu, cieszę się, że też miałam możliwość przeczytać tę powieść jeszcze przed premierą, podczas lektury towarzyszyły mi niezapomniane emocje, a zakończenie? Znakomity pomysł - słowem, wspaniały debiut! Kibicuję Diane Rose całym sercem, a Tobie gratuluję patronatu Krysiu :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że jestem coraz bardziej zainteresowana tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł na fabułę super, trudny temat i szokujące zakończenie.. Oj bardzo chciałabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Polecę siostrze, powinna jej przypaść do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo jestem ciekawa, jak młoda Autorka poradziła sobie z tak trudną treścią. A zakończenie? Też intrygujące... Czy będzie to zakończenie jak w życiu, czy jak w książkach? Bardzo chętnie przeczytam. Serdecznie życzę Autorce powodzenia i sukcesów na rynku wydawniczym! Przekaz tytułu jest mi bardzo bliski...
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję patronatu. Tak ciekawie napisałaś o tej książce, że mam ochotę przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo trudnego tematu mam ochotę na tę powieść, intryguje mnie postać doktora i brata Rose.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniała recenzja Krysiu. Bardzo lubię takie życiowe książki, chętnie sięgnę po Tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  11. Okładka od razu mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Temat ważny, interesujący, jestem bardzo ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach wiedziałam, że chcę ją przeczytać. Sam pomysł na fabułę bardzo mi się podoba, dlatego z chęcią przejdę się do księgarni i ją kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hm, nie powiem, żeby jakoś szczególnie mnie zaintrygowała, choć sam pomysł na fabułę jest całkiem ciekawy. Mimo to z przyjemnością sięgnę chociażby dlatego, że uwielbiam czytać debiuty, sama nie wiem czemu :D Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak koniecznie sięgnąć po "Carpe Diem". Ciekawe, jak potoczą się losy Rosalie :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Na razie potrzebuję chyba czegoś lżejszego, ale ogólnie to chyba lektura z wartościowym przesłaniem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja również miałam to wielkie szczęście i przeczytałam tę powieść, która jest po prostu piękna i na swój sposób bardzo magiczna ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. bardzo zachęcająca recenzja: temat ulotności życia, choroby (dlaczego ja), poszukam książki

    OdpowiedzUsuń
  18. Piekna okladka ,a i wnetrze mnie zainteresowalo jak przeczytalam recenzje :) Barbara Gruszczyk

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...